Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Home, sweet home +1

No i już.
Od soboty jesteśmy w domu. Co prawda jestem trochę jeszcze przemęczona i obolała, ale najważniejsze że w domku. Szymcio Gnomek urodził się jedenastego czerwca o godzinie 9:20. Ważył 3060 gram i mierzył 50 cm. Mimo, że nie potrafiłam wyobrazić sobie tego co będzie się działo po ciąży, zadziwiająco szybko wpadłam w rolę opiekunki małego Gnomka. Celowo używam określenia “opiekunka”, gdyż nie spotkała mnie “miłość od pierwszego wejrzenia” ani nie spadł na mnie “grom z jasnego nieba”. Po operacji byłam rozbita psychicznie i cała obolała. Wstałam z łóżka dopiero w środę rano a i tak byłam w stanie zrobić tylko trzy – cztery kroki, które kosztowały mnie wszystkie siły. A przecież trzeba było rozpocząć pracę nad laktacją, robić wyprawy do kibelka. Środa i czwartek były straszne. W zasadzie każdy wieczór, kiedy arek musiał iść do domu a ja musiałam zostać sama w szpitalu doprowadzał mnie do łez. Naprawdę, najcięższe były wieczory.
Kiedy stałam się matką? Nie wiem. Nie potrafię tego powiedzieć. Ale któregoś dnia, czekając na zbawienny dzień w którym będę mogła opuścić szpital, doszłam do wniosku że im dłużej patrzę na Gnomka, tym bardziej nie mogę się nadziwić. Że jest mój, taki mały i słodki. I że coraz mniej to mnie przeraża. Teraz uczymy się razem funkcjonować. Tworzymy sobie nasz mały rodzinny światek, uczymy się siebie. Dodatkowo dochodzę do siebie po operacji, czuję strasznie kręgosłup – prawdopodobnie po znieczuleniu, więc ciężko mi jest dłuższą chwilę stać czy chodzić. Jeśli chodzi o sam pobyt w szpitalu, nie mogę powiedzieć złego słowa. Jednak więcej szczegółów i spostrzeżeń napiszę jutro gdy będę miała chwilkę. Dziś już jestem zmęczona, a tego posta piszę już chyba trzecią godzinę … ciągle coś mi przeszkadza. A to Arek coś chce, a to Szymon zacznie krzyczeć… i tak w kółko. Bardzo chcę też nadrobić swoje blogowe zaległości, ale nie wiem kiedy i na ile będę w stanie się zorganizować w tym tygodniu…
A na zegarze już 23… dobranoc ;]

14 komentarzy:

  1. Zobaczysz, ze juz niedlugo dojdziecie z Szymkiem do porozumienia. Ulozycie sobie pory karmienia, pory snu. Teraz jeszcze korzystaj, poki maly, wiekszosc czasu przesypia i sie relaksuj.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jednak nie ma jak w domu. Szybkiego powrotu do pełni sił i dobrego samopoczucia życzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że już jesteście w domku, teraz wszystko pomalutku na pewno się ułoży :) gratuluje jeszcze raz synalka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na pewno będziesz najlepszą "opiekunką" dla małego Gnomka;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Macie mnóstwo czasu na rozkwit silnych więzi. Fajnie, że już w domu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witamy w świecie mamusiek, od teraz kupki, cycusie, pranko i tak codziennie... hehe jest bosko zobaczysz ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z każdym dniem będziecie się lepiej nawzajem poznawać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętaj, że teraz wcale nie musi być wszystko na tip top. Nic się nie stanie jeśli przez jakiś czas nie będziesz na bieżąco w mamowej blogosferze. Raczej jak masz czas i siłę to napisz coś u siebie, bo to do tych zapisków będziesz chciała wracać jeszcze wielokrotnie. Ja żałuję, że wtedy nie pisałam. Przemyślenia z tego okresu pewnie byłyby zaskakujące. A ja chciałam mieć posprzątane, odkurzone, poprasowane... i wszyscy zasuwaliśmy jak dzicy zamiast siedzieć na tyłkach i godzinami wpatrywać się w Pierworodnego. Przez to chyba przegapiłam moment kiedy on tak urósł ;-) Pamiętaj, wyluzuj! Doświadczona Ci radzi ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dałaś mi do myślenia. Chyba Twoje słowa powieszę na lodówce. Czas leci szybko, a dzieci jeszcze szybciej się zmieniają. Na szczęście nie ganiam z odkurzaczem jak szalona ;) Ale faktycznie muszę trochę odpuścić...

      Usuń
  9. Gratulacje jeszcze raz :) I głowa do góry. Ja po porodzie 2 tyg spędziłam w szpitalu snując się po korytarzach i płacząc, aż panie pielęgniarki chciały mi "kielicha" dać na poprawę nastroju. Z każdym dniem będzie coraz lepiej. Niech malutki rośnie zdrowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście mnie to ominęło. Pewnie gdybym nie wyszła w sobotę, też zalałabym się łzami i w nich utonęła... mi się poprostu poszczęściło.

      Usuń
  10. Trzymajcie się ciepło!! :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Dajcie sobie czas - wzajemne zrozumienie przyjdzie wkrótce. I pewnego dnia stwierdzisz, że nie potrafisz żyć bez tej małej istotki ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Zapraszam do grona obserwatorów i zachęcam do ponownych odwiedzin.

Twój komentarz pojawi się po zatwierdzeniu.
Anonimom dziękujemy.