Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Chcesz się zamienić?– cd.

Szeroki odzew do mojego poprzedniego wpisu spowodował, że poczułam się w obowiązku napisać więcej na ten temat. Nie będę ukrywała, że również Arek miał na tą decyzję wpływ. Zabolało mnie, gdy usłyszałam że umniejszam jego roli ojca. Nie zabolało, gdy usłyszałam że jest jednostronny.

Chcesz się zamienić?

Długo się zastanawiałam czy napisać ten post. Potem zastanawiałam się, jak go napisać, gdyż temat rósł we mnie od miesięcy, a dziś skumulowany wybuchnął.  Nie od dziś wiadomo, że emocje to jest dobry doradca.

Zaproszenie

Po śniadaniu, trzymając Szymka na kolanach pomyślałam o zbliżającym się święcie Wszystkich Świętych.

Żucie na czasie

Szymon wszystko wkłada do buzi. Poczynając od rączek, które lubi najbardziej, kończąc na pluszowej żyrafie z metkami. Mamy też za sobą próbę żucia palca mamy:). A co na prawdę się u nas sprawdza?

Na matki rozum

Zawsze wydawało mi się że “swój rozum mam”. Nigdy nie czułam się wyjątkowo inteligentna a także nie miałam potrzeby badania swojego IQ. Popełniam błędy, ale staram się być moralnie normlana (jeśli wiecie, co mam na myśli). Staram się żyć, w myśl zasady że wszystko co dałam z siebie kiedyś do mnie wróci. Mogłabym pisać jeszcze wiele o swoich wadach, i paru tylko zaletach. Ale nie o to mi chodzi.

Czytnikowanie kontra czytanie

Jesień to moja ulubiona pora roku na czytanie. Mam (jeszcze) dwadzieścia siedem lat, a w swoim życiu pożarłam niezliczoną ilość książek. Tak, tak… pożarłam, bo ciekawych książek nie potrafię czytać ;) Bolączką mojej ciąży był fakt, że zaczęłam wiele książek i nie potrafiłam ich dokończyć. Cóż to był za koszmar! Do tej pory większości z nich nie skończyłam. A teraz? Teraz książki to mój odmóżdżacz. Sięgam po te lekkie i niewymagające kobiece książki, że czasem aż mi wstyd.

1383147_668989093125111_1846089572_n

Z czystym sumieniem mogę je nazwać literaturą “light” i porównać do artykułów spożywczych, które są tak nazywane. Nie wnoszą nic zdrowego, a czasem nawet mają więcej chemii niż te bez “light”. Podobnie jest z tego tupu literaturą, nic nie wnosi, a czasem baaardzo odrealnia spojrzenie na świat. To jedna z moich zbrodni przeciwko książkom.

Druga?

Nie cierpię e-booków, ale korzystam z Kindla. W parku, na ławce, w pociągu, w drodze. Łatwiej, przyjemniej. Taniej. To ostatnie do mnie przemawia szczególnie, gdy dopadł nas kryzys finansowy i wydanie 40 złotych jest oczywistym wydatkiem na mleko a nie na książkę. Po prostu mój fanatyzm książkowy (zapach druku, kleju, ciężkość książki w dłoni, podziwianie egzemplarza na półce…) przegrał z praktyczną ekonomią. Choć raz w miesiącu staram się kupić książkę (i przeczytać, oczywiście, a nie zostawić do zakurzenia) to jednak moim przyjacielem z przymusu stał się czytnik. A więc, dla relaksu, dla odmóżdżenia czytnikuję literaturę light. Takie oto grzechy przeciwko książkom popełnia młoda matka.

Od razu mi lżej po tej spowiedzi….podpis BLOG Amen.

Nieprzerwany sen

Jakiś czas temu pisałam, że Szymek przesypia prawie całą noc. I tak było. Ale od jakiegoś półtora tygodnia coś się w małej kopułce przestawiło. Szymon budzi się w nocy i nad ranem. Kolacje dostaje około dziewiętnastej, zdarza się że obudzi się około dwudziestej drugiej, a potem pierwsza, trzecia i piąta. Tęsknię za czasem, gdy budził się o trzeciej dopiero, a potem o piątej… i myślę. Szymon, to takie dziecię, które nie zje więcej niż 120 ml. I nie ruszy dalej, a czasem nawet i z tego 10 – 20 ml zostawi. Mama podpowiedziała mi, żeby zagęszczać mleko. Więc kupiłam kaszkę BoboVity. Zanim kupiłam odpowiedni smoczek do gęstych płynów, upłynęły dwa dni.  Ale okazuje się, że kaszka to też nie jest dobry sposób. Szymon budzi się, jak się budził. Wiem, że nie powinnam narzekać, bo to nie jest już wstawanie jak przy noworodku. Jednak miło by było wrócić do wstawania dopiero o trzeciej… Czy macie jakieś sposoby na nieprzerwany sen Waszego malca? podpis BLOG

Złoty środek w kąpieli

Kąpiel. Jeszcze trzy miesiące temu wywoływał dreszcze na naszych karkach, gdyż Szymon się darł jakby obdzierano go ze skóry. Kiedy po jakiś 3- 4 tygodniach spuścił z tonu, zaczęłam zastanawiać się w czym kąpać moje dziecko?
Wystartowałam z Oilatum baby. W sumie ładnie nawilżał skórę, nie było żadnych problemów z natłuszczeniem. Jednak odstraszyła mnie cena i PEGi w składzie, o których dowiedziałam się po fakcie. Kolejny na tapetę poszedł Oillan emulsja do kąpieli (dostałam w prezencie), podobne wrażenia jak przy Oilatum. No i zniechęcające PEGi (też przeczytałam po fakcie). Ze względu na cenę, skusiłam się na Ziaję: Ziajka płyn do kąpieli dla dzieci i niemowląt natłuszczający. Ziaja mnie rozczarowała. Nie tylko składem, ale także zapachem, jak dla mnie zbyt intensywnym na kąpiel niemowlaka ale także konsystencją. Płyn ten zostawiał na Szymonie tłusty film, co było wręcz bardzo nieprzyjemne. Po rozczarowaniu Ziajką, postanowiłam wypróbować zachwalany wszem i wobec Rossmannowy BabyDream. Tanio, skład dobry i na tym koniec. U nas w kąpieli się w ogóle nie sprawdzał, gdyż bardzo wysuszał Szymonową skórę. Chyba najbardziej ubolewam właśnie nad tym produktem, bo liczyłam że będzie to w końcu strzał w dziesiątkę. Aż w reszcie w moje mamine ręce trafiły dwa produkty. Oillan Baby Płyn do mycia i kąpieli 2 w 1 od pierwszych dni życia oraz Mixa baby Lipidowy żel do mycia ciała i włosów bez mydła.  Bez bicia się przyznaję – oba kosmetyki dostałam od producentów do testowania (strasznie nie lubię tego słowa, może lepiej do wypróbowania?). Gorąco postanowiłam, że będą to ostatnie kosmetyki i na coś muszę się w końcu zdecydować. Ponieważ u Sroki znalazłam analizę używanej wcześniej Emulsji Oillan, postanowiłam poprosić Ją o wyrażenie opinii na temat i tego produktu. Otrzymałam taką oto odpowiedź:
“Skład jest bardzo przyzwoity, ba powiedziałabym nawet, że bardzo fajny. Bez zbędnej chemii, krótki i bez szkodliwych substancji. Oczywiście tych "aktywnych" też w sobie nie ma, ale to płyn do mycia wiec i tak nie mam sensu ich tam pchać “
Uradowana “wyrokiem”, przystąpiłam do próbowania. I choć ani ja ani Szymek nie mamy skóry alergicznej i wrażliwej, płyn sprawdził się fajnie. Delikatnie się pienił, dobrze odświeżał i oczyszczał skórę. I najważniejsze: nie wysuszał jej. Jedynym minusem, dostrzeżonym przez przypadek, to to że szczypie w oczy. Szymek chlapnął sobie wodą, w której był rozcieńczony. Wielkim rozczarowaniem okazał się lipidowy żel marki Mixa. Owszem: łagodnie oczyszcza ciało, nie szczypie w oczy, nawilża skórę, i dodatkowo producent zapewnia że ma 5% bardzo łagodnych składników myjących oraz olejek ze słodkich migdałów. Płyn zostawia ładny zapach na skórze dziecka, jednak w kąpieli pachnie tak intensywnie że nie można wytrzymać. I mimo że na opakowaniu dużymi literami napisano: “formuła stworzona pod kontrolą medyczną”, nie przekonuje mnie to, gdy w składzie znajduję PEGi…
Także, ostatecznie padło na Oillan, i raczej już tak zostanie.
podpis BLOG
Opinie o składzie poszczególnych kosmetyków opisanych w tym poście została utworzona na podstawie informacji dostępnych na blogu wspomnianej blogowiczki Sroki. Jej analizy kosmetyków do kąpieli dostępne są Tu oraz Tu.
Lista stron producentów:
Oillan, Oilatum,Ziajka,Mixa Baby,BabyDream

Jesieni ciąg dalszy

U kilku blogo – mam znalazłam wpisy, które mówiły o pięknie jesieni. Polskiej złotej jesieni. Jeden taki wpis był także u mnie. Cóż poradzę, że uwielbiam słoneczną jesień? Że nie ma nic piękniejszego niż złoto i czerwień liści skąpanych w ostatnich słonecznych promieniach? No po prostu nie ma, i koniec ! ;)
20131013_165049
Więc, u nas piękna polska jesień, która do jadłospisu Szymona przyniosła marchewkę, soczek marchewkowy oraz soczek jabłkowo – malinowy. Ten ostatni produkcji mojego taty, więc naprawdę pyszny. Marcewki oczywiście z eko – ogródka cioci Iwonki ;), a soczek marchewkowy ze sklepowej półki. Póki mogę, i mam możliwości, to sama przygotowuje Szymonowi warzywka na bieżąco. Jednak pod tym względem na razie czuję się trochę ograniczona. Nie wiem tylko czy faktycznie tak jest, czy moja inwencja po prostu zdechła? No bo Szymcio dostanie: marchewkę, ziemniaka, kalafiora… i co dalej z warzyw? Czarna dziura w mózgu i nie wiem. Ok, z owoców: jabłko, gruszka, banan… i czarna dziura. Naprawdę się zacięłam. Zacięłam także chyba pod względem “słoiczkowym”, bo skusiłam się by kupić młodemu słoiczek na spróbowanie. Ostatecznie go nie spróbował, i stoi zamknięty. Dlaczego? Bo mądra mama w domu przeczytała skład i dowiedziała się, że oprócz moreli w HIPP’owym słoiczku jest jeszcze cukier, grysik ryżowy i skrobia ryżowa. Może i przesadzam, może i dramatyzuje… ale czy to źle że wolę by moje dziecko dostało MORELĘ a nie morelę i coś tam… ? Przyznam szczerze, że jeszcze trochę i stanę się zajadłą przeciwniczką słoiczkowych pokarmów. Łatwo, miło i przyjemnie: kupić, podgrzać, dać. I absolutnie nie krytykuje tu nikogo. Po prostu chciałabym żeby mój Gnomek poznał smak owoców a później różnych “dodatków” – jeśli tak zdecyduję ja, a nie producent.
podpis BLOG

Zdolny tata

Wczoraj pisałam o przepłukaniu kanalika łzowego u Szymka. Kiedy oddano nam nasze zapłakane dziecko, tata przystąpił do akcji.

Dzień pełen wrażeń

Dziś wyczerpaliśmy limit emocji na cały rok. Rano pojechaliśmy do Starogardu Gdańskiego na przepłukanie kanalika łzowo – nosowego. Wszystko poszło gładko i sprawnie a nawet szybko, ale tylko z perspektywy zegarka. Pierwszym szokiem dla nas jako rodziców był fakt, że nie zostaliśmy wpuszczeni na salę zabiegową, tylko musieliśmy czekać pod drzwiami i oddać dziecko w obce ręce. Drugim szokiem było to co się działo potem. Sześć minut nieprzerwanego wrzasku i płaczu. Najdłuższe sześć minut w moim życiu. Nic więcej na ten temat nie napisze, bo nie wiem kto ma większą traumę: ja czy moje dziecko. Drugim szokiem był lekarz. Do tej pory nie wiem czy powinnam się śmiać, czy płakać. Lekarz po zabiegu nie udzielił nam żadnych informacji – czy tam coś siedziało, czy sytuacja może się powtórzyć, nic! Jedyne słowa jakie usłyszeliśmy to: “tu jest recepta, antybiotyk podawać trzy razy dziennie przez pięć dni i masować” Dosłownie. Bo potem odwrócił się i poszedł. Arek jeszcze coś próbował się dowiedzieć więc za nim krzyknął, a on nie odwracając się nawet odkrzyknął ze wszystko poszło dobrze i sobie poszedł. Właśnie dlatego nie cierpię lekarzy… wyuczeni hipokryci i ignoranci.
Szymek w nagrodę za swoją dzielność zaliczył dziś dwa jesienne spacerki oraz … marchewkę! :) Krzywił się, ale wypatrywał kiedy kolejna łyżeczka trafi do jego małej paszczy:) Ostatecznie widać było że smakuje. Dzielne to moje dziecko :)
20131010_151756
20131010_152624
Jesienny Sztum:
DSC_0298
DSC_0301
DSC_0302
DSC_0307
DSC_0297
DSC_0310
20131010_181027
podpis BLOG

Spowiedź wymemłanej matki

Niedawno Margot napisała fajny post. O bardzo śmierdzącym tytule. Cóż… podpisałam się pod nim, zdjęłam beret z głowy, padłam na kolana i biłam się w piersi… No dobra, poniosła mnie wyobraźnia. Może nie obsypałam się popiołem ale przyklasnęłam koleżance – blogerce. Za to, że napisała co jej (i innym matkom) w duszy gra. Idąc dalej tym tropem: dzień nie należał do udanych, choć zapowiadał się pięknie. Szymek z rana był super towarzyski. Aż do przedpołudniowej drzemki, która zazwyczaj trwa ok 2 godzin. Dziś trwała około 30 minut.  A potem był jeden wielki krzyk.
Wrzask.
Histeria.
Uratował mnie wózek i teściowa, która dzielnie z Gnomkiem jeździła po osiedlu na zmianę ze mną. Tym sposobem Szymon zaliczył wietrzenie od 11.30 do 14.30. Potem był “another afternoon in paradise” a potem kolejny płacz. Nie muszę chyba mówić, że miałam ochotę wrzeszczeć i tupać nogami, gdy wybiła upragniona 19.30 a Szymon darł się w niebogłosy?
Bo prawda jest taka że mimo obłędnej miłości do Młodego, wyczekuję wybicia dziewiętnastej jak sucha Afryka pory deszczowej…
podpis BLOG

Tata się nie wyprze…

Szymek przed przedpołudniową drzemką domaga się porcji mleczka. Często zdarza się, że już pod koniec, gdy zostaje mu końcówka zaczyna się śmiać i wydziwiać. Tym razem jednak wszystko zostało wypite do dna. Mało tego, moje dziecko zaczyna się krzywić i niezadowolony krzyczeć kiedy zabrałam mu butelkę. Zdumiona i równie mocno rozbawiona biorę Szymka na ręce, i komentuję głośno, by mąż słyszał:
- Matko, dziecko. Drzesz się, jak ojciec odstawiony od flaszki…
podpis BLOG