Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Dylemat

Powoli przestaję ogarniać. Może brzmi to trochę dramatycznie, ale tak się czuję. Tzn. nie chodzi mi o Szymka, na tym polu jakoś na razie (odpukać!) jest ok. Ale zaczynam chodzić rozdrażniona, i odnoszę wrażenie że przyczyną tego stanu jest … mój mąż. Historia zaczyna się od tego, że Gnomek paskudzi pieluchy na potęgę. Po karmieniu potrafi strzelić taką kupę, że takiej bomby biologicznej nie powstydziłaby się armia USA. Więc pieluch idzie sporo, bo nawet w czasie przewijania zdarza się “wypadek” i świeża pielucha jest już nie świeża. Mężowi szkoda tych pieluch. Szkoda. Bo się marnują, gdy dziecko zrobi kupę. Ręce mi opadły, jednak zostawiłam to bez komentarza. Dlaczegóż mam dyskutować z upartym chłopem? Po co? Jednak podniósł mi ciśnienie (drugi albo trzeci dzień z rzędu) ostatecznie, gdy Szymon zaczął krzyczeć, leżąc w wózku. Zamiast wziąć i przytulić dziecko, uspokoić, sprawdzić pieluchę Arek stanął nad dzieckiem i się patrzy. Dziecko krzyczy coraz głośniej, ja siedzę i czekam co mój mądraliński wymyśli  a Szymon krzyczy. Po około trzech minutach pytam co on robi, przecież dziecko się drze. W odpowiedzi usłyszałam, że Szymon tak wali kupę… Ręce mi opadły, już miałam wszcząć awanturę, gdy ślubny łaskawie zabrał małego na przebierkę. Nie muszę chyba mówić, że mały rozkręcił się na dobre, więc nie ułatwiał ojcu sprawy. Postanowiłam się jednak trzymać z boku, z premedytacją. Niech sobie mądrala radzi. Może do piersi przystawi jak taki cwaniak, i wszystko wie… Ostatecznie po jakimś czasie usłyszałam wołanie Arka, który stwierdził, że Młody chyba chce jeść, bo wpada w coraz większą histerię. Eureko! – chciało mi się krzyknąć i pogratulować błyskotliwości…
Dostaję szału. Kiedy Szymek się budzi, i zaczyna krzyczeć, do tej pory prosiłam Arka by do niego zajrzał. Ale porzucę ten pomysł, i będę chyba sama to robić. Z prostej przyczyny – ślubny mówi “dobrze” i czeka nie wiadomo na co. Aż dziecko się rozwyje do końca? Zastanawiam się w takich momentach, czy on chciałby leżeć w mokrej pieluszce przy 30 stopniach, albo głodny i krzyczący. A nikt nie reaguje. Czy było by mu miło? Czasem przecież wystarczy wziąć małego na ręce, a już się uspokoi, zmiana pieluchy nie trwa wieki. Czasem wystarczy przytulić, by mu pomóc. Już sama nie wiem, to źle że chcę żeby dziecku było dobrze? Bo według niektórych zaczynam świrować. Zaczynam? Czy może mam się dostosować do “zimnego chowu” ?

17 komentarzy:

  1. OOooo co za znajomy obrazek ;]]
    Głowa do góry - to dla niego nowa sytuacja bardziej niż dla Ciebie, z czasem się nauczy, co i jak (chyba).

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj kurde, sama się boję jak to będzie. To jednak zupełnie nowa sytuacja dla was obojga. Mam nadzieję, że uda się wam niedługo wypracować metodę na te sytuacje. Ja to staram się zawsze bez wyrzutów i normalnym tonem mówić co myślę. Często i tak się pokłócimy, ale często jest tak, że facet nie widzi czegoś w taki sam sposób jak my i zrozumie dopiero jak się mu wytłumaczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. u noworodka kupa może być po każdym cycu czyli dosyć sporo pieluch a do tego tak jak piszesz przy zakładaniu czystej nagle klops i siusiu. nie ma co żałować pieluch, niech Twój mąż nie będzie taki oszczędny sytuacja z czasem się unormuje i pieluszek będzie mniej schodzić. a co do męża to faktycznie musi się w całej tej sytuacji odnaleźć... nie wiem dlaczego ale u mnie pomimo tego że mój S. robił przy małym bardzo dużo i robi do tej pory to ja wkurzam się czasami na niego absolutnie nie wiedząc dlaczego... naprawdę coś się zmienia po porodzie, my się zmieniamy to chyba te hormony albo nie wiem co, ale takie nerwy przechodzi chyba każda z nas. życzę wytrwałości bo na prawdę z każdym dniem będzie coraz lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Paula, uważaj tylko, żeby Ślubny się nie przyzwyczaił i żeby nie wyszło tak, że od teraz tylko Ty Szymka pielęgnujesz. Daj czas temu swojemu mężczyźnie, niech się też oswoi z nową rolą. Myślę, że musi się nauczyć po swojemu Szymka. Bo chyba nie robi tego złośliwie, nie? Powinien w końcu skumać, że jeśli noworodek płacze to trzeba reagować natychmiast.
    Ja bym mu dała szansę i się nie wtrącała jeszcze parę dni.
    Mój Michał też miał po powrocie do pracy takie wahania, że nagle nie wiedział co z Zosią robić i o wszystko mnie pytał. Ale postanowiłam, że musi sam sobie radzić, bo to jego córka jest, a ja nie zawsze będę obok, a radzić sobie będzie musiał. Przeszło mu szybko i teraz bez problemu ogarnia sytuację, jest pewny siebie. Właśnie tej pewności muszą się ojcowie nauczyć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zimny chów, przeraża mnie to określenie. To chyba tylko Królowa Śniegu by tak potrafiła, bo nie wyobrażam sobie zostawić płaczącego maleństwa samemu sobie. Przecież jest bezbronne i szuka wsparcia i bezpieczeństwa w ramionach rodzica.

    OdpowiedzUsuń
  6. uch oddychaj! wspaniała z Ciebie Mama!

    OdpowiedzUsuń
  7. Musze Ci powiedziec, ze to jest norma na poczatku. Maluszek je i robi kupe, a jak zmienisz mu pieluszke to zrobi ja znowu, albo tak ja osiusia, ze i tak trzeba nowa wymienic. Wytlumacz mezowi, ze ta skorka jest tak delikatna, ze moment powstanie bolesne odparzenie, jeszcze przy takich temperaturach.

    OdpowiedzUsuń
  8. NIe bede sie madrzyc bo mnie dopiero to wszystko czeka ale daj Mezulkowi czas, niech nauczy sie w swoim tempie. A jesli Cie drazni to powiedz mu to wszystko co napisalas w tym poscie. Nie ma co dusic w sobie bo takich sytuacji bedzie wiecej i wiecej... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Argument cyckowy to pierwszy męski argument. Zawsze! Oni poprostu są tak bezradni jak dziecko płacze :) Musicie wspólnie wypracować satysfakcjonujące rozwiązanie, czyli pogadać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nasze wspolne docieranie sie zajelo nam przeszlo rok, a przez moje zmeczenie i szalejace hormony prawie sie rozwiodlam, ale uwierz, minie to wszystko i bedzie lepiej :) Dajcie sobie wszyscy czas, ale masz racje, ze uczysz meza, zeby robil wszystko przy malym, bo dzieki temu np moj maz ma swietny kontakt z dzieckiem i moge ich od poczatku zostawiac samych bez obaw :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nawet nie myśl o tym, żeby odpuścić tatusiowi!!! I nic się nie martw, mój mąż też dopiero po jakimś czasie załapał o co chodzi z płaczącym dzieckiem- już to już. Teraz nawet nie muszę mu mówić, co ma zrobić jak mała marudzi. U każdego jest inaczej, T. tylko rankami i wieczorami- raczej późnymi- jest w stanie pomóc mi przy dziecku- taka praca, jak u każdego. Ale jeśli Twój mąż może Ci pomóc- niech pomaga jak umie. W końcu się nauczy właściwej instrukcji obsługi :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie mnie oceniać, ale zaproponowałabym pogadać z Mężem i powiedzieć o swoich spostrzeżeniach. Może woli kupować drogie kremy do pupci na odparzenia, skoro szkoda mu 50gr na pieluchy? Swoją drogą może nie tak wyobrażał sobie pierwsze dni, tygodnia życia Szymka? Ale jedno jest pewne: nie wykonuj wszystkich obowiązków za niego, niech też poczuwa się do odpowiedzialności, a w razie czego to przecież możesz wytłumaczyć co i jak zrobić z Małym.
    Poradzicie sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj boję się takich sytuacji, niestety mężczyźnie to trzeba wszystko powiedzieć co i jak ma zrobić, mój czasem też stanie i sie patrzy bo trzeba mu wszystko powiedzieć, sam się nie domyśli.. Fakt dla nich to nowa sytuacja, ale dla nas też i jakoś kobiety szybko się przestawiają na nowe a facet..

    OdpowiedzUsuń
  14. Dla niego to też nowa rola, i o ile nam dużo podpowiada intuicja, oni muszą się wszystkiego nauczyć. Bądź wyrozumiałą nauczycielką.

    OdpowiedzUsuń
  15. W razie gdyby wszystkie powyższe metody, proponowane przez dziewczyny, zawiodły:

    PATELNIĄ GO!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobitko, nie wiesz co mówisz... mam naprawdę ciężką patelnię. Jeszcze bym zabiła ;]

      Usuń
  16. Dziewczyny, dzięki za ciepłe słowa i miłe rady. Zrobiło mi się trochę lżej, i cieplej na sercu... Trening cierpliwości by się przydał. Ale nie będę się poddawać;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Zapraszam do grona obserwatorów i zachęcam do ponownych odwiedzin.

Twój komentarz pojawi się po zatwierdzeniu.
Anonimom dziękujemy.