Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Statystycznie rzecz biorąc

Ostatnio coraz więcej chodzę po lumpeksach, i szukam dla Szymka ubranek. Normalnym jest, że najwięksi zapaleńcy lumpeksowych zakupów wstają bladym świtem w dniu dostawy i z samego rana ruszają na łowy. Ponieważ ja się do takich nie zaliczam, więc godzę się z faktem że przeważnie ubranka (nie tylko dziecięce) są już przebrane. Ale mam jedno spostrzeżenie. Przebrane czy nie, kiedy już odwiedzam te sklepy natrafiam na ogromne ilości garderoby dziewczęcej a nie chłopięcej. I teraz pytanie: czy chłopięce ubranka rozchodzą się w tempie zastraszającym czy może na dziewczęce jest większe zapotrzebowanie i więcej się sprowadza?

Niespodzianka


Cały dzień spędziłam w przekonaniu że dziś jest środa… ależ miałam niespodziankę, gdy usiadłam wieczorem do komputera.

Z wizytą

Wczoraj razem z Szymkiem spędziliśmy dzień w Malborku u rodziców. Bardzo normalny dzień. Szymon zaprezentował się nam wszystkim – szczególnie dziadkom – od tej dobrej strony. Uśmiechał się, jadł i spał. Był na długim spacerze, który postanowiłam wykorzystać na mini zakupy. Kupiliśmy szatkę i gromnicę do chrztu. Uroczystość planujemy na piętnastego września. Fajnie się odpoczywa u mamy.

Jestem rodzicem.

Jestem rodzicem młodym. Niedoświadczonym. Czasem zmęczonym, czasem wyspanym. Czasem niepewnym, często zdeterminowanym. Nie rzadko zrezygnowanym i wyczerpanym. Szukającym swojego sposobu na wychowanie i kształtowanie małego człowieczka. Rodzicem, który wzdycha, złości się. Rodzicem, szukającym swojego złotego środka.

Crazy–karuzela

U nas powoli wszystko się uspokaja. Ostatnie dwa dni były spokojniejsze. Co prawda z cycowym jedzeniem u Gnomka bywa różnie, w związku z tym w dalszym ciągu odciągam, a jak nie udaje mi się odciągnąć wystarczająco – mieszam z Bebilonem.  W nocy za to bez oporów Szymek zabiera się za pierś. Zastanawiam się, jak długo jeszcze utrzymam laktację w takiej sytuacji…

Zwroty akcji


No nie wiem... naprawdę nie wiem co o tym myśleć. I cholernie boję się zapeszać. Ale od początku. Jak Wam relacjonowałam - Szymkowi odwidziała się pierś. I tak już trzeci dzień. Do tego dwa dni krzyku. Przez dwa dni dymałam z ręcznym laktatorem co dwie godziny.

Pogrzeb wszystkich środków zaradczych

Dzisiejszy dzień to istna karuzela grozy. Wczoraj był naprawdę dobry dzień, dziś… Zaczynam się martwić. Wszystkie metody odkryte, mające uspokoić Szymka dziś zawiodły. Mały zjadł rano posiłek bez problemu. Pouśmiechał się… a potem się zaczęło… 

Zmęczenie materiału

W porannym akcie desperacji pomieszanej z rezygnacjo – rozpaczą porzuciłam w pokoju krzyczące dziecko. Usiadłam zrezygnowana w kuchni i zaczęłam jeść śniadanie. Moja rezygnacja obudziła w mężu heroiczną duszę.

Szszszszszymkowe problemy

Zdumiewające, jak to człowiek czasem ma zaćmienie mózgu, czy coś w tym stylu. I w tych momentach zapomina o rzeczach prostych, banalnych, oczywistych. Tylko, czy takie zaćmienie może trwać miesiąc? No, może, może… jestem na to żywym przykładem. O co chodzi?
Już dawno pogodziłam się z myślą, że Szymek jest brzuszkowym dzieckiem. Pogodziłam się z myślą, że to nasza mała marudka. Jednak ciągle mi to nie dawało spokoju, bo widziałam jak męczy się on, jak męczę się ja. Wkurzało mnie to nasze męczenie. Aż dotarłam do książki, której paradoksalnie nie przeczytałam. Ale zapoznałam się z jej sensem i przekazem, dzięki Klaudynie i jej linkowi (TU) – dziękuję bardzo :). I tak oglądając ten film, dumałam nad własną głupotą,  bo przecież będąc w szpitalu Szymula ciągle był zawijany w pieluchę. Ciaśniutko. Pamiętam też swoje zdumienie, jak pięknie to robiono, że żaden kosmyk się nie wywijał  i żadna rączka nie wydostała. Jak to człowiek potrzebuje czasu, żeby zrozumieć pewne rzeczy i do pewnych dorosnąć … Więc zawijamy. I działa, mały zasypia szybko. Jak nie zasypia to kołyszemy i dajemy smoka. Wtedy zasypia. Zawinęłam go wczoraj i zdumiałam się jak szybko Gnomek zasnął. W zasadzie tylko go odłożyłam do łóżeczka. Dziś po kąpieli zawinęłam go ponownie, i leży sobie w łóżeczku cichutko. Tylko obserwuje jak opadają mu powieki. Coś cudownego.





Ps. Szszszszszszumienie też się sprawdza :)

Jakie niemowlę w okolicy ?


Jak wspominałam w poście z lutego, od pierwszych dni ciąży stosowałam Ziaje na rozstępy i Perfectę. Niestety, żaden z tych kosmetyków nie ustrzegł mnie całkowicie przed tym niechcianym śladem ciążowym. Co prawda brzuch został oszczędzony... piersi już nie. Nie zależnie od tego czy w tych rejonach używałam Ziaji czy Perfecty... Trudno. Pogodziłam się z tym faktem, widocznie było mi pisane. I tak jestem szczęśliwa, że udało mi się oszczędzić brzucho. 

Ostatni post poświęciłam książce wyd. Mamani "Księga Rodzicielstwa Bliskości". Dziś zastanawiam się, czy nie nabyć innej tego samego wydawnictwa: "Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy".  Opisy brzmią zachęcająco, opinie które znalazłam też niczego sobie. A Szymek jest mega marudą, więc może tam znajdę jakiś ratunek? Co prawda ja sobie jakoś radzę sobie z jego jojczeniem, ale niestety Arek ma gorzej. Kiedy zostawiam chłopaków samych, czego chyba Szymon nie trawi zbytnio. I trochę mi szkoda męża.  Choć z drugiej strony, już dziś wiem że Arek jej nie przeczyta. Ale może mi się przyda? Czytałyście? Jakie są wasze opinie na ten temat?  

Księga RB

Jeszcze będąc w ciąży zakupiłam książkę, która miała mi pomóc w trudnych początkach rodzicielstwa. “Księga Rodzicielstwa Bliskości. Przewodnik po opiece i pielęgnacji dziecka od chwili narodzin” autorstwa Williama i Marthy Sears. Istniały trzy powody, które sprawiły że pojawiła się ona w moich rękach:
  1. nigdy nie umiałam nawiązać kontaktu z dzieckiem
  2. nigdy wcześniej nie byłam rodzicem
  3. sprzeczne informacje dotyczące wychowania napływające z każdej strony (media, znajomi, rodzina)
Pierwszy punkt – nic dodać, nic ująć. Poprostu nie potrafię i koniec. Fakt ten nie przeszkadzał mi do tej pory, jednak wraz z rosnącym brzuchem pojawiała się obawa, że tak samo będzie z moim dzieckiem. “I co ja wtedy pocznę??”. Punkt drugi – co tu dużo pisać… chyba oczywiste ;) No i punkt trzeci. Do tej pory słucham “dobrych rad” nawet od40_norm osób które nie miały nigdy swojego dziecka, ale za to znają mnóstwo opowiastek od znajomych i chętnie się nimi dzielą. (Swoją drogą – takie osoby nigdy nie przestaną mnie zadziwiać, mimo że nie czuję się ekspertem w dziedzinie rodzicielstwa).
Z marszu się przyznam, że książkę przeczytałam do połowy, a po porodzie już wyrywkowo – to co mnie zainteresowało. Początki z tą książką były bardzo dla mnie trudne. Odnosiłam wrażenie, że zawiera ona oklepane mamałygi o miłości, bliskości, jak to w każdym drzemie prawdziwy rodzic… itp. itd. Generalne wrażenie: “jesteś super dobrym rodzicem, bo kupiłeś tą książkę. Będziesz jeszcze lepszym rodzicem jak ją przeczytasz”. Książka sprawiająca wrażenie, że wstępuje się do czytelniczego kółka wzajemnej adoracji…
Jakże zmienił się mój punkt widzenia, gdy na świecie pojawił się Szymek. Co prawda nie jest to dla mnie biblia wychowawcza, jednak warto zajrzeć do tej książki gdy czujemy się niepewnie w czekającej nas roli i obawiamy się, że ciężko będzie nam nawiązać tą nić bliskości. W książce znajduje się ciekawy rozdział o karmieniu piersią oraz o noszeniu dzieci, o płaczu i o spaniu przy dziecku, o trenerach dzieci, równowadze i wyznaczaniu granic w wychowaniu malucha.  Oczywiście wszystko w kontekście rodzicielstwa bliskości. W książce tej pierwszy raz spotkałam się też z pojęciem “trenerów dzieci”. Są to ludzie udzielający rad typu: “nie noś go ciągle bo rozpuścisz”, “pozwalasz spać mu z wami?!” … itp. itd.  Jak się później okazało, takich amatorów mam wokół siebie bardzo dużo. Zaglądam czasem do tej około dwustu stronnicowej “Księgi” by poczytać, upewnić się że dobrze robię. Nie jest to dla mnie wyrocznia – jak wspomniałam wcześniej – i nie ze wszystkim się zgadzam, jednak  sprawdza się, gdy potrzebuję poparcia dla swoich poczynań wychowawczych. Choćby dlatego, że z racji swoich problemów brzuszkowych Szymon sporo czasu spędza na moich rękach (jak narazie tylko one miały sprawczą moc uciszenia malca)  i mam obawy co do tego czy się nie przyzwyczai… W książce znalazłam sporo zalet wynikających z noszenia na rękach, chustowania i innych czynności które mają zacieśniać więź między rodzicami a dzieckiem. Nie wiem, czy nie obróci się to przeciwko mnie, ale wiem że są ludzie którzy popierają moje działania.
podpis BLOG

Magia chustowania

Dziś mieliśmy fajny dzień. Szymon od rana rozdawał uśmiechy, był towarzyski i wszędzie chciał ze mną chodzić. Więc postanowiłam jeszcze raz wypróbować chustę. Oczywiście nie obyło się bez krzyków i buntu. Jednak bunt stopniowo był coraz mniej gorliwy i coraz częściej przeplatany zaciekawionymi spojrzeniami. Aż w końcu Szymek zasnął przywiązany do mnie. Przygotował ze mną krem do ciasta, oraz zjadł obiad. Nawet kimnął się ze mną na fotelu ;) A to wszystko śpiąc cały czas :) Chyba mu się podobało. Bo w sumie zachustowaliśmy się przed godziną czternastą a rozchustowaliśmy się dwadzieścia po szesnastej.  Przeszło mi przez myśl, że trochę za długo. Więc postanowiłam nas uwolnić, skończyło się na wielkim krzyku, gdyż Gnomek jeszcze spał. Jak się okazało spał bardzo twardo, a ja wyplątując go z chusty bezczelnie go obudziłam. Byłam zaskoczona, gdyż nie pamiętam żeby w ciągu dnia jednorazowo spał dłużej niż dwie godziny… a tu proszę! Okazuje się, że chustowe czary działają na Szymona ;)

20130811_140811

20130811_140816

Szkoda tylko że wieczór już należał do marudnych. No ale nie można mieć wszystkiego. Jutro znowu wypróbujemy chustę. Ciekawe, czy znowu zaczaruje Szymona…

Refleksyjnie

Jutro niedziela. Czy tylko ja mam wrażenie że jutro poniedziałek? A to głównie z kilku powodów. Pierwszy z nich to wczorajsi goście. Goście, którzy są jak rodzina bliscy, a dobrze się z nimi wychodzi nie tylko na zdjęciach ;). Bardzo miły wieczór (i pół nocy) spędziliśmy. Tego tak naprawdę brakowało mi. Usiąść, pogadać, pośmiać się. Eh… przyznam szczerze, że jeszcze długo po Ich wyjściu nie mogłam spać. Szymek jak to w nocy – spał ładnie. Koło pierwszej w nocy obudził się jedzonko, potem trochę męczył kupę. A raczej wszyscy męczyliśmy. Zbiorowe robienie kupy… gdybym miała na ten temat się rozpisywać, powstał by post o kupie. To chyba nie było by zbytnio poczytne.
Drugą przyczyną, biegnących dni jest Szymek. Wstaję rano, najczęściej budzona przez  synka. Zanim ogarnę się razem z małym, wybija 11. Potem ruszamy po zakupy. Wracamy z zakupów około trzynastej i potem zdarza się że walczę z Szymkiem do 16. Ostatecznie niewiadomą jest czy zdążę zrobić obiad – czy nie. Potem przychodzi wieczór, i między 19 a 20 kąpiemy Gnomka. Oczywiście nie muszę wspominać, że w między czasie najczęściej: karmię, przewijam, masuję brzuszek… Kiedy tak czytam to, to mam wrażenie że mój dzień jest w totalnej rozsypce. I tak już od dwóch miesięcy. Rytm moim dniom nadaje mały chłopiec. I nawet jeśli siadam wieczorem zmęczona i zniechęcona wystarczy jedno spojrzenie na tą małą twarzyczkę, by serce rosło. Kanonada uczuć, która dopada człowieka powala najtwardszych twardzieli na kolana. Owszem, czasem tęskni się za życiem towarzyskim, częstych i łatwych wyjazdach do znajomych, na imprezę czy po prostu gdzieś… Jednak nie zamieniłabym tego co mam teraz, na powrót do “tamtego” życia. Choćby dlatego, że wiem iż tamto wróci. Może nie w takim stopniu jak było. Ale wróci i będzie pełniejsze, lepsze i ciekawsze. Bo Szymon jest z nami. I tyle rzeczy chcemy mu pokazać…


Prezent od Szymka

Te upały nas wykończą. Termometr pokazywał dziś 32 stopnie! Dorosły człowiek może zwariować, a jak sobie ma radzić niespełna dwumiesięczny malec? Dziś przy tym upale trzymałam Szymka tylko w pampersie, przykrytego pieluszką. Tym bardziej, że gdy został sam z tatą, skrzyczał się strasznie i przez to upocił niemiłosiernie. Normalnie, w takie dni w domu miałam pootwierane wszystkie okna. Teraz wystrzegam się przeciągów, bo boję się żeby Gnomka nie zawiało. Choć w sumie trudno o przeciąg, gdy powietrze stoi. Naprawdę ciężkie te lato w tym roku…
Szymek ostatnio zrobił nam miłą niespodziankę. Obudził nas na wschód słońca. Było jakoś przed czwartą, gdy zaczął marudzić. A więc został przewinięty i nakarmiony. Następnie trafił do swojego wyrka. I wtedy Arek mnie zawołał do okna… w życiu nie widziałam takiego nieba. Mieniło się barwami od żółtego po fiolet. Słonko wstawało bardzo szybko, więc i paleta barw szybko malała. Jednak sądzę, że gdyby nie Szymon, nie prędko zobaczyłabym tak piękny początek dnia. Prezent na dobry dzień od synka ;)


Z wyrazami miłości

Wchodzę rano do pokoju, i słyszę Arka:
- Powiedz tacie kogo bardziej kochasz? No, powiedz…
- Nie zadaje się takich pytań dziecku – mówię – to nie wychowawcze…
Arek nachyla ucho do Szymka i krzyczy z entuzjazmem:
- Ha-ha! Nie powiemy matce!
Na to matka ze stoickim spokojem:
- Tak, masz rację. Na pewno kocha Cię bardziej. Mówić jeszcze nie potrafi, ale może to okazać: a to ojca osra, a to osika… czasem jeszcze obrzyga :) Fakt. Ciebie kocha bardziej… :)


Wzrost aktywności

Nie wiem czy pisałam, ale w zeszły piątek była położna środowiskowa. Można by rzec: w końcu! Bardzo sympatyczna babka, pogadałyśmy sobie trochę, i w końcu wypytałam ulewanie Szymka. Strasznie mnie to nurtowało, bo na początku nie ulewał w ogóle. A od jakiegoś czasu zdarza się że ulewa codziennie, i czasem takie ilości że wydaje mi się że wszystko co zjadł zwrócił. Położna mnie uspokoiła, mówiąc że do póki przybiera na wadze nie ma się czym martwić. Wynika to pewnie z tego, że układ pokarmowy jest nie do końca wykształcony Wyjaśniło się też jego “chrumkanie” (słyszalne zazwyczaj gdy krzyczy), które świadczy o tym że jeszcze ma wiotką krtań.  Następna wizyta położnej za półtorej miesiąca.
Szymek coraz mniej śpi w dzień. Jeśli akurat nie marudzi, potrafi się śmiać na okrągło a w zapamiętanej radości wykrzyknąć coś po swojemu. Jest to sporadyczne i coraz częstsze. ;) Ostatnio też dużo nasłuchałam się, że mam dopajać Gnomka. Szczególnie moja mama mnie dręczy i męczy o to. Fakt, czasem próbuje mu podać herbatkę rumiankową albo wodę, jednak nie chętnie pije. Czasem weźmie dwa łyki – ale to rzadko. Nie wiem w sumie o co ta afera z dopajaniem. Przecież mały pije moje mleko, które ma konsystencję płynną, a nie kostek czekolady…
Mam też za sobą pierwszą w tym roku wyprawę rowerową :) Jaką miałam frajdę, wsiadając na rower na półtorej godziny! :) Wspaniała wolność ;) Postanowiłam też wrócić do kręcenia hula – hopem… Po porodzie zrzuciłam szybko to co przytyłam w ciąży, ale niestety został mi brzuszek  :( i trzeba w końcu go zgubić. Tyle że byłam dziś u lekarki i zapomniałam spytać czy mogę “kręcić”. Jednak skoro stwierdziła że jest wszystko ok, to chyba mogę już powoli wrócić do tego zajęcia? Oczywiście, na ile pozwoli mi moja blizna….

Czas i dziedziczenie

Mówią, że PO dzieciach widać, jak czas leci. Widać, widać… a jak PRZY dzieciach czas ucieka? Minuta za minutą, godzina za godziną, dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem… Właśnie usiadłam i z jednej strony chce mi się spać, a z drugiej posiedziałabym jeszcze – choć czuję zmęczenie. Takie skołowanie towarzyszy mi co wieczór. Jeszcze trochę i się do tego przyzwyczaję.
Zaczęliśmy Gnomkowi podawać krople BioGaia. Jest to probiotyk w kroplach, wpływający na pracę układu pokarmowego. Dostaje pięć kropel dziennie od wtorku. Wydaje mi się, że lepiej działają niż Delicol czy Esputicon. Co nie zmienia faktu, że Szymon to maruda. Maruda i nerwus. Wszystko co najlepsze wziął od mamusi ;] Mamusia to frustrat i choleryk, z domieszką marudy. Synek jak na razie pokazuje te cechy, a od czasu do czasu uśmiecha się pełną gębą (jak tata – śmieje się tylko z wiadomych sobie rzeczy). Jakby chciał nam powiedzieć: róbta co chceta, ja i tak będę sobie krzyczał… ;)