Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Ostatni dzień!


Ostatni dzień 2013 roku.

Cała ta sieczka, jak przewinęła się przez Stary Rok w naszym życiu dała nam w kość.

Dziś z ulga pożegnamy trzynastkę i z nadzieją powitamy  czternastkę.

Nie chcemy wielkich rzeczy w Nowym Roku.

Interesują nas małe radości, które zsumowane dadzą spokojne życie, wytchnienie na co dzień i sympatycznych ludzi wokół.

A ponieważ bardzo sobie Was cenimy, drodzy przyjaciele,
czytelnicy i znajomi, życzymy Wam tego samego
w Nowym 2014 roku.

Niech nam wszystkim żyje się lepiej i łatwiej!

Gołąbkowa Rodzinka.


No i szczęścia wiele… bo na Titanicu wszyscy zdrowi byli, tylko im szczęścia zabrakło… ;)

Wpis bardzo osobisty

Nie rzadko słyszy się, o rozwodach. Że jest ich dużo, że są plagą naszego wieku, że wynika z nich samo zło, które najbardziej odciska się na dzieciach. Paradoksalnie nie do końca się z tym zgadzam. Dlaczego? Owszem, rozwód jest krzywdą. Ostatecznością, jaką chwytają niegdyś kochający się ludzie. Łatwo krytykować decyzję o rozwodzie. Ale czy ktoś z krytykujących zastanawiał się kiedyś, jakie konsekwencje może przynieść brak decyzji o kroku ostatecznym?

Poświątecznie

Pierwsze święta Szymona za nami, i pierwsze prezenty też. Czy Wy też odetchnęliście, tak jak my?

Nasza Wigilia

Święta, święta… i pierwszy dzień świąt dobiega końca. Jeszcze tylko jeden dzień.

Kobieto! Jeść!

Dziś inny dzień. Dzień, który już się skończył dla Szymona. Ale w trakcie dnia, Szymon przygotował mamie niespodziankę…

Dzień jak co dzień

Nie wiem, na prawdę nie wiem jak tego dokonałam… Ale wydaje mi się, że kolejny etap rekrutacji i spotkanie z psychologiem mam pozytywnie zaliczone. Mam tylko nadzieje, że to nie jest mylne wrażenie…

Ten czas…

Tak, tak, tak… nadszedł czas, kiedy dziecko skończyło pół roku i mama zaczęła myśleć co by tu na rynek pracy wrócić. A że pojęcie “rynek pracy” w słowniku młodej mamy znajduje się w rozdziale “pojęcia ciężkostrawne i stresogenne”, żaden espumisan nie zaradzi wszelkim dolegliwościom z tym związanym…

Pierniki

W weekend byliśmy z wizytą w Gdańsku u przyjaciół. Było fajnie, no bo jak inaczej. Ale mam refleksje. Można powiedzieć, że nawet tematyczno – okresowo zgodną: jak to człowiek pierniczeje w domu…

Sześć miesięcy

Chyba się powtórzę. I to nie pierwszy raz. Ale … jak ten czas szybko leci. Szymek dziś o dziewiątej skończył sześć miesięcy.

Oczekiwanie

Chociaż w Lidlu od początku listopada można dostać świąteczne słodycze, choć śnieg raz jest – raz nie ma, atakują nas orkany, zamiecie, deszcze, wiatry i deszcze ze śniegiem… choć portfel jęczy i błaga o litość… to ja, a nawet my – bo mąż także – nie możemy doczekać się tegorocznych Świąt. Wyjątkowo.

Mikołaj na Spokojnej

No tak, przyznaję się… nie byłam grzeczna w tym roku! Nie wiem co przeskrobałam, ale nie zasłużyłam na prezent od Mikołaja :(

List

Kochany Panie Mikołaju… Panie Święty!

Piosenka taty

Poranek, jak zwykle w proszku. Jeden “rzut okiem” za okno i stwierdzam: pogoda dobra, idziemy na spacer. Jako że mama zawsze ubiera i szykuje się ostatnia (jakaś dziwna zasada w domu zagościła), przekazała Szymka tacie.

Zabawy

Szymon powoli zaczyna mieć swoje ulubione zabawy. Na przykład z dwa miesiące temu było to: utopić łóżko rodziców. Dziś jest to utopić cały pokój.

Jesienna maruda

Zaczął się okres którego nie lubię. Dni są szare i mokre, niebo ciężkie i chociaż lubię ciepłą kolorową jesień… to przyznaję się: jestem jesienną marudą.

Krem po kąpieli, krem na zimę

Zima się zbliża. Już są dni krótkie, chłodne i często wilgotne… brrrr…. co z kremem dla maluszka na te dni?

To, co kocham…

Kinga Mak nominowała mnie do zabawy The Versatile Blogger Awards polegającej na ujawnieniu na łamach swojego bloga siedmiu nie znanych faktów z mojego życia. Bardzo dziękuję Kiniu, ale generalnie nie lubię łańcuszków, rzadko kiedy bawię się w takie zabawy. Jednak dzisiejszy jesienny spacer i wspomniana wyżej nominacja zainspirowały mnie i postanowiłam się z Wami podzielić tym co kocham. Jest to chyba jednoznaczne ze zdradzeniem kilku faktów ze swojego życia?

Wspomnienie

Wczoraj o dziewiątej rano Szymek skończył pięć miesięcy. Zmienił się niesamowicie, i ciągle nas zadziwia.

Na świecie jest jedno idealne dziecko…

Będąc jeszcze w ciąży, z wielkim przestrachem myślałam o odpowiedzialności jaka na nas będzie spoczywać gdy Szymek pojawi się na świecie. Przerażało mnie uwiązanie, pieluchy, karmienie, finanse, opieka, … zapisywanie czystej karty. Bałam się roli, jaka nas czekała. Roli rodziców. I na pewno nie liczyłam na miłość od pierwszego wejrzenia.

Medice, cura te ipsum – cd.

Listopad w mojej głowie i sercu jest miesiącem zadumy. Miesiącem wspomnień tych, co odeszli. Ich już nie ma. Ilu z nich miało spokojną śmierć?

Apetyt na więcej

Nasz Szymek je. Je coraz więcej, przyprawiając mnie o lekkie niepokoje. Bo co prawda nie jest grubaskiem, ale jego apetyt… cóż, jest hiper – mega – apetytem, a nie jakimś tam apetytem.

Pierwszy listopada? Nie, dziękuję – wolę dynię

Od paru lat, Polacy dają się ponieść pseudo – świętowaniu Halloween. Dynie, przebrania i “cukierek albo psikus!”… Dostaję dreszczy i szału na myśl, że za parę lat mój synek również będzie chciał wsiąść udział w tym szaleństwie.

Szybki weekend

Ach… co to był za weekend. Co prawda według kalendarza jeszcze się nie skończył – ale dla nas trochę tak. Już w środę przyjechała siostra i została z nami dwa dni.

Chcesz się zamienić?– cd.

Szeroki odzew do mojego poprzedniego wpisu spowodował, że poczułam się w obowiązku napisać więcej na ten temat. Nie będę ukrywała, że również Arek miał na tą decyzję wpływ. Zabolało mnie, gdy usłyszałam że umniejszam jego roli ojca. Nie zabolało, gdy usłyszałam że jest jednostronny.

Chcesz się zamienić?

Długo się zastanawiałam czy napisać ten post. Potem zastanawiałam się, jak go napisać, gdyż temat rósł we mnie od miesięcy, a dziś skumulowany wybuchnął.  Nie od dziś wiadomo, że emocje to jest dobry doradca.

Zaproszenie

Po śniadaniu, trzymając Szymka na kolanach pomyślałam o zbliżającym się święcie Wszystkich Świętych.

Żucie na czasie

Szymon wszystko wkłada do buzi. Poczynając od rączek, które lubi najbardziej, kończąc na pluszowej żyrafie z metkami. Mamy też za sobą próbę żucia palca mamy:). A co na prawdę się u nas sprawdza?

Na matki rozum

Zawsze wydawało mi się że “swój rozum mam”. Nigdy nie czułam się wyjątkowo inteligentna a także nie miałam potrzeby badania swojego IQ. Popełniam błędy, ale staram się być moralnie normlana (jeśli wiecie, co mam na myśli). Staram się żyć, w myśl zasady że wszystko co dałam z siebie kiedyś do mnie wróci. Mogłabym pisać jeszcze wiele o swoich wadach, i paru tylko zaletach. Ale nie o to mi chodzi.

Czytnikowanie kontra czytanie

Jesień to moja ulubiona pora roku na czytanie. Mam (jeszcze) dwadzieścia siedem lat, a w swoim życiu pożarłam niezliczoną ilość książek. Tak, tak… pożarłam, bo ciekawych książek nie potrafię czytać ;) Bolączką mojej ciąży był fakt, że zaczęłam wiele książek i nie potrafiłam ich dokończyć. Cóż to był za koszmar! Do tej pory większości z nich nie skończyłam. A teraz? Teraz książki to mój odmóżdżacz. Sięgam po te lekkie i niewymagające kobiece książki, że czasem aż mi wstyd.

1383147_668989093125111_1846089572_n

Z czystym sumieniem mogę je nazwać literaturą “light” i porównać do artykułów spożywczych, które są tak nazywane. Nie wnoszą nic zdrowego, a czasem nawet mają więcej chemii niż te bez “light”. Podobnie jest z tego tupu literaturą, nic nie wnosi, a czasem baaardzo odrealnia spojrzenie na świat. To jedna z moich zbrodni przeciwko książkom.

Druga?

Nie cierpię e-booków, ale korzystam z Kindla. W parku, na ławce, w pociągu, w drodze. Łatwiej, przyjemniej. Taniej. To ostatnie do mnie przemawia szczególnie, gdy dopadł nas kryzys finansowy i wydanie 40 złotych jest oczywistym wydatkiem na mleko a nie na książkę. Po prostu mój fanatyzm książkowy (zapach druku, kleju, ciężkość książki w dłoni, podziwianie egzemplarza na półce…) przegrał z praktyczną ekonomią. Choć raz w miesiącu staram się kupić książkę (i przeczytać, oczywiście, a nie zostawić do zakurzenia) to jednak moim przyjacielem z przymusu stał się czytnik. A więc, dla relaksu, dla odmóżdżenia czytnikuję literaturę light. Takie oto grzechy przeciwko książkom popełnia młoda matka.

Od razu mi lżej po tej spowiedzi….podpis BLOG Amen.

Nieprzerwany sen

Jakiś czas temu pisałam, że Szymek przesypia prawie całą noc. I tak było. Ale od jakiegoś półtora tygodnia coś się w małej kopułce przestawiło. Szymon budzi się w nocy i nad ranem. Kolacje dostaje około dziewiętnastej, zdarza się że obudzi się około dwudziestej drugiej, a potem pierwsza, trzecia i piąta. Tęsknię za czasem, gdy budził się o trzeciej dopiero, a potem o piątej… i myślę. Szymon, to takie dziecię, które nie zje więcej niż 120 ml. I nie ruszy dalej, a czasem nawet i z tego 10 – 20 ml zostawi. Mama podpowiedziała mi, żeby zagęszczać mleko. Więc kupiłam kaszkę BoboVity. Zanim kupiłam odpowiedni smoczek do gęstych płynów, upłynęły dwa dni.  Ale okazuje się, że kaszka to też nie jest dobry sposób. Szymon budzi się, jak się budził. Wiem, że nie powinnam narzekać, bo to nie jest już wstawanie jak przy noworodku. Jednak miło by było wrócić do wstawania dopiero o trzeciej… Czy macie jakieś sposoby na nieprzerwany sen Waszego malca? podpis BLOG

Złoty środek w kąpieli

Kąpiel. Jeszcze trzy miesiące temu wywoływał dreszcze na naszych karkach, gdyż Szymon się darł jakby obdzierano go ze skóry. Kiedy po jakiś 3- 4 tygodniach spuścił z tonu, zaczęłam zastanawiać się w czym kąpać moje dziecko?
Wystartowałam z Oilatum baby. W sumie ładnie nawilżał skórę, nie było żadnych problemów z natłuszczeniem. Jednak odstraszyła mnie cena i PEGi w składzie, o których dowiedziałam się po fakcie. Kolejny na tapetę poszedł Oillan emulsja do kąpieli (dostałam w prezencie), podobne wrażenia jak przy Oilatum. No i zniechęcające PEGi (też przeczytałam po fakcie). Ze względu na cenę, skusiłam się na Ziaję: Ziajka płyn do kąpieli dla dzieci i niemowląt natłuszczający. Ziaja mnie rozczarowała. Nie tylko składem, ale także zapachem, jak dla mnie zbyt intensywnym na kąpiel niemowlaka ale także konsystencją. Płyn ten zostawiał na Szymonie tłusty film, co było wręcz bardzo nieprzyjemne. Po rozczarowaniu Ziajką, postanowiłam wypróbować zachwalany wszem i wobec Rossmannowy BabyDream. Tanio, skład dobry i na tym koniec. U nas w kąpieli się w ogóle nie sprawdzał, gdyż bardzo wysuszał Szymonową skórę. Chyba najbardziej ubolewam właśnie nad tym produktem, bo liczyłam że będzie to w końcu strzał w dziesiątkę. Aż w reszcie w moje mamine ręce trafiły dwa produkty. Oillan Baby Płyn do mycia i kąpieli 2 w 1 od pierwszych dni życia oraz Mixa baby Lipidowy żel do mycia ciała i włosów bez mydła.  Bez bicia się przyznaję – oba kosmetyki dostałam od producentów do testowania (strasznie nie lubię tego słowa, może lepiej do wypróbowania?). Gorąco postanowiłam, że będą to ostatnie kosmetyki i na coś muszę się w końcu zdecydować. Ponieważ u Sroki znalazłam analizę używanej wcześniej Emulsji Oillan, postanowiłam poprosić Ją o wyrażenie opinii na temat i tego produktu. Otrzymałam taką oto odpowiedź:
“Skład jest bardzo przyzwoity, ba powiedziałabym nawet, że bardzo fajny. Bez zbędnej chemii, krótki i bez szkodliwych substancji. Oczywiście tych "aktywnych" też w sobie nie ma, ale to płyn do mycia wiec i tak nie mam sensu ich tam pchać “
Uradowana “wyrokiem”, przystąpiłam do próbowania. I choć ani ja ani Szymek nie mamy skóry alergicznej i wrażliwej, płyn sprawdził się fajnie. Delikatnie się pienił, dobrze odświeżał i oczyszczał skórę. I najważniejsze: nie wysuszał jej. Jedynym minusem, dostrzeżonym przez przypadek, to to że szczypie w oczy. Szymek chlapnął sobie wodą, w której był rozcieńczony. Wielkim rozczarowaniem okazał się lipidowy żel marki Mixa. Owszem: łagodnie oczyszcza ciało, nie szczypie w oczy, nawilża skórę, i dodatkowo producent zapewnia że ma 5% bardzo łagodnych składników myjących oraz olejek ze słodkich migdałów. Płyn zostawia ładny zapach na skórze dziecka, jednak w kąpieli pachnie tak intensywnie że nie można wytrzymać. I mimo że na opakowaniu dużymi literami napisano: “formuła stworzona pod kontrolą medyczną”, nie przekonuje mnie to, gdy w składzie znajduję PEGi…
Także, ostatecznie padło na Oillan, i raczej już tak zostanie.
podpis BLOG
Opinie o składzie poszczególnych kosmetyków opisanych w tym poście została utworzona na podstawie informacji dostępnych na blogu wspomnianej blogowiczki Sroki. Jej analizy kosmetyków do kąpieli dostępne są Tu oraz Tu.
Lista stron producentów:
Oillan, Oilatum,Ziajka,Mixa Baby,BabyDream

Jesieni ciąg dalszy

U kilku blogo – mam znalazłam wpisy, które mówiły o pięknie jesieni. Polskiej złotej jesieni. Jeden taki wpis był także u mnie. Cóż poradzę, że uwielbiam słoneczną jesień? Że nie ma nic piękniejszego niż złoto i czerwień liści skąpanych w ostatnich słonecznych promieniach? No po prostu nie ma, i koniec ! ;)
20131013_165049
Więc, u nas piękna polska jesień, która do jadłospisu Szymona przyniosła marchewkę, soczek marchewkowy oraz soczek jabłkowo – malinowy. Ten ostatni produkcji mojego taty, więc naprawdę pyszny. Marcewki oczywiście z eko – ogródka cioci Iwonki ;), a soczek marchewkowy ze sklepowej półki. Póki mogę, i mam możliwości, to sama przygotowuje Szymonowi warzywka na bieżąco. Jednak pod tym względem na razie czuję się trochę ograniczona. Nie wiem tylko czy faktycznie tak jest, czy moja inwencja po prostu zdechła? No bo Szymcio dostanie: marchewkę, ziemniaka, kalafiora… i co dalej z warzyw? Czarna dziura w mózgu i nie wiem. Ok, z owoców: jabłko, gruszka, banan… i czarna dziura. Naprawdę się zacięłam. Zacięłam także chyba pod względem “słoiczkowym”, bo skusiłam się by kupić młodemu słoiczek na spróbowanie. Ostatecznie go nie spróbował, i stoi zamknięty. Dlaczego? Bo mądra mama w domu przeczytała skład i dowiedziała się, że oprócz moreli w HIPP’owym słoiczku jest jeszcze cukier, grysik ryżowy i skrobia ryżowa. Może i przesadzam, może i dramatyzuje… ale czy to źle że wolę by moje dziecko dostało MORELĘ a nie morelę i coś tam… ? Przyznam szczerze, że jeszcze trochę i stanę się zajadłą przeciwniczką słoiczkowych pokarmów. Łatwo, miło i przyjemnie: kupić, podgrzać, dać. I absolutnie nie krytykuje tu nikogo. Po prostu chciałabym żeby mój Gnomek poznał smak owoców a później różnych “dodatków” – jeśli tak zdecyduję ja, a nie producent.
podpis BLOG

Zdolny tata

Wczoraj pisałam o przepłukaniu kanalika łzowego u Szymka. Kiedy oddano nam nasze zapłakane dziecko, tata przystąpił do akcji.

Dzień pełen wrażeń

Dziś wyczerpaliśmy limit emocji na cały rok. Rano pojechaliśmy do Starogardu Gdańskiego na przepłukanie kanalika łzowo – nosowego. Wszystko poszło gładko i sprawnie a nawet szybko, ale tylko z perspektywy zegarka. Pierwszym szokiem dla nas jako rodziców był fakt, że nie zostaliśmy wpuszczeni na salę zabiegową, tylko musieliśmy czekać pod drzwiami i oddać dziecko w obce ręce. Drugim szokiem było to co się działo potem. Sześć minut nieprzerwanego wrzasku i płaczu. Najdłuższe sześć minut w moim życiu. Nic więcej na ten temat nie napisze, bo nie wiem kto ma większą traumę: ja czy moje dziecko. Drugim szokiem był lekarz. Do tej pory nie wiem czy powinnam się śmiać, czy płakać. Lekarz po zabiegu nie udzielił nam żadnych informacji – czy tam coś siedziało, czy sytuacja może się powtórzyć, nic! Jedyne słowa jakie usłyszeliśmy to: “tu jest recepta, antybiotyk podawać trzy razy dziennie przez pięć dni i masować” Dosłownie. Bo potem odwrócił się i poszedł. Arek jeszcze coś próbował się dowiedzieć więc za nim krzyknął, a on nie odwracając się nawet odkrzyknął ze wszystko poszło dobrze i sobie poszedł. Właśnie dlatego nie cierpię lekarzy… wyuczeni hipokryci i ignoranci.
Szymek w nagrodę za swoją dzielność zaliczył dziś dwa jesienne spacerki oraz … marchewkę! :) Krzywił się, ale wypatrywał kiedy kolejna łyżeczka trafi do jego małej paszczy:) Ostatecznie widać było że smakuje. Dzielne to moje dziecko :)
20131010_151756
20131010_152624
Jesienny Sztum:
DSC_0298
DSC_0301
DSC_0302
DSC_0307
DSC_0297
DSC_0310
20131010_181027
podpis BLOG

Spowiedź wymemłanej matki

Niedawno Margot napisała fajny post. O bardzo śmierdzącym tytule. Cóż… podpisałam się pod nim, zdjęłam beret z głowy, padłam na kolana i biłam się w piersi… No dobra, poniosła mnie wyobraźnia. Może nie obsypałam się popiołem ale przyklasnęłam koleżance – blogerce. Za to, że napisała co jej (i innym matkom) w duszy gra. Idąc dalej tym tropem: dzień nie należał do udanych, choć zapowiadał się pięknie. Szymek z rana był super towarzyski. Aż do przedpołudniowej drzemki, która zazwyczaj trwa ok 2 godzin. Dziś trwała około 30 minut.  A potem był jeden wielki krzyk.
Wrzask.
Histeria.
Uratował mnie wózek i teściowa, która dzielnie z Gnomkiem jeździła po osiedlu na zmianę ze mną. Tym sposobem Szymon zaliczył wietrzenie od 11.30 do 14.30. Potem był “another afternoon in paradise” a potem kolejny płacz. Nie muszę chyba mówić, że miałam ochotę wrzeszczeć i tupać nogami, gdy wybiła upragniona 19.30 a Szymon darł się w niebogłosy?
Bo prawda jest taka że mimo obłędnej miłości do Młodego, wyczekuję wybicia dziewiętnastej jak sucha Afryka pory deszczowej…
podpis BLOG

Tata się nie wyprze…

Szymek przed przedpołudniową drzemką domaga się porcji mleczka. Często zdarza się, że już pod koniec, gdy zostaje mu końcówka zaczyna się śmiać i wydziwiać. Tym razem jednak wszystko zostało wypite do dna. Mało tego, moje dziecko zaczyna się krzywić i niezadowolony krzyczeć kiedy zabrałam mu butelkę. Zdumiona i równie mocno rozbawiona biorę Szymka na ręce, i komentuję głośno, by mąż słyszał:
- Matko, dziecko. Drzesz się, jak ojciec odstawiony od flaszki…
podpis BLOG

Moja mała siostrzyczka

Kiedy się urodziła ja miałam siedem lat. Jak skończyłam osiemnaście – miała jedenaście. Kiedy wyprowadzałam się z domu miała czternaście. Dziś ma skończone dwadzieścia. Jutro zaczyna nowe życie. Moja mała siostrzyczka.

Stan nie dla mnie…

Ostatnio walczyłam z włosami. Była to walka ciężka i męcząca więc sięgnęłam po środki radykalne.

Matka czuje inaczej

Wczoraj siedziałam na podłodze, kołysałam Szymona do drzemki i słuchałam radia. Po raz któryś od początku roku usłyszałam o małym dziecku (dokładnie trzymiesięcznym) zakatowanym przez swoich rodziców.

Rzecz o chrzcielnych rozważaniach

Sami niedawno stanęliśmy przed ciężką decyzją wyboru rodziców chrzestnych. Nie było u nas problemu typu: chrzcić czy nie chrzcić. Dla mnie była to sprawa oczywista i nie wyobrażałam sobie żeby nie chrzcić Szymona, mimo że nie jestem jakoś szczególnie gorliwa w praktykowaniu katolicyzmu i nie chodzę co niedzielę do kościoła.

Mata

Wspominałam ostatnio o macie Taf Toys, jaką Szymon dostał od taty chrzestnego w prezencie. Dziś napiszę coś więcej o niej, gdyż i Szymon i ja jesteśmy nią zachwyceni.

Słoiczkowa organizacja

Szymon skończył już trzy miesiące. Nieubłaganie zbliża się czas, kiedy będziemy rozszerzać mu dietę. Jednak kiedy chodzę między półkami sklepowymi i widzę ceny…

Wtorkowo – przychodniowo

We wtorek zaliczyliśmy wizytę u ortopedy oraz drugie szczepienie. Szymon był na prawdę dzielny. Wizyta u ortopedy w zasadzie była ekspresowa. Szybkie USG i polecenie wizyty, gdy Szymon zacznie chodzić. Potem ekspresowa wyprawa do Malborka po szczepionkę i powrót do przychodni, w której jak się okazuje wszyscy znają nas, ale ja jakoś tak każdego średnio…

Medice, cura te ipsum

Ręce mi opadły. Wnerw mnie bierze. I w sumie gdybym nie była zmęczona to pewnie klęłabym na czym świat stoi. Co prawda ZUS i NFZ na mnie kokosów nie zbiją, ale przez te pięć przepracowanych lat, okradali mnie z niezłej części mojej pensji. Więc ja się pytam: dlaczego płacę za coś, z czego nie mogę korzystać?

Ten dzień Szymkowy

Dzień dzisiejszy był ważny i radosny a zarówno męczący. Szymek został ochrzczony. Zyskał dodatkowych rodziców – rodziców chrzestnych.

Post mlekiem pisany

Prawdziwa jesień za oknem. Szaro cały dzień, a od połowy dnia pada. Chyba pogoda wpłynęła też na Szymona, bo śpi - a jak nie śpi to marudzi. Więc w sumie to dzień składa się na przemian – z drzemek i marudzenia. Nie powiem, jest to meczące normalnie, a dziś podwójnie. Dlaczego? Dlatego że pobudka była o 4.30 rano. Już odczuwam powoli kryzys, a jak przyjdzie godzina 19 to padnę nosem w klawiaturę. A w domu wszystko leży razem ze mną. Jutro już piątek, a w niedziele o dziesiątej godzina zero… czyli czasu coraz mniej.

Malborskie Frutti

Jestem padnięta. Spędziłam dziś cały dzień u rodziców. Jutro wybieram się ponownie. Arek jedzie na szkolenie, a ja nie mam zbytnio ochoty spędzać dnia sama z małym w domu. A od środy przygotowania do chrzcin. Ale o tym będzie w następnym poście.

Nasza codzienność, czyli z czym sobie radzimy a z czym walczymy

Dziś korzystaliśmy ze słonka. Wyszliśmy z domu około 13.30, poszliśmy do teściów na obiad a potem na spacer. Ponieważ było pięknie, a Szymek smacznie spał, postanowiliśmy nie wnosić go do domu, tylko od razu ruszyć na działkę. I tym sposobem w domu nasze dziecko było o 18.30.

MAM gryzak

Wspominałam wcześniej, że Szymek zaczął się ślinić, a ostatnio dodatkowo coraz częściej piąstka wędrowała do buzi. Podejrzewam, że być może faktycznie zaczynają swędzieć go dziąsełka.   I właśnie mi się przypomniał prezent od firmy MAM. Dziś stwierdzam, że bardzo praktyczny…

Trochę spóźnione wspomnienie

Wczoraj o godzinie 17 stuknęła nam “dwójka” małżeńska. Raz na wozie, raz pod wozem – jak to  w życiu. Druga rocznica, ale sześć lat razem.

Pierwsze książeczki



Wspominałam wcześniej, że Szymek zapatruje się na nasze lampy sufitowe. Jakoś tak mi się przykro zrobiło, że bidulek musi wysoko zadzierać głowę, a przypomniałam sobie o książeczkach kontrastowych. Jako że od jakiegoś czasu zbieram punkty PayBack, postanowiłam wymienić część uzbieranych punktów na książeczki na stronie empiku.

Statystycznie rzecz biorąc

Ostatnio coraz więcej chodzę po lumpeksach, i szukam dla Szymka ubranek. Normalnym jest, że najwięksi zapaleńcy lumpeksowych zakupów wstają bladym świtem w dniu dostawy i z samego rana ruszają na łowy. Ponieważ ja się do takich nie zaliczam, więc godzę się z faktem że przeważnie ubranka (nie tylko dziecięce) są już przebrane. Ale mam jedno spostrzeżenie. Przebrane czy nie, kiedy już odwiedzam te sklepy natrafiam na ogromne ilości garderoby dziewczęcej a nie chłopięcej. I teraz pytanie: czy chłopięce ubranka rozchodzą się w tempie zastraszającym czy może na dziewczęce jest większe zapotrzebowanie i więcej się sprowadza?

Niespodzianka


Cały dzień spędziłam w przekonaniu że dziś jest środa… ależ miałam niespodziankę, gdy usiadłam wieczorem do komputera.

Z wizytą

Wczoraj razem z Szymkiem spędziliśmy dzień w Malborku u rodziców. Bardzo normalny dzień. Szymon zaprezentował się nam wszystkim – szczególnie dziadkom – od tej dobrej strony. Uśmiechał się, jadł i spał. Był na długim spacerze, który postanowiłam wykorzystać na mini zakupy. Kupiliśmy szatkę i gromnicę do chrztu. Uroczystość planujemy na piętnastego września. Fajnie się odpoczywa u mamy.

Jestem rodzicem.

Jestem rodzicem młodym. Niedoświadczonym. Czasem zmęczonym, czasem wyspanym. Czasem niepewnym, często zdeterminowanym. Nie rzadko zrezygnowanym i wyczerpanym. Szukającym swojego sposobu na wychowanie i kształtowanie małego człowieczka. Rodzicem, który wzdycha, złości się. Rodzicem, szukającym swojego złotego środka.

Crazy–karuzela

U nas powoli wszystko się uspokaja. Ostatnie dwa dni były spokojniejsze. Co prawda z cycowym jedzeniem u Gnomka bywa różnie, w związku z tym w dalszym ciągu odciągam, a jak nie udaje mi się odciągnąć wystarczająco – mieszam z Bebilonem.  W nocy za to bez oporów Szymek zabiera się za pierś. Zastanawiam się, jak długo jeszcze utrzymam laktację w takiej sytuacji…

Zwroty akcji


No nie wiem... naprawdę nie wiem co o tym myśleć. I cholernie boję się zapeszać. Ale od początku. Jak Wam relacjonowałam - Szymkowi odwidziała się pierś. I tak już trzeci dzień. Do tego dwa dni krzyku. Przez dwa dni dymałam z ręcznym laktatorem co dwie godziny.

Pogrzeb wszystkich środków zaradczych

Dzisiejszy dzień to istna karuzela grozy. Wczoraj był naprawdę dobry dzień, dziś… Zaczynam się martwić. Wszystkie metody odkryte, mające uspokoić Szymka dziś zawiodły. Mały zjadł rano posiłek bez problemu. Pouśmiechał się… a potem się zaczęło… 

Zmęczenie materiału

W porannym akcie desperacji pomieszanej z rezygnacjo – rozpaczą porzuciłam w pokoju krzyczące dziecko. Usiadłam zrezygnowana w kuchni i zaczęłam jeść śniadanie. Moja rezygnacja obudziła w mężu heroiczną duszę.

Szszszszszymkowe problemy

Zdumiewające, jak to człowiek czasem ma zaćmienie mózgu, czy coś w tym stylu. I w tych momentach zapomina o rzeczach prostych, banalnych, oczywistych. Tylko, czy takie zaćmienie może trwać miesiąc? No, może, może… jestem na to żywym przykładem. O co chodzi?
Już dawno pogodziłam się z myślą, że Szymek jest brzuszkowym dzieckiem. Pogodziłam się z myślą, że to nasza mała marudka. Jednak ciągle mi to nie dawało spokoju, bo widziałam jak męczy się on, jak męczę się ja. Wkurzało mnie to nasze męczenie. Aż dotarłam do książki, której paradoksalnie nie przeczytałam. Ale zapoznałam się z jej sensem i przekazem, dzięki Klaudynie i jej linkowi (TU) – dziękuję bardzo :). I tak oglądając ten film, dumałam nad własną głupotą,  bo przecież będąc w szpitalu Szymula ciągle był zawijany w pieluchę. Ciaśniutko. Pamiętam też swoje zdumienie, jak pięknie to robiono, że żaden kosmyk się nie wywijał  i żadna rączka nie wydostała. Jak to człowiek potrzebuje czasu, żeby zrozumieć pewne rzeczy i do pewnych dorosnąć … Więc zawijamy. I działa, mały zasypia szybko. Jak nie zasypia to kołyszemy i dajemy smoka. Wtedy zasypia. Zawinęłam go wczoraj i zdumiałam się jak szybko Gnomek zasnął. W zasadzie tylko go odłożyłam do łóżeczka. Dziś po kąpieli zawinęłam go ponownie, i leży sobie w łóżeczku cichutko. Tylko obserwuje jak opadają mu powieki. Coś cudownego.





Ps. Szszszszszszumienie też się sprawdza :)

Jakie niemowlę w okolicy ?


Jak wspominałam w poście z lutego, od pierwszych dni ciąży stosowałam Ziaje na rozstępy i Perfectę. Niestety, żaden z tych kosmetyków nie ustrzegł mnie całkowicie przed tym niechcianym śladem ciążowym. Co prawda brzuch został oszczędzony... piersi już nie. Nie zależnie od tego czy w tych rejonach używałam Ziaji czy Perfecty... Trudno. Pogodziłam się z tym faktem, widocznie było mi pisane. I tak jestem szczęśliwa, że udało mi się oszczędzić brzucho. 

Ostatni post poświęciłam książce wyd. Mamani "Księga Rodzicielstwa Bliskości". Dziś zastanawiam się, czy nie nabyć innej tego samego wydawnictwa: "Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy".  Opisy brzmią zachęcająco, opinie które znalazłam też niczego sobie. A Szymek jest mega marudą, więc może tam znajdę jakiś ratunek? Co prawda ja sobie jakoś radzę sobie z jego jojczeniem, ale niestety Arek ma gorzej. Kiedy zostawiam chłopaków samych, czego chyba Szymon nie trawi zbytnio. I trochę mi szkoda męża.  Choć z drugiej strony, już dziś wiem że Arek jej nie przeczyta. Ale może mi się przyda? Czytałyście? Jakie są wasze opinie na ten temat?  

Księga RB

Jeszcze będąc w ciąży zakupiłam książkę, która miała mi pomóc w trudnych początkach rodzicielstwa. “Księga Rodzicielstwa Bliskości. Przewodnik po opiece i pielęgnacji dziecka od chwili narodzin” autorstwa Williama i Marthy Sears. Istniały trzy powody, które sprawiły że pojawiła się ona w moich rękach:
  1. nigdy nie umiałam nawiązać kontaktu z dzieckiem
  2. nigdy wcześniej nie byłam rodzicem
  3. sprzeczne informacje dotyczące wychowania napływające z każdej strony (media, znajomi, rodzina)
Pierwszy punkt – nic dodać, nic ująć. Poprostu nie potrafię i koniec. Fakt ten nie przeszkadzał mi do tej pory, jednak wraz z rosnącym brzuchem pojawiała się obawa, że tak samo będzie z moim dzieckiem. “I co ja wtedy pocznę??”. Punkt drugi – co tu dużo pisać… chyba oczywiste ;) No i punkt trzeci. Do tej pory słucham “dobrych rad” nawet od40_norm osób które nie miały nigdy swojego dziecka, ale za to znają mnóstwo opowiastek od znajomych i chętnie się nimi dzielą. (Swoją drogą – takie osoby nigdy nie przestaną mnie zadziwiać, mimo że nie czuję się ekspertem w dziedzinie rodzicielstwa).
Z marszu się przyznam, że książkę przeczytałam do połowy, a po porodzie już wyrywkowo – to co mnie zainteresowało. Początki z tą książką były bardzo dla mnie trudne. Odnosiłam wrażenie, że zawiera ona oklepane mamałygi o miłości, bliskości, jak to w każdym drzemie prawdziwy rodzic… itp. itd. Generalne wrażenie: “jesteś super dobrym rodzicem, bo kupiłeś tą książkę. Będziesz jeszcze lepszym rodzicem jak ją przeczytasz”. Książka sprawiająca wrażenie, że wstępuje się do czytelniczego kółka wzajemnej adoracji…
Jakże zmienił się mój punkt widzenia, gdy na świecie pojawił się Szymek. Co prawda nie jest to dla mnie biblia wychowawcza, jednak warto zajrzeć do tej książki gdy czujemy się niepewnie w czekającej nas roli i obawiamy się, że ciężko będzie nam nawiązać tą nić bliskości. W książce znajduje się ciekawy rozdział o karmieniu piersią oraz o noszeniu dzieci, o płaczu i o spaniu przy dziecku, o trenerach dzieci, równowadze i wyznaczaniu granic w wychowaniu malucha.  Oczywiście wszystko w kontekście rodzicielstwa bliskości. W książce tej pierwszy raz spotkałam się też z pojęciem “trenerów dzieci”. Są to ludzie udzielający rad typu: “nie noś go ciągle bo rozpuścisz”, “pozwalasz spać mu z wami?!” … itp. itd.  Jak się później okazało, takich amatorów mam wokół siebie bardzo dużo. Zaglądam czasem do tej około dwustu stronnicowej “Księgi” by poczytać, upewnić się że dobrze robię. Nie jest to dla mnie wyrocznia – jak wspomniałam wcześniej – i nie ze wszystkim się zgadzam, jednak  sprawdza się, gdy potrzebuję poparcia dla swoich poczynań wychowawczych. Choćby dlatego, że z racji swoich problemów brzuszkowych Szymon sporo czasu spędza na moich rękach (jak narazie tylko one miały sprawczą moc uciszenia malca)  i mam obawy co do tego czy się nie przyzwyczai… W książce znalazłam sporo zalet wynikających z noszenia na rękach, chustowania i innych czynności które mają zacieśniać więź między rodzicami a dzieckiem. Nie wiem, czy nie obróci się to przeciwko mnie, ale wiem że są ludzie którzy popierają moje działania.
podpis BLOG

Magia chustowania

Dziś mieliśmy fajny dzień. Szymon od rana rozdawał uśmiechy, był towarzyski i wszędzie chciał ze mną chodzić. Więc postanowiłam jeszcze raz wypróbować chustę. Oczywiście nie obyło się bez krzyków i buntu. Jednak bunt stopniowo był coraz mniej gorliwy i coraz częściej przeplatany zaciekawionymi spojrzeniami. Aż w końcu Szymek zasnął przywiązany do mnie. Przygotował ze mną krem do ciasta, oraz zjadł obiad. Nawet kimnął się ze mną na fotelu ;) A to wszystko śpiąc cały czas :) Chyba mu się podobało. Bo w sumie zachustowaliśmy się przed godziną czternastą a rozchustowaliśmy się dwadzieścia po szesnastej.  Przeszło mi przez myśl, że trochę za długo. Więc postanowiłam nas uwolnić, skończyło się na wielkim krzyku, gdyż Gnomek jeszcze spał. Jak się okazało spał bardzo twardo, a ja wyplątując go z chusty bezczelnie go obudziłam. Byłam zaskoczona, gdyż nie pamiętam żeby w ciągu dnia jednorazowo spał dłużej niż dwie godziny… a tu proszę! Okazuje się, że chustowe czary działają na Szymona ;)

20130811_140811

20130811_140816

Szkoda tylko że wieczór już należał do marudnych. No ale nie można mieć wszystkiego. Jutro znowu wypróbujemy chustę. Ciekawe, czy znowu zaczaruje Szymona…

Refleksyjnie

Jutro niedziela. Czy tylko ja mam wrażenie że jutro poniedziałek? A to głównie z kilku powodów. Pierwszy z nich to wczorajsi goście. Goście, którzy są jak rodzina bliscy, a dobrze się z nimi wychodzi nie tylko na zdjęciach ;). Bardzo miły wieczór (i pół nocy) spędziliśmy. Tego tak naprawdę brakowało mi. Usiąść, pogadać, pośmiać się. Eh… przyznam szczerze, że jeszcze długo po Ich wyjściu nie mogłam spać. Szymek jak to w nocy – spał ładnie. Koło pierwszej w nocy obudził się jedzonko, potem trochę męczył kupę. A raczej wszyscy męczyliśmy. Zbiorowe robienie kupy… gdybym miała na ten temat się rozpisywać, powstał by post o kupie. To chyba nie było by zbytnio poczytne.
Drugą przyczyną, biegnących dni jest Szymek. Wstaję rano, najczęściej budzona przez  synka. Zanim ogarnę się razem z małym, wybija 11. Potem ruszamy po zakupy. Wracamy z zakupów około trzynastej i potem zdarza się że walczę z Szymkiem do 16. Ostatecznie niewiadomą jest czy zdążę zrobić obiad – czy nie. Potem przychodzi wieczór, i między 19 a 20 kąpiemy Gnomka. Oczywiście nie muszę wspominać, że w między czasie najczęściej: karmię, przewijam, masuję brzuszek… Kiedy tak czytam to, to mam wrażenie że mój dzień jest w totalnej rozsypce. I tak już od dwóch miesięcy. Rytm moim dniom nadaje mały chłopiec. I nawet jeśli siadam wieczorem zmęczona i zniechęcona wystarczy jedno spojrzenie na tą małą twarzyczkę, by serce rosło. Kanonada uczuć, która dopada człowieka powala najtwardszych twardzieli na kolana. Owszem, czasem tęskni się za życiem towarzyskim, częstych i łatwych wyjazdach do znajomych, na imprezę czy po prostu gdzieś… Jednak nie zamieniłabym tego co mam teraz, na powrót do “tamtego” życia. Choćby dlatego, że wiem iż tamto wróci. Może nie w takim stopniu jak było. Ale wróci i będzie pełniejsze, lepsze i ciekawsze. Bo Szymon jest z nami. I tyle rzeczy chcemy mu pokazać…


Prezent od Szymka

Te upały nas wykończą. Termometr pokazywał dziś 32 stopnie! Dorosły człowiek może zwariować, a jak sobie ma radzić niespełna dwumiesięczny malec? Dziś przy tym upale trzymałam Szymka tylko w pampersie, przykrytego pieluszką. Tym bardziej, że gdy został sam z tatą, skrzyczał się strasznie i przez to upocił niemiłosiernie. Normalnie, w takie dni w domu miałam pootwierane wszystkie okna. Teraz wystrzegam się przeciągów, bo boję się żeby Gnomka nie zawiało. Choć w sumie trudno o przeciąg, gdy powietrze stoi. Naprawdę ciężkie te lato w tym roku…
Szymek ostatnio zrobił nam miłą niespodziankę. Obudził nas na wschód słońca. Było jakoś przed czwartą, gdy zaczął marudzić. A więc został przewinięty i nakarmiony. Następnie trafił do swojego wyrka. I wtedy Arek mnie zawołał do okna… w życiu nie widziałam takiego nieba. Mieniło się barwami od żółtego po fiolet. Słonko wstawało bardzo szybko, więc i paleta barw szybko malała. Jednak sądzę, że gdyby nie Szymon, nie prędko zobaczyłabym tak piękny początek dnia. Prezent na dobry dzień od synka ;)


Z wyrazami miłości

Wchodzę rano do pokoju, i słyszę Arka:
- Powiedz tacie kogo bardziej kochasz? No, powiedz…
- Nie zadaje się takich pytań dziecku – mówię – to nie wychowawcze…
Arek nachyla ucho do Szymka i krzyczy z entuzjazmem:
- Ha-ha! Nie powiemy matce!
Na to matka ze stoickim spokojem:
- Tak, masz rację. Na pewno kocha Cię bardziej. Mówić jeszcze nie potrafi, ale może to okazać: a to ojca osra, a to osika… czasem jeszcze obrzyga :) Fakt. Ciebie kocha bardziej… :)


Wzrost aktywności

Nie wiem czy pisałam, ale w zeszły piątek była położna środowiskowa. Można by rzec: w końcu! Bardzo sympatyczna babka, pogadałyśmy sobie trochę, i w końcu wypytałam ulewanie Szymka. Strasznie mnie to nurtowało, bo na początku nie ulewał w ogóle. A od jakiegoś czasu zdarza się że ulewa codziennie, i czasem takie ilości że wydaje mi się że wszystko co zjadł zwrócił. Położna mnie uspokoiła, mówiąc że do póki przybiera na wadze nie ma się czym martwić. Wynika to pewnie z tego, że układ pokarmowy jest nie do końca wykształcony Wyjaśniło się też jego “chrumkanie” (słyszalne zazwyczaj gdy krzyczy), które świadczy o tym że jeszcze ma wiotką krtań.  Następna wizyta położnej za półtorej miesiąca.
Szymek coraz mniej śpi w dzień. Jeśli akurat nie marudzi, potrafi się śmiać na okrągło a w zapamiętanej radości wykrzyknąć coś po swojemu. Jest to sporadyczne i coraz częstsze. ;) Ostatnio też dużo nasłuchałam się, że mam dopajać Gnomka. Szczególnie moja mama mnie dręczy i męczy o to. Fakt, czasem próbuje mu podać herbatkę rumiankową albo wodę, jednak nie chętnie pije. Czasem weźmie dwa łyki – ale to rzadko. Nie wiem w sumie o co ta afera z dopajaniem. Przecież mały pije moje mleko, które ma konsystencję płynną, a nie kostek czekolady…
Mam też za sobą pierwszą w tym roku wyprawę rowerową :) Jaką miałam frajdę, wsiadając na rower na półtorej godziny! :) Wspaniała wolność ;) Postanowiłam też wrócić do kręcenia hula – hopem… Po porodzie zrzuciłam szybko to co przytyłam w ciąży, ale niestety został mi brzuszek  :( i trzeba w końcu go zgubić. Tyle że byłam dziś u lekarki i zapomniałam spytać czy mogę “kręcić”. Jednak skoro stwierdziła że jest wszystko ok, to chyba mogę już powoli wrócić do tego zajęcia? Oczywiście, na ile pozwoli mi moja blizna….

Czas i dziedziczenie

Mówią, że PO dzieciach widać, jak czas leci. Widać, widać… a jak PRZY dzieciach czas ucieka? Minuta za minutą, godzina za godziną, dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem… Właśnie usiadłam i z jednej strony chce mi się spać, a z drugiej posiedziałabym jeszcze – choć czuję zmęczenie. Takie skołowanie towarzyszy mi co wieczór. Jeszcze trochę i się do tego przyzwyczaję.
Zaczęliśmy Gnomkowi podawać krople BioGaia. Jest to probiotyk w kroplach, wpływający na pracę układu pokarmowego. Dostaje pięć kropel dziennie od wtorku. Wydaje mi się, że lepiej działają niż Delicol czy Esputicon. Co nie zmienia faktu, że Szymon to maruda. Maruda i nerwus. Wszystko co najlepsze wziął od mamusi ;] Mamusia to frustrat i choleryk, z domieszką marudy. Synek jak na razie pokazuje te cechy, a od czasu do czasu uśmiecha się pełną gębą (jak tata – śmieje się tylko z wiadomych sobie rzeczy). Jakby chciał nam powiedzieć: róbta co chceta, ja i tak będę sobie krzyczał… ;) 





Post szeptem pisany

Jak dziś pamiętam, jak to mój mąż wspominał różne perypetie swoich znajomych, którzy wychowywali dziecko w ciszy. Szeptanie, ściszanie, chodzenie na paluszkach – byle dziecka nie obudzić. Zaklinał się na wszystko co święte, że on nie będzie dziecka tak wychowywał, bo potem problemy różne. Z jednej strony ciężko się nie zgodzić, ale jakoś nie pałałam chęcią komentowania tematu czy zaklinania się w tej kwestii. Generalnie, jakoś strasznie nie przestrzegamy “grobowej” ciszy, gdy Szymek śpi. Życie się toczy, czasem gra radio, czasem Gratis szczeknie… taki domowy looz. Niech dziecko wie, że ktoś jest i coś się tam dzieje… Są jednak sytuacje, w których się tak nie da. Kiedy mimo woli zaczyna się chodzić na paluszkach, ściszać radio czy telewizor, zaczyna się szeptać i klepać pacierze by dziecko spało przynajmniej dwie godziny.
Więc czy warto zaklinać się w jakimś temacie?
Sama w poniedziałek o 21 chodziłam na paluszkach i z duszą na ramieniu otwierałam szafę w małym pokoju … ;] Dziś wspominam to z uśmiechem na ustach, ale wiem że jeszcze wiele takich chwil. Bo po całym dniu ciężkiej partyzanckiej walki umiłowanie ciszy i spokoju wzrasta w człowieku do rangi największych priorytetów życiowych.
Oficjalnie więc mogę wyszeptać, że chrzest bojowy zaliczyłam. Moja prywatna batalia partyzancka została rozpoczęta… ;)

Optymistycznie…

Mąż powiedział, że ostatnie wpisy były mało optymistyczne. Że jak napiszę coś wesołego, to będzie lepiej. Hmm…. No dobra.
Optymistycznie – o Gnomku (dostałam też opiernicz, że ciągle nazywam go “Gnomkiem”):
  • Szymek był dziś na szczepieniu – był dzielny
  • waży już 5 kg
  • miał dziś spokojny dzień
  • dostanie od mamy tulankę ;) (strasznie mi się podobają, myślę że Szymek też ją polubi)
  • dostanie też parę nowych – starych bodziaków ;)
A mama zrobiła sobie zakupy ciuchowe na wyprzedaży internetowej (a co!), i czyta kolejną książkę Koontz’a…
Mało optymistycznie – wczorajszy upał dał Szymonowi w kość. A jak Szymonowi to i mamie Szymonka. Oj, co to był za dzień. Szymon jedynie znajdował ukojenie w moich ramionach (zbolałych i zdrętwiałych już koło godziny czternastej). Co było bardzo dziwne, bo po dziesięciu minutach już byliśmy spoceni jak szczurki. Na szczęście jak zasnął o 21 to spał do drugiej w nocy. Tak się bidulek umęczył… Dziś na szczęście było lepiej. Trochę się obawiałam tego szczepienia, ale w zasadzie krzyczał tylko w momencie ukucia i szybko się uspokoił. Potem spał jeszcze na spacerku godzinnym i dopiero wieczorem – ponownie umęczony trochę pokrzyczał sobie. Fajny ten mój Gnomek… ;)

Notka misz–masz

Kupiliśmy wczoraj Delicol. Pani w aptece też poleciła (nie, nie, to nie TA pani, w tej aptece). Trochę się zdumiałam, że podaje się do każdego posiłku. W nocy okazałam się mało wytrwała (zasypiamy przy karmieniu) i nie podawałam… rano był wrzask. Zastanawiam się, czy to faktycznie tak szybko działa? Wczoraj jak zaczęłam podawać, to odniosłam wrażenie że Gnomek jest spokojniejszy. Nie wiem, zobaczymy dziś…
Dzięki dziewczyny za porady i wsparcie. Czytając Wasze wypowiedzi naładowałam baterie i trochę się uspokoiłam. Choć nie jest łatwo zachować spokój gdy dziecko płacze, a my nie wiemy jak mu pomóc…  Całe szczęście noce są w miarę spokojne. Mały je i śpi. A jak śpi to rośnie. I tu już kolejne wyzwanie – muszę mu dokupić z dwie pary pajcyków w rozmiarze 68 – 62 bo mam deficyt. W ogóle odkryłam deficyt piżamkowy u małego. Rośnie ten nasz Gnomek jak na drożdżach. We wtorek idziemy na szczepienie, więc może w końcu dowiem się ile ten nasz szkrab warzy i mierzy ;)

Gorzki smak lukru

Lukier jest wszędzie. Atakuje nas w reklamach mleka modyfikowanego, gotowych dań dla niemowlaków, soczków, pieluch, mokrych chusteczek... nawet leków na kolki ( a co tu słodzić, kiedy dziecko cierpi?). Otaczająca sielanka wspaniałego macierzyństwa, lekkiego, łatwego i przyjemnego. Radio, telewizja, książki, internet... Nawet w szkołach rodzenia nie mówi się szczegółowo o "ciemnych stronach" pierwszych miesięcy macierzyństwa. Bo przecież jest tak pięknie... że aż chce się rzygać. Sprzedawane nam nagminnie, i ciągle, niezmiennie przez nas kupowane. Bo co z tego, że jest świadomość że nie zawsze jest kolorowo? Człowiek nie chce przyjmować do wiadomości że może być też źle, bardzo ciężko... A jak jest, to często nie mówi o tym. Bo co ludzie pomyślą, bo jestem złą matką, bo sobie nie radzę... A ludzie potrafią być okropni. Nawet jeśli ich zdanie nie wiele nas interesuje, to potrafi naruszyć zbroję zbudowaną z racjonalnej myśli. 

Dlaczego piszę o "ciemnej stronie" rodzicielstwa? 

Dziś miałam drugi raz myśl, która biegała mi po głowie wyciskając równocześnie łzy z oczu, że przerzucę Gnomka na modyfikowane. Popołudniowa impreza, jaką nam urządził przebija nawet karnawał w Brazylii. Serce mnie boli, gdy widzę, jak Szymek cierpi, a nic nie pomaga na te kolki. Kiedy widzę, że jest głodny a nie może jeść i sam odpycha się od piesi. Dziś płakałam razem z nim. Psychicznie mnie to wykańcza, bo nie mieści mi się w głowie że taki mały człowieczek takie przechodzi katusze... Efektem tego jestem zmęczona psychicznie i zniechęcona do jedzenia czegokolwiek bo mam wrażenie że wszystko co zjem szkodzi Gnomkowi. Taki stan pojawił się drugi raz od momentu pojawienia się Szymka w naszym życiu, ale i tak już o dwa razy za dużo.  Stosujmy noszenie na ramieniu, noszenie "na pilota", tulenie i kołysanie, masowanie brzuszka, ciepły termofor, esputicon... nie wiem już nawet czy wymieniłam wszystko, czy coś pominęłam. Nie wiem, czy można spróbować coś jeszcze? Mam wrażenie, że próbowaliśmy już wszystkiego... 

Witaminiki

Niesamowite są czasem panie farmaceutki. Mały dostaje witaminę D i K. Ale nie razem – pani w aptece sprzedaje mi osobno opakowanie witaminy D i witaminy K. Pytam panią czy nie ma takiego zestawiania dwa w jednym. I słyszę: nie, nie, tylko na receptę. Nie chce mi się dyskutować z upartą panią. Więc biorę i wychodzę… przed chwilą byłam na stronie producenta. Jak byk: KiD-Vitum.
Brawo dla tej pani…

Za czym tęskni matka karmiąca ??

Dziś mieliśmy w końcu super kąpiel. Generalnie od początku Szymek słabo lubił się pluskać. Nie wiadomo dlaczego, choć podobno (jedna z pań na oddziale noworodków powiedziała) na początku tak może być. Ale stopniowo z dnia na dzień Szymon coraz chętniej się pluskał. Dziś nawet na ręczniku nie było takiej strasznej histerii. Skupienie, jakie malowało się na małej twarzyczce było niesamowite. Obiecałam sobie, że jutro uwiecznię go w kąpieli. Także nocki są (odpukać w niemalowane drewno) dość znośne. Średnio pobudki mamy o drugiej - trzeciej, potem czwarta - piąta i później siódma - ósma. W przypadku, gdy koło 23 - 24 nakarmię małego. W dzień bywa różnie. Aczkolwiek coraz lepiej. Brzuszek przestaje chyba aż tak dokuczać. Czyżby faktycznie odstawienie mleka i przetworów mlecznych zdziałało cuda? Z jednej strony się cieszę, a z drugiej jest mi dość ciężko. Odstawiłam swoją kochaną czekoladę, a co za tym idzie nie jem pysznych trufli i ptasiego mleczka :( nie pijam zimnego kakao, a teraz już nie mogę pić kefiru, jeść jogurtów... 
Jeśli w takim stanie wytrzymam jeszcze cztery i pół miesiąca to będzie cud. Pomijam już fakt, że od września zeszłego roku brakuje mi winka... o raju, jak tęsknię za pysznym winkiem czerwonym... Pociesza mnie tylko fakt, że zaczynam wracać do czytania. Powoli, bez szału, ale już mam przeczytanego kolejnego Koontz'a pt. "Mąż". Objaw ciążowy, polegający na czytaniu książek do połowy i ich porzucaniu chyba zaczyna mijać. Także za czytaniem matka karmiąca nie będzie tęsknić. Za czekoladą i alkoholem - a i owszem...

Ps. Czy brzmi to jak wyznanie "małego alkoholika" ?? ;) 

Krótko ale konkretnie

Pożyczone z facebookowego profilu MotherPower ;)
1351_513685965370281_113344916_n
Już teraz czasem czuję się jak Mambie. Ale i tak jest pięknie…

Po nocy przychodzi dzień…

Pogoda dziś dopisała. Słonko i prawie 30 stopni! Po ciężkiej nocy, jaką zgotował nam mały Gnomek, dziś intensywnie spacerowaliśmy. Wczorajszy dzień w ogóle był szalony. Szymka męczył po południu brzuszek, aż do wieczora – z małymi przerwami. Około 21 udało mi się go utulić do snu. Niestety o 24.30 zaczęło się wszystko na nowo i tak z minimalnymi przerwami do czwartej. Nie wiem, czy już pod koniec tej “imprezy” bardziej mi było szkoda Szymka czy siebie. W każdym bądź razie uratował nas masaż brzuszka i pingwinofor (termofor w pokrowcu pingwina;) ). W życiu tyle się nie namasowałam i w życiu nie myślałam że ucieszę się z każdego “pierdka” i wielkiej kupy. Oj, żeby ta noc była znośna…
A tak w ogóle, to w czwartek mamy szczepienie, Gnomek wyrósł już z rozmiarówki 50/56, kończymy ostatnie paczki pieluch “jedynek” i przerzucamy się na “dwójki”. Niesamowite, jak mały szybko rośnie. Mimo problemów brzuszkowych, apetyt go nie opuszcza i rozdaje coraz częściej bezzębne uśmiechy .
DSC_0137
Czasem nie mogę się nadziwić, że przyczyniliśmy się do zaistnienia takiej słodkiej istotki. Czasem ogarnia mnie jeszcze zdziwienie, że to moje dziecko a my już jesteśmy rodzicami…

Falstart i zasady Gnomka

Pierwsze motanie ogłaszam falstartem. Już piszę, dlaczego. Gnomek został nakarmiony, przewinięty, i wciągnięty w konwersację. Uśmiechał się od czasu do czasu, robił minki. Generalnie wyglądał na spełnionego. Wyglądał. Ale szybko mu się znudziło. Kiedy tylko wstałam, by przygotować się do wiązania “kieszonki”, rozpoczął się krzyk. Szymek szybko znalazł się w moich rękach i zamilkł, ale kiedy znalazł się w chuście postanowił kontynuować krzyki. Jestem w 95% pewna, że nie był to brzuszek, bo zazwyczaj podkurcza nóżki, i krzyczy bardziej histerycznie. Szczerze mówiąc, nie wiem czy nie podobała mu się koncepcja chusty, czy po prostu krzyczał dla zasady. Bo zaczynam odnosić wrażenie, że czasem tak sobie właśnie krzyczy. Czemu? Schemat wygląda tak: Szymek się budzi po 2,5 – 3 godzinach i dostaje jeść. Potem chwila wytchnienia (i prężenia się) i zmiana pieluchy. Następnie leżakowanie, rozmowy o życiu, zabawy… albo właśnie krzyk. Ostatnio faktycznie brzuszkowe sprawy dominowały nasz dzień lub wieczór, ale dziś zauważyłam  że krzykom nie towarzyszyło prężenie się, bączki i podkurczanie nóżek. Uspokoiło go dopiero kołysanie na rękach i smoczek. I tak dwa razy. Coś mi się zdaje, że Szymek zaczyna pokazywać swój charakterek…

Miał być post–a nie będzie

Wczoraj dostałam naszą chustę. Bardzo zdziwiłam się jej rozmiarami. Co innego przeczytać o jej długości, a co innego zobaczyć. Materiał sprawia wrażenie bardzo solidnego,  Od razu wrzuciłam ją do pralki na pierwsze pranie, dziś już wyschła i zrobiłam pierwsze wiązanie na miśku Szymka ;) Nawet poszło mi tak sprawnie, ale to w końcu tylko miś. Spróbuje jutro z Szymonem. Ciekawe jak się uda i czy Gnomek będzie miał ochotę…
No i na tym koniec. Miał być post o chuście, emocjach związanych z motaniem, o zmianie fryzury, i lepszym samopoczuciu… miał być. Zamiast tego od półtorej godziny uspokajam Szymka, noszę, masuję brzuszek, gładzę po policzku i przykładam termofor… Więc nie będzie postu o chuście. W ogóle nie będzie …

Dziś …

… spokojna noc
… niespokojny dzień
… wizyta u pediatry
… kolosalne zmęczenie
… równie kolosalny ból głowy.
Jednym słowem tak samo kiepski dzień jak poprzedni. Nawet obiad zjedzony został po 17. Obiad? Ha – ha – ha … obiado – kolacja raczej powiem. Cóż, takie uroki. Nie może być ciągle kolorowo i pięknie. Lukrowe rodzicielstwo tylko w telewizji.
Wczoraj pierwszy raz kąpałam Gnomka sama. Wcześniej robiliśmy to wspólnie. Poszło nam nawet dobrze. Mały standardowo zaczął krzyczeć pod koniec. Choć muszę przyznać, że jego próg cierpliwości jest bardzo niski. Chyba ma to po mamie, która zazwyczaj jest choleryczką i raptusem  - najpierw “fanga w nos” potem pytania lub refleksja. Ale, co do kąpieli: Zastanawiam się, czego używacie do kąpieli swoich maluchów? Skończyłam właśnie Oilatum, ale jakoś mi nie podeszło. Teraz mam Oillan. Ale ciągle szukam. Obydwa specyfiki do kąpieli dostałam w prezencie, więc nie będę wybrzydzać. Chodzi mi po głowie marka “Skarby Matki” o której poczytałam tu. W sumie dopiero ten post mnie zainteresował – co jest dziwne, bo mam oliwkę tej firmy. Kupioną zupełnie przez przypadek. Bo nic innego nie było na półce sklepowej, a byłam w potrzebie. Odzywa się we mnie “lokalna patriotka” – jeśli tak mogę to nazwać. Lubię próbować polskich produktów. Bo niby dlaczego mają być gorsze? A Wy? stawiacie na polskie produkty dla Waszych maluchów? Dobre_bo_polskie

Ciężki dzień

Dzisiejszy dzień zaczął się pięknie, gdy odebrałam maila z informacją że wygrałam zestaw herbat :) Niestety już zdążyłam o nim zapomnieć, bo Szymek mimo ładnie przespanej nocy ma ciężki dzień. Na spacerze wiercił się i raczej spał “na czujce” a po przyjściu do domu nic nie było go w stanie uspokoić. Trochę pojadł, zmieniliśmy mu pieluchę… i ciągle krzyczał. Zasnął dopiero u mnie na rękach. Pospał godzinkę – półtorej godziny i historia się powtórzyła. W drugiej turze brzuszkowej zawalczyliśmy ponowie termoforem. Jak to jest, że człowiek w krytycznych sytuacjach zapomina swojego mózgu i rzeczy najbardziej prostych i oczywistych? Biedne to moje dziecko dziś. Na szczęście termofor ponownie zadziałał, więc coś mi się wydaje że będzie to nasza tajna broń na najbliższy czas. Mam nadzieję, że już niedługo zażegnamy problemy brzuszkowe… po cichu liczę też, że cuda zdziała zamówiona przeze mnie chusta…


MAM butelkę.

Dziś króciutko o butelce MAM Anti – Colic 260 ml, którą również, jak smoczek (pisałam o nim TU),  dostałam do przetestowania od firmy MAM. Producent wyprodukował butelkę z odkręcanym dnem, co ma gwarantować łatwość umycia, a w dnie butelki jest “zawór” jak zostało to nazwane przez producenta.  Cały “zawór” który ma działać antykolkowo, wygląda tak, że w dnie butelki jest uszczelka oraz małe otwory, które mają odprowadzać powietrze z butelki i niwelować kolki. Ciekawością jest funkcja samosterylizacji (jeśli posiadamy mikrofalówkę). Jak widać na zdjęciach zamieszczonych na stronie producenta, butelka jest ładna, dostępna w kilku wariantach kolorystycznych.
Jak się sprawdziła u nas? Anti Colic 260ml_Nature Africa_Ivory-500x500
Cóż, faktycznie możliwość odkręcenia dna ułatwia mycie i wyparzanie butli. Osłonka smoczka ma praktyczną miarkę (sprawdza się szczególnie teraz, gdy rozcieńczam Szymonkowi herbatkę rumiankową), smoczek ma łagodny przepływ. Początkowo Szymkowi sprawiał problem smoczek, jednak teraz pije z niego bez problemu, nie dławiąc się ani nie krztusząc. Ciężko mi określić, czy proponowany system antykolkowy się  sprawdza. Otworki w dnie faktycznie odprowadzają powietrze,  i to nawet skutecznie bo Szymek nie domaga się noszenia po wypiciu herbatki i jest spokojny. Jednak czy działa to antykolkowo? Tego nie jestem w stanie określić, jeśli chodzi o moje dziecko. Tyle o plusach. Dla niektórych minusem mogłaby być miarka na butelce zaczynająca się dopiero od 60 ml. Jednak wspomniana wcześniej miarka na osłonce smoczka niweluje ten feler. Mimo że odkręcane dno, z otworkami nie przecieka (uszczelka jest bardzo skuteczna), często zdarza się że po podgrzewaniu płynu w podgrzewaczu w różnych zakamarkach zbiera się woda – przynajmniej takie mam wrażenie, bo po wytarciu butli zdarza się że jeszcze z dołu kapie woda. Ogólnie rzecz biorąc, jestem zadowolona z tej butelki, i jak na razie Gnomek też. U nas się sprawdziła. Zainteresowanych zapraszam na zakupy z rabatem (wystarczy polubić na facebook.com)  ;)
zostan-fanem-MAM-20-procent-znizki

Przegląd herbatek

Ostatnio słyszałam o herbatce na trawienie, podawanej dzieciom powyżej jednego miesiąca. Jako że Szymon ma różne przygody z brzuszkiem – dziś  nad ranem urządził nam dwugodzinną awanturę brzuszkową, na którą podziałał dopiero termoforek – postanowiłam zbadać temat herbatek. Na rynku dość popularne są herbatki granulowane, które producent (zależnie od rodzaju herbatki) zaleca podawać dziecku po pierwszym miesiącu życia, trzecim/czwartym bądź szóstym. Pierwszą styczność z tego rodzaju herbatką miałam, gdy chciałam podać Gnomkowi koperkową przy bólach brzuszka. Oczywiście, nie przyszło mi na myśl by sparzyć zwykły koper i rozcieńczyć go wodą. Kupiłam HIPP Koperkowy od 1 dnia życia.  Herbatka koperkowa okazała się herbatką glukozową z dodatkiem koperku (ledwie trochę ponad 3%). Słuchając o działaniu Herbatki na trawienie postanowiłam zobaczyć co jest dostępne na rynku. Jak każda matka, chcę ulżyć i pomóc mojemu dziecku. Oprócz herbatek marki HIPP, dostępne są też herbatki BoboVita. Niestety, również nie powalają składem. Ba, jak dla mnie wyglądają jeszcze bardziej podejrzanie, bo mają więcej składników niż HIPP (ten składa się przeważnie tylko z glukozy plus zioło – np. rumianek, czy koper), gdyż np. herbatka rumiankowa zawiera: “dekstroze (co to w ogóle jest??), rumianek ekstrakt – olej 1,3%, maltodekstryna, witamina C – regulator kwaśności”. Po co w herbatce rumiankowej tyle różnych różności? Ostatnią herbatką, jaką znalazłam była Herbatka na brzuszek HUMANA. Producent poleca od pierwszych tygodni życia,  co ciekawe w składzie nie ma glukozy a laktoza – a jak wiadomo jest to naturalny cukier mleczny. Jednak szkoda, że skład wygląda tak: “laktoza, maltodekstryna, ziołowe wyciągi z kopru włoskiego, anyżku, rumianku, kminku, olejek z kopru włoskiego”.  Cóż, chyba lesza laktoza niż glukoza, no nie? Mimo, że producent nie podaje ile w tej herbatce jest procentowo ziół, to i tak widać, że najwięcej tam cukru (najwyżej wymieniane składniki – to największe ich ilości w produkcie). Także wydaje mi się, że ranking powinien wyglądać tak:
  1. Humana
  2. HIPP
  3. BoboVita
Jednak, jeśli mam podać herbatkę rumiankową czy koperkową, zdecydowanie wolę dać zaparzone normlane zioła, rozcieńczone wodą w proporcji 1:2. Aczkolwiek muszę przyznać, że rozważam podanie małemu herbatki Humana na brzuszek – mimo że granulaty z toną cukru mnie nie zachwycają…

Klamka zapadła.

W końcu się zdecydowałam i już zamówiłam. I w przyszłym tygodniu dostanę przesyłkę ze sklepu LennyLamb.com. Będziemy się chustować. Mam trochę obaw, bo inwestycja dla nas jak na tą chwilę dość duża, jednak dostrzegam w tym spore ułatwienie dla siebie, i dużo przyjemności dla Gnomka. W przyszłym tygodniu rozpocznę naukę wiązania. Wrażeniami na pewno się podzielę.
Czy myślicie, że to dobra inwestycja?

Upragniony dźwięk

Jak pisałam wcześniej – Szymkowi ciężko przychodzi odbijanie. Zdarzało się nam parę razy go nosić na ramieniu nawet do 40 minut, żeby wydał z siebie upragniony przez mamę dźwięk. Ósma rano, Gnomek najedzony, przewinięty… I zaczynam go nosić. Mija 10 minut – nic. Mija kolejne 10 minut – dalej nic. Szymka przejmuje ojciec. Mija 5 minut – ojciec zrezygnowany odkłada dziecko do leżaczka. Szymek po 3 minutach zaczyna marudzić, wystawiać języczek i pchać rączki do buzi. Przychodzi ciocia Agata, bierze Gnomka na ramię. Mija 7 minut, nagle słychać upragniony “bek”. Po pełnej zachwytu ciszy, jaka zapadła w domu, daje się słyszeć równie pełne zachwytu westchnienie zgromadzonych: “Ooooooo…!” :)
A teraz powiedzcie mi, drogie Panie (i Panowie – jeśli tu zaglądacie) czy to już ten etap “ześwirowania” dziecięcego? ;)

Na szybko naskrobane

W tym tygodniu jakoś tak mało piszę, ale naprawdę nie wiem czemu ciągle mi brak czasu. Chyba czas zwolnić tępo i przestać przejmować się codziennością. Bo wykończę siebie, wykończę dziecko. Pytanie tylko czy da się tak całkowicie odciąć od codzienności? Dodatkowo męczy mnie już wiszenie na cycu, a za nic nie chce przejść na butelkę. Ponad to odciąganie pokarmu okazuje się dla mnie psychiczną katorgą. Błędne koło? Aha, na bączki kupiłam w aptece Esputicon i muszę powiedzieć że Gnomek jest spokojniejszy. Nie męczą go już tak bączki i kupy. Tyle dobrego. Jutro wizyta u ortopedy. Może wtedy napiszę coś więcej. Tym czasem... miłego dnia moi drodzy :)

Kryzys przez duże “L” i kupkowy dylemat…

Dni zaczynają mi uciekać. Nagle okazuje się, że nie ma na nic czasu, poza przewijaniem, karmieniem, kąpaniem, tulaniem… Masakra. Do tego okazało się tak jak myślałam – wysypka znika, została już resztka na ślicznej buzi Szymcia. Była efektem “owoców leśnych”. Na szczęście chyba na razie mogę wykluczyć uczulenie na nabiał itp. itd. Dziękuję dziewczyny za tak szeroki odzew i wskazówki. Wiele z nich jest naprawdę cennych i przydatnych.
Teraz trochę bardziej się pilnuję z jedzeniem, i jeszcze bardziej wystrzegam “nowości”. Choć tak jak pisałam w poście wcześniejszym, Kryzys lodówkowy mnie nie opuszcza i naprawdę chyba wpadam w paranoje. Zastanawiam się co jeść, a czego nie. Wystrzegam się warzyw wzdymających, czekolady, truskawek (poza jedną wspomnianą wpadką). Brakuje mi tylko wytrwałości by zupełnie odstawić słodycze… Ponad to, dopadł mnie inny kryzys, o którym nawet nie wiedziałam że istnieje. Miałam dwudniowy kryzys laktacyjny. W szkole rodzenia mówiło się dużo o karmieniu piersią, ale nikt nie powiedział że po około 3 tygodniach lub 6 karmienia piersią może się coś takiego zdarzyć (czasem nawet około 3 miesiąca!). A ja jestem przykładem na to, że może. Charakteryzuje się tym, że piersi są miękkie, mleko nie wycieka a dziecko wydaje się niespokojne i ciągle głodne. Pojawienie się takiego kryzysu może być związane ze stresem, zmęczeniem, zmianami hormonalnymi w organizmie mamy, oraz z tzw. skokami rozwojowymi dziecka. Tłumaczy się to potrzebą dostosowania pokarmu do rosnącego i zmieniającego się maleństwa. W takim momencie ilość pokarmu faktycznie może być mniejsza niż by chciał malec, jednak nie należy tego wiązać ze stałym spadkiem laktacji. Jak zaradzić ? U nas pomogły ogromne ilości pitej wody, częste przystawianie oraz herbatka z kopru włoskiego dwa razy dziennie. I spokój. Kiedy przeczytałam, że jest to normalne a o dalsze karmienie piersią trzeba zawalczyć – zawalczyłam i wygrałam kolejny okres karmienia mojego synka.
Strasznie mnie ostatnio męczy nawał “nowości” związanych z pojawieniem się noworodka w domu. Zawsze byłam osobą, która lubi statyczny tryb życia, bez nadmiaru nowości i urozmaiceń. A tu od dnia pojawienia się Gnomka w domu co krok to nowinka. I ciągle to zamartwianie się, czy aby na pewno wszystko jest w porządku. Obserwuję Szymka bacznie,  staram się często w trakcie karmienia odbijać na ramieniu, według Waszych rad masować brzuszek, i mam wrażenie że bączki bywają mniej męczące. Aczkolwiek chyba Gnomek i tak połyka dużo powietrza, bo potrafi kupkę wypuścić pod takim ciśnieniem, że pampers ledwo wytrzymuje. W sumie, to od początku zawartość pieluszki Szymka wzbudza moją niepewność. W zasadzie kupa jest taka sama od wyjścia ze szpitala – żółta, ziarnista, ale dziś pojawiła się spieniona. I oczywiście od razu pojawił się niepokój. Czy wszystko ok? Czy już gnać do lekarza?… Dziecko w domu to nie tylko mega odpowiedzialność. To sterta nowości do przetrawienia. Ich ilość jest tak wielka, że praca małych jelitek przystosowująca się do prawidłowego funkcjonowania niemowlaka to pikuś…

Kryzys lodówkowy

Przyczyną ropienia oczka jest zatkany kanalik łzowy między noskiem a oczkiem. Szymek bardzo dzielnie zniósł badanie okulistki, w zasadzie przespał całą wizytę. Pani Okulistka okazała się bardzo miłą osobą (pomijając fakt, że 100 zł z każdego zrobi milutkiego baranka) i wyczerpująco opowiedziała nam  jak dbać i co robić przy oczku. Szymon ma mieć masowany nosek, przemywane oczko Amidropem i zakraplane antybiotykiem do soboty. Wszystkie te zabiegi znosi cierpliwie, jakby wiedział że to dla jego dobra i zdrowia.
Wczoraj Gnomek skończył już 3 tygodnie. I wygląda zupełnie inaczej niż 2,5 tygodnia temu. Zrobił mu się drugi podbródek i piękne pyzo – policzki ;) Nawet moje oczy widzą zmianę w wyglądzie dziecka. No i chyba zafundowałam Szymkowi jakąś wysypkę. Siedzę i myślę intensywnie co zjadłam innego niż zazwyczaj… i tak myślę i myślę. W ogóle kończą mi się pomysły na jedzenie. Mam kryzys lodówkowy. W około tyle pyszności a ja tak naprawdę nie wiem już co jeść, skoro nie mogę najlepszych rzeczy… jak ognia unikam truskawek, czekolady, fasolki, pomidorów… bo w kółko męczą Gnomka bączki. Podaliśmy wczoraj herbatkę z kopru – wypił 10 ml i cały dzień nie było kupy, tylko mokre bączki. Za to dziś na nowo mamy bolący brzuszek i mega kupy. Zastanawiam się, czy spróbować jutro  z rumiankiem?

Oczko

Szymkowi ropieje oczko. W zasadzie od urodzenia, w szpitalu już ropiało. Kazano nam przemywać solą fizjologiczną, ale to nic nie pomogło. Rumianek też nie pomógł, świetlik też nie. Jutro idziemy do okulisty – według rady pani pediatry. I tu zaczyna się moja złość z rozgoryczeniem. Otóż, w piątek zaczęłam szukać okulisty. Obdzwoniłam wszystkie możliwe gabinety w Malborku i w Sztumie. Wszędzie chciano mnie umówić… na listopad albo październik. Bo limity na NFZ się wyczerpały. Co z tego, że dziecko ma 2,5 tygodnia. To nie jest nagły przypadek. A co jest? Ciało obce w oku… absurd. Pediatra stwierdził, że to może być  zatkany kanalik łzowy, no ale dziecko wyleczyć trzeba. Stówka nie nasza.
A, i musze jutro jeszcze spróbować przełożyć wizytę do ortopedy. Z całego tego zamieszania dzieckowego, nie zauważyłam, że 5.07 to za szybko dla Szymonka, bo nie ma jeszcze wtedy 2 miesiąca. Ciekawe, czy mi się uda…
Dziś szybko idziemy spać. Mamy ciężką noc za sobą…

Kołysanki – utulanki

Początkowe dni w domu wyglądały sielankowo.
Początkowe.
Teraz Szymka męczą bąki dwa razy dziennie. Rano i wieczorem. Czasem w nocy. O drugiej w nocy. Przez dwie godziny… W tych momentach mam ochotę pokrzyczeć razem z nim… Zastanawiam się, czy to nie przez pomidory … postanowiłam je odstawić na parę dni. Choć z drugiej strony nie sądzę, by to coś zmieniło. Więc może napiszę post o czymś przyjemnym… Podzielę się z Wami moim odkryciem – płyta z kołysankami. Kolysanki-utulanki-Reedycja_Magda-Umer-Grzegorz-Turnau,images_big,29,9192702Na rynku można znaleźć mnóstwo takowych, ale ta jest wyjątkowa – według mojej opinii. “Kołysanki utulanki” Grzegorza Turnaua i Magdy Umer. Wśród klasycznych kołysanek – “Śpij kochanie”, “Idzie niebo ciemną nocą” czy “Już gwiazdy lśnią” są też współczesne. Moimi hitami są: “Kołysanka dla okruszka” oraz “W muszelkach Twoich dłoni”. Wszystkie utwory zostały zaaranżowane i opracowane przez Grzegorza Turnaua, oraz zaśpiewane przez niego z Magdą Umer. Włączam Szymonkowi tą płytę co wieczór i mam wrażenie że naprawdę go uspokajają. Ba, koją nie tylko dzieci ale i rodziców. Momentami zabierają w sentymentalną podróż do naszego dzieciństwa. Momentami wzruszają. Sprawdziłam to na sobie ;)  Naprawdę wyjątkowa płyta.

Rzecz o szczepieniach

Dziś odwiedziła nas pani pediatra. Obejrzała Gnomka, osłuchała i porozmawialiśmy o szczepieniach. Szymek kolejne ma 25 lipca. Szczepienia obowiązkowe, to obowiązkowe – wiadomo trzeba zrobić. Ale co ze szczepieniami zalecanymi a odpłatnymi?
Pneumokoki – chorobotwórcze bakterie, jedne z najbardziej zjadliwych, agresywnych i niebezpiecznych. Posiadają specjalną otoczkę wielocukrową, która chroni je przed układem odpornościowym i czyni je dla niego niewidocznym, przez co trudno je zwalczyć. Występują powszechnie wśród dzieci, które są nieświadomymi ich nosicielami. Maluch nie musi zachorować, zwłaszcza gdy jest w dobrej kondycji zdrowotnej. Jednak gdy spada odporność dziecka, pneumokoki mogą wywołać zakażenia nieinwazyjne (np. zapalenie ucha środkowego lub zatok) lub przeniknąć do krwi i spowodować ciężkie choroby inwazyjne (np. zapalenie opon mózgowych czy zapalenie płuc z bakteriemią).
Meningokoki – choroba meningokokowa rozpoznawana była już około 100 lat temu, problem jest taki że pojawił się nowy typ bakterii. Wywołuje ona ciężkie inwazyjne zakażenie, które przebiega najczęściej jako zapalenie opon mózgowo – rdzeniowych i/lub posocznica (sepsa). Szczególnie narażone na zachorowanie są niemowlęta i dzieci w wieku do 5 lat oraz młodzież w wieku 11 – 24 lata.
Rotawirusy – atakują najczęściej wiosną i zimą, wywołują przykre dolegliwości, jakimi są gwałtowne wymioty i ostra biegunka. Najbardziej narażone są dzieci w wieku od 6 miesięcy do trzech lat. Im młodsze dziecko, tym cięższy może być przebieg choroby. Niemowlęta karmione piersią do ukończenia 6 miesiąca życia są chronione przed wirusem.
Pediatra powiedziała, że wybór szczepień jest w naszej gestii, jednak ona uważa że szczepienie przeciw rotawirusom jest niekonieczne, bo w dzisiejszych czasach biegunki dla dzieci nie są groźne. Według opinii pani doktor warto zaszczepić dziecko przeciw pneumokokom i ewentualnie meningokokom. Ale… pojawia się “ale” w postaci ekonomii. Koszt szczepienia niemowlaka przeciw pneumokokom (trzy dawki) to około 900 zł. Podobnie wygląda szczepienie przeciw rotawirusom. Niestety nie udało mi się ustalić ceny szczepienia przeciw meningokokom, ale zakładam że w podobnych granicach. Trzy dodatkowe szczepienia, na łączną sumę około 2000 zł. Koszt niebagatelny, a argument żeby chronić dziecko, oszczędzić mu męczarni, czy lepiej zapobiegać niż leczyć, blednie gdy rodzice muszą wybierać: zaszczepić dziecko czy przeżyć kolejny miesiąc…
Co sądzicie o szczepieniach zalecanych? Szczepiłyście swoje maluchy?
Informacje zaczerpnięte ze stron:

MAM smoczek.

W kwietniu, w poście Rozbicie, pisałam że otrzymałam do przetestowania parę akcesoriów firmy MAM. Dość szybko okazało się, że będę miała okazję przetestować smoczek. Już kilka dni po urodzeniu Szymek po jedzeniu i przewinięciu pakował paluszki do buzi i mocno ssał. Tak, że miał je aż całe czerwone. I wtedy przypomniałam sobie o jednym z akcesoriów: smoczek MAM Perfect 0-6 miesięcy. Producent przedstawia smoczek jako najcieńszy na świecie, co ma zmniejszać ryzyko wad zgryzu. Cóż, Szymon ma dopiero dwa tygodnie – skończy jutro – i nie potrafię powiedzieć czy faktycznie zmniejsza, na pewno fakt że jest tak cieniutki sprawia że bez większych obaw podaję go maleństwu. Smok pasuje idealnie dla noworodka, a dodatkowo gdy Szymek jest niespokojny – potrafi go uspokoić. Szczególnie przydaje się teraz, gdy biednego Gnomka męczą gazy i mały budzi się z krzykiem, by nie spać i cisnąć przez kolejne dwie godziny (tak jak dziś w nocy). Dodatkowym plusem jest pudełko, w jakim smoczek jest umieszczany fabrycznie. Pierwotnie ma ono służyć do sterylizacji smoka w mikrofali. Nie dysponuję mikrofalą, ale pudełko u nas się sprawdza. Smoczek jest wyparzany w tym pudełku, i praktycznie przebywa w nim zawsze gdy Mały go nie potrzebuje. Pudełko sprawdza się na spacerach, a jego kształt i wielkość minimalizuje ryzyko zgubienia smoka.;) Podsumowując: według mnie smoczek jest naprawdę wart swojej ceny. I szczerze mówiąc już się przymierzam do  kupna smoczka MAM Perfect 6 +. 
zostan-fanem-MAM-20-procent-znizki

Pierwsze zagwostki

Wczoraj Szymek pokazał co potrafi. W sumie nie było tragedii, ale trochę mnie zmęczył pod wieczór. Dziecko moje chyba za dużo powietrza łyka podczas karmienia, i proceder ten musimy często przerywać “odbijankiem”. Efekt jest taki, że karmienie się wydłuża, a jak Szymon nie może sobie beknąć, robi się niespokojny oraz marudny i nie chce jeść. I wczoraj tak walczyliśmy godzinę, albo nawet dwie. Mały trochę sobie pokrzyczał, a ja nie bardzo wiedziałam co się dzieje. Dopiero przed 22 udało nam się dokończyć karmienie i zasnąć. Byłam padnięta. Pogoda też nie ułatwia nam życia, a zbyt dużych przeciągów nie chcę robić w domu. Poza tym pojawił się u nas problem czkawek. Zastanawiam się, czy czkawki są faktycznie wtedy gdy dziecku jest za chłodno? Czy to może mit? Za każdym razem sprawdzam łapki, gdy pojawia się czkawka, i faktycznie są chłodne. A kiedy trochę bardziej go opatulę, czkawka po chwili przechodzi. I tak w kółko… W nocy na szczęście jest znośnie. Dwa – maksymalnie trzy razy trzeba wstać do Gnomka. Plus pobudka o 7 – 8 rano. Także daje się spać, jak na razie. W dzień ciągle mi szkoda czasu na drzemki. Taki człowiek głupi. Niby nic specjalnego nie robię, a to obiad odgrzeję, a to blogi poczytam… w tv się pogapię. A wieczorem razem z Szymonem o 20 spać ;) No i od tygodnia zabieram się za wypełnienie dokumentów do MOPSu o becikowe. Kasa się przyda, jednak absurdalność dokumentów do wypełnienia powala… Może w końcu w przyszłym tygodniu dokumenty będą gotowe.
I jeszcze na koniec – dziewczyny: dzięki za wsparcie. Oczywiście nie zamierzam wyręczać męża przy dziecku, i nie przeszło mi przez myśl że wszystko robię lepiej. Muszę się przyznać, że w wielu sytuacjach jeszcze czuję się niepewnie. Mam też jednak wrażenie, że z dnia na dzień idzie nam coraz lepiej: Arkowi, Szymonowi i mi. A jeszcze w odniesieniu do postu Dylemat: wyrzucenie swojej frustracji na strony bloga, oraz Wasze wsparcie naprawdę mi pomogło. Z dnia na dzień utwierdzam się w przekonaniu że utworzenie tego miejsca było dobrą decyzją ;)
Miłego dzionka!

Dylemat

Powoli przestaję ogarniać. Może brzmi to trochę dramatycznie, ale tak się czuję. Tzn. nie chodzi mi o Szymka, na tym polu jakoś na razie (odpukać!) jest ok. Ale zaczynam chodzić rozdrażniona, i odnoszę wrażenie że przyczyną tego stanu jest … mój mąż. Historia zaczyna się od tego, że Gnomek paskudzi pieluchy na potęgę. Po karmieniu potrafi strzelić taką kupę, że takiej bomby biologicznej nie powstydziłaby się armia USA. Więc pieluch idzie sporo, bo nawet w czasie przewijania zdarza się “wypadek” i świeża pielucha jest już nie świeża. Mężowi szkoda tych pieluch. Szkoda. Bo się marnują, gdy dziecko zrobi kupę. Ręce mi opadły, jednak zostawiłam to bez komentarza. Dlaczegóż mam dyskutować z upartym chłopem? Po co? Jednak podniósł mi ciśnienie (drugi albo trzeci dzień z rzędu) ostatecznie, gdy Szymon zaczął krzyczeć, leżąc w wózku. Zamiast wziąć i przytulić dziecko, uspokoić, sprawdzić pieluchę Arek stanął nad dzieckiem i się patrzy. Dziecko krzyczy coraz głośniej, ja siedzę i czekam co mój mądraliński wymyśli  a Szymon krzyczy. Po około trzech minutach pytam co on robi, przecież dziecko się drze. W odpowiedzi usłyszałam, że Szymon tak wali kupę… Ręce mi opadły, już miałam wszcząć awanturę, gdy ślubny łaskawie zabrał małego na przebierkę. Nie muszę chyba mówić, że mały rozkręcił się na dobre, więc nie ułatwiał ojcu sprawy. Postanowiłam się jednak trzymać z boku, z premedytacją. Niech sobie mądrala radzi. Może do piersi przystawi jak taki cwaniak, i wszystko wie… Ostatecznie po jakimś czasie usłyszałam wołanie Arka, który stwierdził, że Młody chyba chce jeść, bo wpada w coraz większą histerię. Eureko! – chciało mi się krzyknąć i pogratulować błyskotliwości…
Dostaję szału. Kiedy Szymek się budzi, i zaczyna krzyczeć, do tej pory prosiłam Arka by do niego zajrzał. Ale porzucę ten pomysł, i będę chyba sama to robić. Z prostej przyczyny – ślubny mówi “dobrze” i czeka nie wiadomo na co. Aż dziecko się rozwyje do końca? Zastanawiam się w takich momentach, czy on chciałby leżeć w mokrej pieluszce przy 30 stopniach, albo głodny i krzyczący. A nikt nie reaguje. Czy było by mu miło? Czasem przecież wystarczy wziąć małego na ręce, a już się uspokoi, zmiana pieluchy nie trwa wieki. Czasem wystarczy przytulić, by mu pomóc. Już sama nie wiem, to źle że chcę żeby dziecku było dobrze? Bo według niektórych zaczynam świrować. Zaczynam? Czy może mam się dostosować do “zimnego chowu” ?

Podsumowanie szpitalne

Pobyt w szpitalu mogę podsumować – jak większość z Was, chyba – “hitami i kitami” szpitalnej wyprawki. Choć chyba nie nazwę tego tak dosadnie, a po prostu wymienię rzeczy, które mi się nie przydały. Siatkowe majtki poporodowe oraz żel antybakteryjny do rąk. Majtki nie sprawdziły się, gdyż bardzo uwierały mi w ranę pooperacyjną, a nawet zawinięta gumka przeszkadzała i była nie wygodna. Dlatego też odpuściłam sobie. Żel do rąk, generalnie pewnie by się przydał gdyby nie moja determinacja. Tak bardzo chciałam jak najszybciej wyjść ze szpitala, że w mojej głowie zrodził się jeden nurt: im szybciej wstanę, tym szybciej wyjdę. A więc robiłam wszystko by wyjść szybko. Efekt był taki, że pierwszego wieczora po uruchomieniu byłam cała obolała i nie do życia – najzwyczajniej przesadziłam. Podkłady poporodowe – dwa opakowania mi nie starczyły. Musiał mi mąż dokupić jeszcze jedno. Sylikonowe osłonki też się nie przydały – na szczęście. Co prawda mały pięknie ciągnął (i ciągnie) przystawiony, i cholernie bolały mnie piersi na początku, ale dałam radę to znieść. Za to w domu uratowały mi życie wkładki laktacyjne. W dzień powrotu pojawił się taki nawał pokarmu, że myślałam że piersi mi pękną. To, co działo się z moim biustem przez następne dwa dni, to coś niesamowitego. Momentami czułam się, jakbym miała dwie małe piłki lekarskie a nie piersi. A ja głupia martwiłam się, czy po CC dam radę karmić. Niech żyje Matka Natura!
W niedzielę weszłam w końcu na wagę. Zdumiałam się, gdyż po tygodniu pobytu w szpitalu zgubiłam 10 kg. Szybko ;) Ale zobaczę w przyszłą niedzielę ile będę miała po tygodniu pobytu w domu. Zdjęcie szwów też mam już za sobą. Pozbyłam się ich dziś. Wizyta u ortopedy też już załatwiona. Teraz oczekujemy wizyty położnej i pediatry. Czyli wszystko toczy się powoli, powoli … do przodu :)