Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Post szeptem pisany

Jak dziś pamiętam, jak to mój mąż wspominał różne perypetie swoich znajomych, którzy wychowywali dziecko w ciszy. Szeptanie, ściszanie, chodzenie na paluszkach – byle dziecka nie obudzić. Zaklinał się na wszystko co święte, że on nie będzie dziecka tak wychowywał, bo potem problemy różne. Z jednej strony ciężko się nie zgodzić, ale jakoś nie pałałam chęcią komentowania tematu czy zaklinania się w tej kwestii. Generalnie, jakoś strasznie nie przestrzegamy “grobowej” ciszy, gdy Szymek śpi. Życie się toczy, czasem gra radio, czasem Gratis szczeknie… taki domowy looz. Niech dziecko wie, że ktoś jest i coś się tam dzieje… Są jednak sytuacje, w których się tak nie da. Kiedy mimo woli zaczyna się chodzić na paluszkach, ściszać radio czy telewizor, zaczyna się szeptać i klepać pacierze by dziecko spało przynajmniej dwie godziny.
Więc czy warto zaklinać się w jakimś temacie?
Sama w poniedziałek o 21 chodziłam na paluszkach i z duszą na ramieniu otwierałam szafę w małym pokoju … ;] Dziś wspominam to z uśmiechem na ustach, ale wiem że jeszcze wiele takich chwil. Bo po całym dniu ciężkiej partyzanckiej walki umiłowanie ciszy i spokoju wzrasta w człowieku do rangi największych priorytetów życiowych.
Oficjalnie więc mogę wyszeptać, że chrzest bojowy zaliczyłam. Moja prywatna batalia partyzancka została rozpoczęta… ;)

Optymistycznie…

Mąż powiedział, że ostatnie wpisy były mało optymistyczne. Że jak napiszę coś wesołego, to będzie lepiej. Hmm…. No dobra.
Optymistycznie – o Gnomku (dostałam też opiernicz, że ciągle nazywam go “Gnomkiem”):
  • Szymek był dziś na szczepieniu – był dzielny
  • waży już 5 kg
  • miał dziś spokojny dzień
  • dostanie od mamy tulankę ;) (strasznie mi się podobają, myślę że Szymek też ją polubi)
  • dostanie też parę nowych – starych bodziaków ;)
A mama zrobiła sobie zakupy ciuchowe na wyprzedaży internetowej (a co!), i czyta kolejną książkę Koontz’a…
Mało optymistycznie – wczorajszy upał dał Szymonowi w kość. A jak Szymonowi to i mamie Szymonka. Oj, co to był za dzień. Szymon jedynie znajdował ukojenie w moich ramionach (zbolałych i zdrętwiałych już koło godziny czternastej). Co było bardzo dziwne, bo po dziesięciu minutach już byliśmy spoceni jak szczurki. Na szczęście jak zasnął o 21 to spał do drugiej w nocy. Tak się bidulek umęczył… Dziś na szczęście było lepiej. Trochę się obawiałam tego szczepienia, ale w zasadzie krzyczał tylko w momencie ukucia i szybko się uspokoił. Potem spał jeszcze na spacerku godzinnym i dopiero wieczorem – ponownie umęczony trochę pokrzyczał sobie. Fajny ten mój Gnomek… ;)

Notka misz–masz

Kupiliśmy wczoraj Delicol. Pani w aptece też poleciła (nie, nie, to nie TA pani, w tej aptece). Trochę się zdumiałam, że podaje się do każdego posiłku. W nocy okazałam się mało wytrwała (zasypiamy przy karmieniu) i nie podawałam… rano był wrzask. Zastanawiam się, czy to faktycznie tak szybko działa? Wczoraj jak zaczęłam podawać, to odniosłam wrażenie że Gnomek jest spokojniejszy. Nie wiem, zobaczymy dziś…
Dzięki dziewczyny za porady i wsparcie. Czytając Wasze wypowiedzi naładowałam baterie i trochę się uspokoiłam. Choć nie jest łatwo zachować spokój gdy dziecko płacze, a my nie wiemy jak mu pomóc…  Całe szczęście noce są w miarę spokojne. Mały je i śpi. A jak śpi to rośnie. I tu już kolejne wyzwanie – muszę mu dokupić z dwie pary pajcyków w rozmiarze 68 – 62 bo mam deficyt. W ogóle odkryłam deficyt piżamkowy u małego. Rośnie ten nasz Gnomek jak na drożdżach. We wtorek idziemy na szczepienie, więc może w końcu dowiem się ile ten nasz szkrab warzy i mierzy ;)

Gorzki smak lukru

Lukier jest wszędzie. Atakuje nas w reklamach mleka modyfikowanego, gotowych dań dla niemowlaków, soczków, pieluch, mokrych chusteczek... nawet leków na kolki ( a co tu słodzić, kiedy dziecko cierpi?). Otaczająca sielanka wspaniałego macierzyństwa, lekkiego, łatwego i przyjemnego. Radio, telewizja, książki, internet... Nawet w szkołach rodzenia nie mówi się szczegółowo o "ciemnych stronach" pierwszych miesięcy macierzyństwa. Bo przecież jest tak pięknie... że aż chce się rzygać. Sprzedawane nam nagminnie, i ciągle, niezmiennie przez nas kupowane. Bo co z tego, że jest świadomość że nie zawsze jest kolorowo? Człowiek nie chce przyjmować do wiadomości że może być też źle, bardzo ciężko... A jak jest, to często nie mówi o tym. Bo co ludzie pomyślą, bo jestem złą matką, bo sobie nie radzę... A ludzie potrafią być okropni. Nawet jeśli ich zdanie nie wiele nas interesuje, to potrafi naruszyć zbroję zbudowaną z racjonalnej myśli. 

Dlaczego piszę o "ciemnej stronie" rodzicielstwa? 

Dziś miałam drugi raz myśl, która biegała mi po głowie wyciskając równocześnie łzy z oczu, że przerzucę Gnomka na modyfikowane. Popołudniowa impreza, jaką nam urządził przebija nawet karnawał w Brazylii. Serce mnie boli, gdy widzę, jak Szymek cierpi, a nic nie pomaga na te kolki. Kiedy widzę, że jest głodny a nie może jeść i sam odpycha się od piesi. Dziś płakałam razem z nim. Psychicznie mnie to wykańcza, bo nie mieści mi się w głowie że taki mały człowieczek takie przechodzi katusze... Efektem tego jestem zmęczona psychicznie i zniechęcona do jedzenia czegokolwiek bo mam wrażenie że wszystko co zjem szkodzi Gnomkowi. Taki stan pojawił się drugi raz od momentu pojawienia się Szymka w naszym życiu, ale i tak już o dwa razy za dużo.  Stosujmy noszenie na ramieniu, noszenie "na pilota", tulenie i kołysanie, masowanie brzuszka, ciepły termofor, esputicon... nie wiem już nawet czy wymieniłam wszystko, czy coś pominęłam. Nie wiem, czy można spróbować coś jeszcze? Mam wrażenie, że próbowaliśmy już wszystkiego... 

Witaminiki

Niesamowite są czasem panie farmaceutki. Mały dostaje witaminę D i K. Ale nie razem – pani w aptece sprzedaje mi osobno opakowanie witaminy D i witaminy K. Pytam panią czy nie ma takiego zestawiania dwa w jednym. I słyszę: nie, nie, tylko na receptę. Nie chce mi się dyskutować z upartą panią. Więc biorę i wychodzę… przed chwilą byłam na stronie producenta. Jak byk: KiD-Vitum.
Brawo dla tej pani…

Za czym tęskni matka karmiąca ??

Dziś mieliśmy w końcu super kąpiel. Generalnie od początku Szymek słabo lubił się pluskać. Nie wiadomo dlaczego, choć podobno (jedna z pań na oddziale noworodków powiedziała) na początku tak może być. Ale stopniowo z dnia na dzień Szymon coraz chętniej się pluskał. Dziś nawet na ręczniku nie było takiej strasznej histerii. Skupienie, jakie malowało się na małej twarzyczce było niesamowite. Obiecałam sobie, że jutro uwiecznię go w kąpieli. Także nocki są (odpukać w niemalowane drewno) dość znośne. Średnio pobudki mamy o drugiej - trzeciej, potem czwarta - piąta i później siódma - ósma. W przypadku, gdy koło 23 - 24 nakarmię małego. W dzień bywa różnie. Aczkolwiek coraz lepiej. Brzuszek przestaje chyba aż tak dokuczać. Czyżby faktycznie odstawienie mleka i przetworów mlecznych zdziałało cuda? Z jednej strony się cieszę, a z drugiej jest mi dość ciężko. Odstawiłam swoją kochaną czekoladę, a co za tym idzie nie jem pysznych trufli i ptasiego mleczka :( nie pijam zimnego kakao, a teraz już nie mogę pić kefiru, jeść jogurtów... 
Jeśli w takim stanie wytrzymam jeszcze cztery i pół miesiąca to będzie cud. Pomijam już fakt, że od września zeszłego roku brakuje mi winka... o raju, jak tęsknię za pysznym winkiem czerwonym... Pociesza mnie tylko fakt, że zaczynam wracać do czytania. Powoli, bez szału, ale już mam przeczytanego kolejnego Koontz'a pt. "Mąż". Objaw ciążowy, polegający na czytaniu książek do połowy i ich porzucaniu chyba zaczyna mijać. Także za czytaniem matka karmiąca nie będzie tęsknić. Za czekoladą i alkoholem - a i owszem...

Ps. Czy brzmi to jak wyznanie "małego alkoholika" ?? ;) 

Krótko ale konkretnie

Pożyczone z facebookowego profilu MotherPower ;)
1351_513685965370281_113344916_n
Już teraz czasem czuję się jak Mambie. Ale i tak jest pięknie…

Po nocy przychodzi dzień…

Pogoda dziś dopisała. Słonko i prawie 30 stopni! Po ciężkiej nocy, jaką zgotował nam mały Gnomek, dziś intensywnie spacerowaliśmy. Wczorajszy dzień w ogóle był szalony. Szymka męczył po południu brzuszek, aż do wieczora – z małymi przerwami. Około 21 udało mi się go utulić do snu. Niestety o 24.30 zaczęło się wszystko na nowo i tak z minimalnymi przerwami do czwartej. Nie wiem, czy już pod koniec tej “imprezy” bardziej mi było szkoda Szymka czy siebie. W każdym bądź razie uratował nas masaż brzuszka i pingwinofor (termofor w pokrowcu pingwina;) ). W życiu tyle się nie namasowałam i w życiu nie myślałam że ucieszę się z każdego “pierdka” i wielkiej kupy. Oj, żeby ta noc była znośna…
A tak w ogóle, to w czwartek mamy szczepienie, Gnomek wyrósł już z rozmiarówki 50/56, kończymy ostatnie paczki pieluch “jedynek” i przerzucamy się na “dwójki”. Niesamowite, jak mały szybko rośnie. Mimo problemów brzuszkowych, apetyt go nie opuszcza i rozdaje coraz częściej bezzębne uśmiechy .
DSC_0137
Czasem nie mogę się nadziwić, że przyczyniliśmy się do zaistnienia takiej słodkiej istotki. Czasem ogarnia mnie jeszcze zdziwienie, że to moje dziecko a my już jesteśmy rodzicami…

Falstart i zasady Gnomka

Pierwsze motanie ogłaszam falstartem. Już piszę, dlaczego. Gnomek został nakarmiony, przewinięty, i wciągnięty w konwersację. Uśmiechał się od czasu do czasu, robił minki. Generalnie wyglądał na spełnionego. Wyglądał. Ale szybko mu się znudziło. Kiedy tylko wstałam, by przygotować się do wiązania “kieszonki”, rozpoczął się krzyk. Szymek szybko znalazł się w moich rękach i zamilkł, ale kiedy znalazł się w chuście postanowił kontynuować krzyki. Jestem w 95% pewna, że nie był to brzuszek, bo zazwyczaj podkurcza nóżki, i krzyczy bardziej histerycznie. Szczerze mówiąc, nie wiem czy nie podobała mu się koncepcja chusty, czy po prostu krzyczał dla zasady. Bo zaczynam odnosić wrażenie, że czasem tak sobie właśnie krzyczy. Czemu? Schemat wygląda tak: Szymek się budzi po 2,5 – 3 godzinach i dostaje jeść. Potem chwila wytchnienia (i prężenia się) i zmiana pieluchy. Następnie leżakowanie, rozmowy o życiu, zabawy… albo właśnie krzyk. Ostatnio faktycznie brzuszkowe sprawy dominowały nasz dzień lub wieczór, ale dziś zauważyłam  że krzykom nie towarzyszyło prężenie się, bączki i podkurczanie nóżek. Uspokoiło go dopiero kołysanie na rękach i smoczek. I tak dwa razy. Coś mi się zdaje, że Szymek zaczyna pokazywać swój charakterek…

Miał być post–a nie będzie

Wczoraj dostałam naszą chustę. Bardzo zdziwiłam się jej rozmiarami. Co innego przeczytać o jej długości, a co innego zobaczyć. Materiał sprawia wrażenie bardzo solidnego,  Od razu wrzuciłam ją do pralki na pierwsze pranie, dziś już wyschła i zrobiłam pierwsze wiązanie na miśku Szymka ;) Nawet poszło mi tak sprawnie, ale to w końcu tylko miś. Spróbuje jutro z Szymonem. Ciekawe jak się uda i czy Gnomek będzie miał ochotę…
No i na tym koniec. Miał być post o chuście, emocjach związanych z motaniem, o zmianie fryzury, i lepszym samopoczuciu… miał być. Zamiast tego od półtorej godziny uspokajam Szymka, noszę, masuję brzuszek, gładzę po policzku i przykładam termofor… Więc nie będzie postu o chuście. W ogóle nie będzie …

Dziś …

… spokojna noc
… niespokojny dzień
… wizyta u pediatry
… kolosalne zmęczenie
… równie kolosalny ból głowy.
Jednym słowem tak samo kiepski dzień jak poprzedni. Nawet obiad zjedzony został po 17. Obiad? Ha – ha – ha … obiado – kolacja raczej powiem. Cóż, takie uroki. Nie może być ciągle kolorowo i pięknie. Lukrowe rodzicielstwo tylko w telewizji.
Wczoraj pierwszy raz kąpałam Gnomka sama. Wcześniej robiliśmy to wspólnie. Poszło nam nawet dobrze. Mały standardowo zaczął krzyczeć pod koniec. Choć muszę przyznać, że jego próg cierpliwości jest bardzo niski. Chyba ma to po mamie, która zazwyczaj jest choleryczką i raptusem  - najpierw “fanga w nos” potem pytania lub refleksja. Ale, co do kąpieli: Zastanawiam się, czego używacie do kąpieli swoich maluchów? Skończyłam właśnie Oilatum, ale jakoś mi nie podeszło. Teraz mam Oillan. Ale ciągle szukam. Obydwa specyfiki do kąpieli dostałam w prezencie, więc nie będę wybrzydzać. Chodzi mi po głowie marka “Skarby Matki” o której poczytałam tu. W sumie dopiero ten post mnie zainteresował – co jest dziwne, bo mam oliwkę tej firmy. Kupioną zupełnie przez przypadek. Bo nic innego nie było na półce sklepowej, a byłam w potrzebie. Odzywa się we mnie “lokalna patriotka” – jeśli tak mogę to nazwać. Lubię próbować polskich produktów. Bo niby dlaczego mają być gorsze? A Wy? stawiacie na polskie produkty dla Waszych maluchów? Dobre_bo_polskie

Ciężki dzień

Dzisiejszy dzień zaczął się pięknie, gdy odebrałam maila z informacją że wygrałam zestaw herbat :) Niestety już zdążyłam o nim zapomnieć, bo Szymek mimo ładnie przespanej nocy ma ciężki dzień. Na spacerze wiercił się i raczej spał “na czujce” a po przyjściu do domu nic nie było go w stanie uspokoić. Trochę pojadł, zmieniliśmy mu pieluchę… i ciągle krzyczał. Zasnął dopiero u mnie na rękach. Pospał godzinkę – półtorej godziny i historia się powtórzyła. W drugiej turze brzuszkowej zawalczyliśmy ponowie termoforem. Jak to jest, że człowiek w krytycznych sytuacjach zapomina swojego mózgu i rzeczy najbardziej prostych i oczywistych? Biedne to moje dziecko dziś. Na szczęście termofor ponownie zadziałał, więc coś mi się wydaje że będzie to nasza tajna broń na najbliższy czas. Mam nadzieję, że już niedługo zażegnamy problemy brzuszkowe… po cichu liczę też, że cuda zdziała zamówiona przeze mnie chusta…


MAM butelkę.

Dziś króciutko o butelce MAM Anti – Colic 260 ml, którą również, jak smoczek (pisałam o nim TU),  dostałam do przetestowania od firmy MAM. Producent wyprodukował butelkę z odkręcanym dnem, co ma gwarantować łatwość umycia, a w dnie butelki jest “zawór” jak zostało to nazwane przez producenta.  Cały “zawór” który ma działać antykolkowo, wygląda tak, że w dnie butelki jest uszczelka oraz małe otwory, które mają odprowadzać powietrze z butelki i niwelować kolki. Ciekawością jest funkcja samosterylizacji (jeśli posiadamy mikrofalówkę). Jak widać na zdjęciach zamieszczonych na stronie producenta, butelka jest ładna, dostępna w kilku wariantach kolorystycznych.
Jak się sprawdziła u nas? Anti Colic 260ml_Nature Africa_Ivory-500x500
Cóż, faktycznie możliwość odkręcenia dna ułatwia mycie i wyparzanie butli. Osłonka smoczka ma praktyczną miarkę (sprawdza się szczególnie teraz, gdy rozcieńczam Szymonkowi herbatkę rumiankową), smoczek ma łagodny przepływ. Początkowo Szymkowi sprawiał problem smoczek, jednak teraz pije z niego bez problemu, nie dławiąc się ani nie krztusząc. Ciężko mi określić, czy proponowany system antykolkowy się  sprawdza. Otworki w dnie faktycznie odprowadzają powietrze,  i to nawet skutecznie bo Szymek nie domaga się noszenia po wypiciu herbatki i jest spokojny. Jednak czy działa to antykolkowo? Tego nie jestem w stanie określić, jeśli chodzi o moje dziecko. Tyle o plusach. Dla niektórych minusem mogłaby być miarka na butelce zaczynająca się dopiero od 60 ml. Jednak wspomniana wcześniej miarka na osłonce smoczka niweluje ten feler. Mimo że odkręcane dno, z otworkami nie przecieka (uszczelka jest bardzo skuteczna), często zdarza się że po podgrzewaniu płynu w podgrzewaczu w różnych zakamarkach zbiera się woda – przynajmniej takie mam wrażenie, bo po wytarciu butli zdarza się że jeszcze z dołu kapie woda. Ogólnie rzecz biorąc, jestem zadowolona z tej butelki, i jak na razie Gnomek też. U nas się sprawdziła. Zainteresowanych zapraszam na zakupy z rabatem (wystarczy polubić na facebook.com)  ;)
zostan-fanem-MAM-20-procent-znizki

Przegląd herbatek

Ostatnio słyszałam o herbatce na trawienie, podawanej dzieciom powyżej jednego miesiąca. Jako że Szymon ma różne przygody z brzuszkiem – dziś  nad ranem urządził nam dwugodzinną awanturę brzuszkową, na którą podziałał dopiero termoforek – postanowiłam zbadać temat herbatek. Na rynku dość popularne są herbatki granulowane, które producent (zależnie od rodzaju herbatki) zaleca podawać dziecku po pierwszym miesiącu życia, trzecim/czwartym bądź szóstym. Pierwszą styczność z tego rodzaju herbatką miałam, gdy chciałam podać Gnomkowi koperkową przy bólach brzuszka. Oczywiście, nie przyszło mi na myśl by sparzyć zwykły koper i rozcieńczyć go wodą. Kupiłam HIPP Koperkowy od 1 dnia życia.  Herbatka koperkowa okazała się herbatką glukozową z dodatkiem koperku (ledwie trochę ponad 3%). Słuchając o działaniu Herbatki na trawienie postanowiłam zobaczyć co jest dostępne na rynku. Jak każda matka, chcę ulżyć i pomóc mojemu dziecku. Oprócz herbatek marki HIPP, dostępne są też herbatki BoboVita. Niestety, również nie powalają składem. Ba, jak dla mnie wyglądają jeszcze bardziej podejrzanie, bo mają więcej składników niż HIPP (ten składa się przeważnie tylko z glukozy plus zioło – np. rumianek, czy koper), gdyż np. herbatka rumiankowa zawiera: “dekstroze (co to w ogóle jest??), rumianek ekstrakt – olej 1,3%, maltodekstryna, witamina C – regulator kwaśności”. Po co w herbatce rumiankowej tyle różnych różności? Ostatnią herbatką, jaką znalazłam była Herbatka na brzuszek HUMANA. Producent poleca od pierwszych tygodni życia,  co ciekawe w składzie nie ma glukozy a laktoza – a jak wiadomo jest to naturalny cukier mleczny. Jednak szkoda, że skład wygląda tak: “laktoza, maltodekstryna, ziołowe wyciągi z kopru włoskiego, anyżku, rumianku, kminku, olejek z kopru włoskiego”.  Cóż, chyba lesza laktoza niż glukoza, no nie? Mimo, że producent nie podaje ile w tej herbatce jest procentowo ziół, to i tak widać, że najwięcej tam cukru (najwyżej wymieniane składniki – to największe ich ilości w produkcie). Także wydaje mi się, że ranking powinien wyglądać tak:
  1. Humana
  2. HIPP
  3. BoboVita
Jednak, jeśli mam podać herbatkę rumiankową czy koperkową, zdecydowanie wolę dać zaparzone normlane zioła, rozcieńczone wodą w proporcji 1:2. Aczkolwiek muszę przyznać, że rozważam podanie małemu herbatki Humana na brzuszek – mimo że granulaty z toną cukru mnie nie zachwycają…

Klamka zapadła.

W końcu się zdecydowałam i już zamówiłam. I w przyszłym tygodniu dostanę przesyłkę ze sklepu LennyLamb.com. Będziemy się chustować. Mam trochę obaw, bo inwestycja dla nas jak na tą chwilę dość duża, jednak dostrzegam w tym spore ułatwienie dla siebie, i dużo przyjemności dla Gnomka. W przyszłym tygodniu rozpocznę naukę wiązania. Wrażeniami na pewno się podzielę.
Czy myślicie, że to dobra inwestycja?

Upragniony dźwięk

Jak pisałam wcześniej – Szymkowi ciężko przychodzi odbijanie. Zdarzało się nam parę razy go nosić na ramieniu nawet do 40 minut, żeby wydał z siebie upragniony przez mamę dźwięk. Ósma rano, Gnomek najedzony, przewinięty… I zaczynam go nosić. Mija 10 minut – nic. Mija kolejne 10 minut – dalej nic. Szymka przejmuje ojciec. Mija 5 minut – ojciec zrezygnowany odkłada dziecko do leżaczka. Szymek po 3 minutach zaczyna marudzić, wystawiać języczek i pchać rączki do buzi. Przychodzi ciocia Agata, bierze Gnomka na ramię. Mija 7 minut, nagle słychać upragniony “bek”. Po pełnej zachwytu ciszy, jaka zapadła w domu, daje się słyszeć równie pełne zachwytu westchnienie zgromadzonych: “Ooooooo…!” :)
A teraz powiedzcie mi, drogie Panie (i Panowie – jeśli tu zaglądacie) czy to już ten etap “ześwirowania” dziecięcego? ;)

Na szybko naskrobane

W tym tygodniu jakoś tak mało piszę, ale naprawdę nie wiem czemu ciągle mi brak czasu. Chyba czas zwolnić tępo i przestać przejmować się codziennością. Bo wykończę siebie, wykończę dziecko. Pytanie tylko czy da się tak całkowicie odciąć od codzienności? Dodatkowo męczy mnie już wiszenie na cycu, a za nic nie chce przejść na butelkę. Ponad to odciąganie pokarmu okazuje się dla mnie psychiczną katorgą. Błędne koło? Aha, na bączki kupiłam w aptece Esputicon i muszę powiedzieć że Gnomek jest spokojniejszy. Nie męczą go już tak bączki i kupy. Tyle dobrego. Jutro wizyta u ortopedy. Może wtedy napiszę coś więcej. Tym czasem... miłego dnia moi drodzy :)

Kryzys przez duże “L” i kupkowy dylemat…

Dni zaczynają mi uciekać. Nagle okazuje się, że nie ma na nic czasu, poza przewijaniem, karmieniem, kąpaniem, tulaniem… Masakra. Do tego okazało się tak jak myślałam – wysypka znika, została już resztka na ślicznej buzi Szymcia. Była efektem “owoców leśnych”. Na szczęście chyba na razie mogę wykluczyć uczulenie na nabiał itp. itd. Dziękuję dziewczyny za tak szeroki odzew i wskazówki. Wiele z nich jest naprawdę cennych i przydatnych.
Teraz trochę bardziej się pilnuję z jedzeniem, i jeszcze bardziej wystrzegam “nowości”. Choć tak jak pisałam w poście wcześniejszym, Kryzys lodówkowy mnie nie opuszcza i naprawdę chyba wpadam w paranoje. Zastanawiam się co jeść, a czego nie. Wystrzegam się warzyw wzdymających, czekolady, truskawek (poza jedną wspomnianą wpadką). Brakuje mi tylko wytrwałości by zupełnie odstawić słodycze… Ponad to, dopadł mnie inny kryzys, o którym nawet nie wiedziałam że istnieje. Miałam dwudniowy kryzys laktacyjny. W szkole rodzenia mówiło się dużo o karmieniu piersią, ale nikt nie powiedział że po około 3 tygodniach lub 6 karmienia piersią może się coś takiego zdarzyć (czasem nawet około 3 miesiąca!). A ja jestem przykładem na to, że może. Charakteryzuje się tym, że piersi są miękkie, mleko nie wycieka a dziecko wydaje się niespokojne i ciągle głodne. Pojawienie się takiego kryzysu może być związane ze stresem, zmęczeniem, zmianami hormonalnymi w organizmie mamy, oraz z tzw. skokami rozwojowymi dziecka. Tłumaczy się to potrzebą dostosowania pokarmu do rosnącego i zmieniającego się maleństwa. W takim momencie ilość pokarmu faktycznie może być mniejsza niż by chciał malec, jednak nie należy tego wiązać ze stałym spadkiem laktacji. Jak zaradzić ? U nas pomogły ogromne ilości pitej wody, częste przystawianie oraz herbatka z kopru włoskiego dwa razy dziennie. I spokój. Kiedy przeczytałam, że jest to normalne a o dalsze karmienie piersią trzeba zawalczyć – zawalczyłam i wygrałam kolejny okres karmienia mojego synka.
Strasznie mnie ostatnio męczy nawał “nowości” związanych z pojawieniem się noworodka w domu. Zawsze byłam osobą, która lubi statyczny tryb życia, bez nadmiaru nowości i urozmaiceń. A tu od dnia pojawienia się Gnomka w domu co krok to nowinka. I ciągle to zamartwianie się, czy aby na pewno wszystko jest w porządku. Obserwuję Szymka bacznie,  staram się często w trakcie karmienia odbijać na ramieniu, według Waszych rad masować brzuszek, i mam wrażenie że bączki bywają mniej męczące. Aczkolwiek chyba Gnomek i tak połyka dużo powietrza, bo potrafi kupkę wypuścić pod takim ciśnieniem, że pampers ledwo wytrzymuje. W sumie, to od początku zawartość pieluszki Szymka wzbudza moją niepewność. W zasadzie kupa jest taka sama od wyjścia ze szpitala – żółta, ziarnista, ale dziś pojawiła się spieniona. I oczywiście od razu pojawił się niepokój. Czy wszystko ok? Czy już gnać do lekarza?… Dziecko w domu to nie tylko mega odpowiedzialność. To sterta nowości do przetrawienia. Ich ilość jest tak wielka, że praca małych jelitek przystosowująca się do prawidłowego funkcjonowania niemowlaka to pikuś…

Kryzys lodówkowy

Przyczyną ropienia oczka jest zatkany kanalik łzowy między noskiem a oczkiem. Szymek bardzo dzielnie zniósł badanie okulistki, w zasadzie przespał całą wizytę. Pani Okulistka okazała się bardzo miłą osobą (pomijając fakt, że 100 zł z każdego zrobi milutkiego baranka) i wyczerpująco opowiedziała nam  jak dbać i co robić przy oczku. Szymon ma mieć masowany nosek, przemywane oczko Amidropem i zakraplane antybiotykiem do soboty. Wszystkie te zabiegi znosi cierpliwie, jakby wiedział że to dla jego dobra i zdrowia.
Wczoraj Gnomek skończył już 3 tygodnie. I wygląda zupełnie inaczej niż 2,5 tygodnia temu. Zrobił mu się drugi podbródek i piękne pyzo – policzki ;) Nawet moje oczy widzą zmianę w wyglądzie dziecka. No i chyba zafundowałam Szymkowi jakąś wysypkę. Siedzę i myślę intensywnie co zjadłam innego niż zazwyczaj… i tak myślę i myślę. W ogóle kończą mi się pomysły na jedzenie. Mam kryzys lodówkowy. W około tyle pyszności a ja tak naprawdę nie wiem już co jeść, skoro nie mogę najlepszych rzeczy… jak ognia unikam truskawek, czekolady, fasolki, pomidorów… bo w kółko męczą Gnomka bączki. Podaliśmy wczoraj herbatkę z kopru – wypił 10 ml i cały dzień nie było kupy, tylko mokre bączki. Za to dziś na nowo mamy bolący brzuszek i mega kupy. Zastanawiam się, czy spróbować jutro  z rumiankiem?