Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Książkożercy

Jeszcze jakiś czas temu miałam takie marzenie, że Szymon nauczy się szybciej czytać niż jeździć na rowerze. No cóż, wyszło jak wyszło: na rowerze jeździ od prawie 4 lat, a czytać jeszcze nie potrafi. Jednak czas zapiernicza jak chomik w kołowrotku. Koło się kręci, a chomik ciągle w miejscu. Dlatego też od jakiegoś czasu rozglądam się za pomocami do nauki czytania, bo chciałabym maksymalnie ułatwić Szymonowi ten proces. 

Diamentowa Księga Łamigłówek od wydawnictwa Zakamarki

Ostatnio, zupełnie przez przypadek trafiłam na dwójkę dzieci. Lasse i Maja mieszkają w Valleby i prowadzą swoje biuro detektywistyczne. Na przestrzeni lat pomogli rozwiązać sporo zagadek miejscowemu komisarzowi policji. Między innymi szukali zaginionych diamentów, chińskiego jamnika jabłkowego czy złoczyńcy który podtruwał zwierzęta w zoo. A żeby tego było mało, Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai od lat nie schodzi z czołówki listy bestsellerów literatury dziecięcej w Szwecji. 

Wiem co kupuję

W dzisiejszych czasach uwielbiam powszechność informacji. Uwielbiam fakt, że sama mogę decydować co kupię, gdzie kupię i jak podam. Uwielbiam również fakt, że tego samego mogę nauczyć moje dzieci. 

Misja

Z Szymonem to taki problem mamy, że lepiej Go ubierać jak karmić. Serio. Rączki i nóżki jak patyczki, a jak wraca do domu, to z kuchni wygonić nie można. A to cukierek, banan, ciasteczko, jogurt, makaron z pesto... i jajko. Jajko od Wielkanocy do Bożego Narodzenia będzie chyba jadł. Na śniadanie i kolacje. Po dwa. 

Tortowe wyzwanie - ciąg dalszy, zdecydowanie dla dorosłych

Tym razem pokuszę się o post samochwalny. Tudzież samo wielbiący. W zeszłym roku za namową Jolanty S. popełniłam pierwszy oficjalny tort. Z wyglądu był średni, jak na mój gust dupy nie urywał. Tyle dobrego, że smakował całkiem dobrze. Kolejne tortowe wyzwanie nastało z końcem kwietnia. W końcu chrzciny pełzaka, to chrzciny pełzaka.