Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Podsumowanie szpitalne

Pobyt w szpitalu mogę podsumować – jak większość z Was, chyba – “hitami i kitami” szpitalnej wyprawki. Choć chyba nie nazwę tego tak dosadnie, a po prostu wymienię rzeczy, które mi się nie przydały. Siatkowe majtki poporodowe oraz żel antybakteryjny do rąk. Majtki nie sprawdziły się, gdyż bardzo uwierały mi w ranę pooperacyjną, a nawet zawinięta gumka przeszkadzała i była nie wygodna. Dlatego też odpuściłam sobie. Żel do rąk, generalnie pewnie by się przydał gdyby nie moja determinacja. Tak bardzo chciałam jak najszybciej wyjść ze szpitala, że w mojej głowie zrodził się jeden nurt: im szybciej wstanę, tym szybciej wyjdę. A więc robiłam wszystko by wyjść szybko. Efekt był taki, że pierwszego wieczora po uruchomieniu byłam cała obolała i nie do życia – najzwyczajniej przesadziłam. Podkłady poporodowe – dwa opakowania mi nie starczyły. Musiał mi mąż dokupić jeszcze jedno. Sylikonowe osłonki też się nie przydały – na szczęście. Co prawda mały pięknie ciągnął (i ciągnie) przystawiony, i cholernie bolały mnie piersi na początku, ale dałam radę to znieść. Za to w domu uratowały mi życie wkładki laktacyjne. W dzień powrotu pojawił się taki nawał pokarmu, że myślałam że piersi mi pękną. To, co działo się z moim biustem przez następne dwa dni, to coś niesamowitego. Momentami czułam się, jakbym miała dwie małe piłki lekarskie a nie piersi. A ja głupia martwiłam się, czy po CC dam radę karmić. Niech żyje Matka Natura!
W niedzielę weszłam w końcu na wagę. Zdumiałam się, gdyż po tygodniu pobytu w szpitalu zgubiłam 10 kg. Szybko ;) Ale zobaczę w przyszłą niedzielę ile będę miała po tygodniu pobytu w domu. Zdjęcie szwów też mam już za sobą. Pozbyłam się ich dziś. Wizyta u ortopedy też już załatwiona. Teraz oczekujemy wizyty położnej i pediatry. Czyli wszystko toczy się powoli, powoli … do przodu :)

13 komentarzy:

  1. O widzisz a ja gdyby nie majtki siatkowe to nie wiem jakbym funkcjonowala. Moze dlatego ze rodzilam naturalnie i faktycznie majtki nie uwieraly mi rany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ranę to do tej pory mi wszystko uwiera... chyba czuję się trochę nieszczęśliwa z tego powodu

      Usuń
  2. Ja sugerując się innymi opiniami, nie kupowałam tych siatkowych, tylko kupiłam wielorazowego użytku;) Nie wiem jak się sprawdzą. Czas pokaże.
    Co mama to inna opinia;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno warto mieć w pogotowiu, albo kogoś kto w każdej chwili podrzuci.

      Usuń
  3. Powoli, ale do przodu, to najważniejsze;) Trzymajcie się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak dużo tych podkładów ci poszło... ja mam na razie 2 opakowania. Najwyżej męża poślę po więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parę z ostatniej paczki przywiozłam do domu. Ale w domu też szybko wykorzystałam. Generalnie - bardzo przydatne mi były

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Sama się dziwię. ;] Choć jak spoglądam w lustro, to widzę sińce pod oczami i trochę wyszczuploną twarz...

      Usuń
  6. ja dopiero dwa miesiące po porodzie nasadziłam za zadek spodnie. Ale niestety do tej pory jak przełażę w nich cały dzień to czuję ranę po cc. Wszystko musi trochę potrwać zanim będzie całkiem ok :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szybkiego powrotu do pelnych sil! Super ze gubisz kilogramy a piersi mlekiem plynace:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zazdroszczę pokarmu dużych ilości :)))))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Zapraszam do grona obserwatorów i zachęcam do ponownych odwiedzin.

Twój komentarz pojawi się po zatwierdzeniu.
Anonimom dziękujemy.