Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Rzecz o chrzcielnych rozważaniach

Sami niedawno stanęliśmy przed ciężką decyzją wyboru rodziców chrzestnych. Nie było u nas problemu typu: chrzcić czy nie chrzcić. Dla mnie była to sprawa oczywista i nie wyobrażałam sobie żeby nie chrzcić Szymona, mimo że nie jestem jakoś szczególnie gorliwa w praktykowaniu katolicyzmu i nie chodzę co niedzielę do kościoła.
Jednak kiedy wychodzi się z rodziny, w której praktykowało się gorliwie, gdzieś zostaje w człowieku wiara w “coś” więcej. Jednak nie w kościół, który w moim postrzeganiu jest nie do końca sprawną instytucją i narzuca wierzącym różne rzeczy. Właśnie ta wiara każe ochrzcić dziecko, by ustrzec je przed złem tego świata. Nawet, gdy rodzice są “małej wiary”. Pozostaje jednak kwestia wyboru rodziców chrzestnych. Wbrew pozorom, w dzisiejszych czasach nie jest to łatwa sprawa. Wiele osób nie żyje w katolicko “legalnych” związkach – czyli w małżeństwach. Wiele małżeństw się rozwodzi. Załatwiając formalności chrzcielne, i podając dane przyszłych rodziców chrzestnych , usłyszałam jedno tylko pytanie – warunek od księdza: “Czy rodzice chrzestni nie żyją w grzechu?” Z czystym sumieniem mogłam powiedzieć “nie”. I przyznam szczerze, że mój wybór tych szczególnych osób był głęboko przemyślany. Mając świadomość jak słabo u mnie z obowiązkami chrześcijańskimi narzuconymi mi 27 lat temu, wybrałam rodziców którym w moim mniemaniu lepiej to wychodzi.  Takich, którzy nie żyją “w grzechu”, są dobrymi ludźmi i wiem że będą dobrymi chrzestnymi. Nie rzadko jednak o wielu rodzicach chrzestnych nie można tego powiedzieć. Tym samym na starcie “życia religijnego” małego dziecka mamy falstart. Czy warto?
Ktoś mi powie: “no tak, ale chrzcząc dziecko, zobowiązujesz się wychowywać je według wybranej wiary”. Oczywiście, ale po to biorę rodziców chrzestnych by mi w tym pomogli, gdy ja zawiodę. Odwracając sytuację, rodzicu, czy zastanawiałeś się kiedyś jakie konsekwencje przyniesie dla kandydata na tą zaszczytną rolę, Twoja prośba? Jak daleko będziemy przesuwać granice w imię tradycji i swojego “widzimisię”? A co z respektem dla Siły, która tchnęła w ten nasz świat życie? 
podpis BLOG

4 komentarze:

  1. Ja miałam podobny problem z wyborem rodziców chrzestnych dla synka. Z córeczką będę miała jeszcze większy, bo zgodnie z zasadami kościoła mało kto nie żyjhe w grzechu... Serdecznie pozdrawiam i zapraszam do mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rodzice chrzestni ważna rzecz i to czy nie wrzuci się im na głowę 'problemu' też istotne. Bądź co bądź w tej chwili związujemy się na resztę życia, dbając o relacje i podtrzymanie kontaktów. Chociaż patrząc po sobie, chrzestni pojawiali się głównie w urodziny do pewnego wieku, komunia, potem dopiero ślub.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rola chrzestnych jest bardzo niedoceniana w naszym społeczeństwie. Chrzestni powinni być obecni w życiu dziecka, jednak z reguły wygląda to tak, że pojawiają się na urodziny do 18-stki, a potem dopiero na ślubie. Mi podoba się myślenie, że gdyby coś stało się rodzicom, chrzestni powinni zająć się dzieckiem... Wiem jednak, że u nas na pewno coś takiego nie miałoby miejsca...

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się, że teraz o dobrych chrzestnych nie jest łatwo, zwłaszcza że faktycznie większość "żyje w grzechu" w dzisiejszych czasach...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Zapraszam do grona obserwatorów i zachęcam do ponownych odwiedzin.

Twój komentarz pojawi się po zatwierdzeniu.
Anonimom dziękujemy.