Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Zdrowy rozsądek żywieniowy

Ufff… na szczęście po świętach. Nie, żebym nie lubiła rodzinnej atmosfery i w ogóle. Ale odczuwam zmęczenie tym całym jeżdżeniem dwudniowym. Wczoraj wieczorem ledwo mogłam usiedzieć w miejscu tak mnie bolał krzyż, a dziś mam piekielną zgagę i częste skurcze łydek. Ale wizyta u doktorki 10.04. a więc za 8 dni. Trochę się zaczynam niepokoić, gdyż szczególnie po aktywnym dniu odczuwam lekkie twardnienie brzucha na dole. Utrzymuje się ono minutę – półtorej i znika.Będę musiała porozmawiać z nią o tym. Waga nie drgnęła, nawet przez święta – 7 kilogramów na plusie. Co też mnie trochę zastanawia, jednak co wizytę moja doktor uspokaja, że wszystko jest w porządku. Cóż, w końcu to ona kończyła medycynę, nie ja – prawda? ;)
Sporo osób mnie pyta, jak ja to robię, że tak dobrze wyglądam. Że nie przytyłam nie wiadomo ile kilogramów itp. itd. Sama nad tym się zastanawiam. Nie towarzyszą mi  żadne zachcianki pokarmowe, choć ostatnio nie stronię od napoi gazowanych. Po prostu jak czuję że mam ochotę, to kupuję np. małą puszkę Pepsi czy Mirindy. Owszem, trochę bardziej zwracam uwagę na to co jem, ale na pewno nie ograniczam sobie jedzenia i nie głodzę się – wbrew powszechnym opiniom, że mama która nie tyje w ciąży to mama zagłodzona. Przyznaje nawet – tak, tak – że zdarza mi się zjeść w fastfoodzie, i nie mieć wyrzutów sumienia. Choć, ostatnio, przez te święta, nie było okazji i chęci by jeść “śmieciowe” kanapki. Więc dla zainteresowanych: patrzę co jem, patrzę ile jem, i pilnuję by nie napychać się do granic możliwości. Jedno jest pewne: jem więcej nabiału, oraz owoców i warzyw niż przed ciążą, ale nie odmawiam sobie słodyczy – jeśli mam ochotę na cukierka, paru chipsów – jeśli mam na nie ochotę, ani łyka gazowanego płynu. Bo po co? We wszystkim trzeba słuchać swojego organizmu, a on najlepiej nam podpowie czego potrzebuje. Połączenie dobrego słuchania ze zdrowym rozsądkiem to najlepsza dieta dla ciężarnej na świecie.
Te nawyki żywieniowe wydają mi się rozsądne. A jak to z Wami dziewczyny?

12 komentarzy:

  1. Ja póki co straciłam 5,5 kg. Już ostatnio byłam pewna, że przybrałam a tu znowu 1kg mniej. Chociaż nie odmawiam sobie podobnie jak TY kiedy mam na coś ochotę. Staram się jeść więcej warzyw i owoców i pić dużo wody niegazowanej z cytryną, chociaż czasami mam też ochotę na napój gazowany. Co nie jest powiedziane, że nie nadrobię w późniejszym okresie ciąży. Często w ogóle nie mam apetytu, ale staram się zjadać chociaż 3 posiłki dziennie, mimo, że nie zawsze chce mi się jeść kolację. W tym przypadku troskliwy mąż na mnie wymaga zjedzenie kolacji którą sam przygotowuje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to, a przygotowane przez męża smakuje lepiej ;)

      Usuń
  2. Chciałam się dowiedzieć od Ciebie jak zrobić takie zakładki na blogu tj u Ciebie z wyprawką itp? Bo ni grom nie mogę do tego dojść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwoliłam sobie wysłać do Ciebie maila :)

      Usuń
  3. Ja tez jem więcej warzyw i owoców,a raczej piję soki. Generalanie słodycze rzadko, ale przed ciążą tez nie jadłam dużo. Bardziej mam jazdy na croissanta albo jakiegoś tłuściutkiego pączusia. Wczoraj był Dzień Dziecka i zjadłam dwa croissanty z dżemem. Mniam! Gazowane napoje bardzo rzadko, jak już to woda gazowana. Nie ma co sobie odmawiać, podobno nasz organizm woła o to, czego potrzebuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przed ciążą nie stroniłam od słodyczy, teraz jadam ich mniej niż wcześniej. Ale drastycznie też nie ograniczyłam...

      Usuń
  4. Nie odmawiam sobie tego na co mam ochotę, chociaż staram się jeść z głową. Tak jak Wy, więcej warzyw i owoców, choć i chipsik się trafi :P
    Mój K. ciągle powtarza, że organizm wie najlepiej czego mu aktualnie brakuje i na co ma ochotę. Na pewno nie popadam w żadne paranoje żywieniowe, chociaż na wadze +5 kg, a nadal mam talie ;) i chyba wszystkie kilogramy idą w brzuszek, bo nigdzie indziej zmiany nie zauważyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam identycznie - kilogramy idą w brzuch :)

      Usuń
  5. Z tym, czego organizm potrzebuje i na co ma ochotę, to tak chyba nie do końca :D
    A co będzie, jak wam się lampki wina zachce ni stąd ni zowąd? Ha! :D
    Teoria obalona, organizm kłamie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byłaś bezwzględna dla naszej teorii ;)

      Usuń
    2. Ej no, mnie też w ten sposób ściągnięto na ziemię... Tłumaczyłam sobie, że pół pudełka bakaliowych lodów to coś, czego potrzebuję KONIECZNIE, bo mój organizm o nie woła :D

      Usuń
    3. nie, no kochana... tu przesadziłaś ;) w mojej teorii nie ma miejsca na pudełko lodów bakaliowych ;) tego pragnie moje serce a nie zdrowy rozsądek ;)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Zapraszam do grona obserwatorów i zachęcam do ponownych odwiedzin.

Twój komentarz pojawi się po zatwierdzeniu.
Anonimom dziękujemy.