Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Chcesz się zamienić?

Długo się zastanawiałam czy napisać ten post. Potem zastanawiałam się, jak go napisać, gdyż temat rósł we mnie od miesięcy, a dziś skumulowany wybuchnął.  Nie od dziś wiadomo, że emocje to jest dobry doradca.
Być może przyczyniła się w drobnej części także wypowiedz Janusza Korwina Mikke, który znajduje chorą radość w obrażaniu innych, w tym także (odnoszę wrażenie, że głównie) kobiet.

"Kobiety nie mogą być inteligentne - dba o to mechanizm Ewolucji Naturalnej. Inteligentna istota nie wytrzymałaby przebywania dłużej niż godzinę dziennie z paplającym dzieckiem!”

Pierwsza moja myśl to oczywiście oburzenie. Dopiero po chwili zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno? Dlaczego? Szymon skończy zaraz pięć miesięcy, a ja dopiero teraz mam dość? Bo mam.
Wszystko ładnie, pięknie gdy RAZEM planujecie ciążę. Razem się staracie, razem rodzicie. RAZEM opiekujecie się… przez pierwszy miesiąc, dwa. A potem? Potem on idzie do pracy. Utrzymuje rodzinę i “nie może Ci pomóc”. Wieczorem jest zmęczony tak jak ty. Na wszelkie próby rozmowy reaguje jednym pytaniem: “Chcesz się zamienić?” – jakby nagle mógł Ci wyrosnąć członek i włosy na nogach (to ostatnie jakoś dość prawdopodobne).  Rezygnujesz, nie ruszasz. Mija miesiąc, czujesz się okropnie. Zaczynasz świrować. Wtedy zauważa. Dostajesz pogadankę, że masz sobie dwa razy w tygodniu coś zorganizować. Ale kiedy przychodzisz wieczorem i mówisz, że chcesz wyjść do teściowej i spotkać się z jego siostrą – mówi Ci że nie możesz, bo nie będzie robił dwóch rzeczy na raz (czyt. opiekował się dzieckiem i sprzątał – helołłł??!!) A kiedy po przyjeździe od znajomych chcesz wyskoczyć na godzinę do kościoła (wcześniej dostawałaś kazania, że nie chodzisz a chodziłaś) mówi że nie możesz, bo nagle chcesz go zostawić samego z dzieckiem a nie planowałaś tego wcześniej. Kiedy wieczorem prosisz, by sam wykąpał maleństwo i położył spać, słyszysz że nie może tego zrobić, i bez względnie potrzebuje Twojej pomocy. Więc kiedy przychodzi noc, i trzeba wstać do dziecka, dla Ciebie nie jest to zarwana noc, nie cierpisz z niewyspania bo wiesz że prędzej czy później odeśpisz. Dla Ciebie to jest kolejny etap opieki na dzieckiem. Kolejna godzina sam na sam. Nie masz możliwości nawet uciec w nocy. Bo chciałaś dziecko, to masz: chcesz wyjść z domu sama? Spytaj o pozwolenie. Nie zapomnij jednak zrobić tego z dwutygodniowym wyprzedzeniem, a najlepsza będzie rezerwacja terminu. Nie chcesz kąpać dziś maleństwa? Podanie, dwa zdjęcia – czekaj na decyzję sędziego…

W dalszym ciągu nie wiem co zrobić z wypowiedzią Janusza Korwina Mikke. Dał taki mały zakres czasowy: godzina dziennie. Ja wytrzymałam już prawie pięć miesięcy…
podpis BLOG

18 komentarzy:

  1. Korwin...ciekawy człowiek. Poglądy ma bzdurne według mnie, ale podziwiam go za wytrwałość w tej bzdurności. A wąsy ma fajne:)
    Nie pytaj się, czy możesz wyjść, ani nie oznajmiaj tego, po prostu wyjdź. W razie co, zostaw instrukcję w sprawie mleka, z całą resztą bez instrukcji można sobie poradzić. Oboje jesteście dorośli, oboje rodzicami. Tata na pewno dobrze zaopiekuje się Szymkiem, gdy mu zrobisz suprajsa i wyjdziesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobita głupia, bo chce być w porządku. A tu drastyczne kroki trzeba podjąć - tak jak mówisz...

      Usuń
  2. Taaaaaaaaak... Ja ogarniam Małego w niezbędnym minimum, ubieram się, budzę małżonka i oświadczam, że wychodzę. I zostają sami.
    Planowanie, pytanie - zawsze coś staje na drodze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam teraz zupelnie inne doswiadczenia, bo maz radzi sobie zupelnie dobrze z dzieckiem jak ja. Moge ich bez wyrzutow sumienia zostawic samych, ale...Okupione to bylo tygodniami klotni i rzucania sie racjami. W koncu doszlismy do porozumienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przed nami chyba dopiero te tygodnie walki...

      Usuń
  4. zawsze mnie denerwoało stwierdzenie ciotecznego szwagra małża siostry: " Ale przecież ty siedzisz cały dzień w domu, to jak masz być zmęczona?" Nosz kurwa mać! Od początku uczulałam na to mojego męża i rzeczywiście jestem zmęczona, chcę wyjść ale nie mam gdzie...kontakty się pourywały z osobami bezdzietnymi, a osoby dzietne często mają swoje sprawy. Zauważam że zatracają się w dzieciach i nic im się nie chce. Ja powoli też zaczynam taka być...mąz mi mówi: WYJDŹ, a ja mówię że NIE MAM GDZIE i kółko się zamyka....

    nie narzekam na swojego męża, bo to on kąpie, ja z 5 razy kąpałam, wymieniamy się karmieniami. Jak mały miał 2 miesiące M musiał zostać na kilka godzin z małym, jak przyszłam to podziękował mi za pracę jaką przy nim wykonuję, powiedział ze to ciężka robota i nie chciałby się ze mną zamienić...

    to ja raczej wpadam w marazm, dlatego zaczynam zmiany od samej siebie: fryzjer, odchudzanie,wychodzenie samej, może podyplomówka od stycznia, bo zaczynam się szybko irytować na syna, bo to ja się psuje od środka...


    może jesteśmy mało inteligentne, ale i tak jesteśmy SUPERMATKAMI!

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda...a ja marzę tylko o wyjściu do fryzjera:)
    Na zakupy po bułki, SAMA dodam, szłam jakby mnie ktoś pierwszy raz w życiu z domu puścił:) cóż za ekscytacja! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj ciężko będzie uleczyć coś, co nie funkcjonuje dobrze już od tak długiego czasu. My profilaktycznie ustaliliśmy wszystko jeszcze w ciąży i dzięki temu mamy pięknie podzielone wszystkie obowiązki. Mam wolne wieczory na spotkania z dziewczynami, mąż z kumplami, mamy czas na rozwój osobisty, a nawet czas na spontany. Nasz związek był zawsze bardzo partnerski i daleki od tradycyjnych ról w małżeństwie. Czego i Tobie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z tą wypowiedzią to pojechał, zresztą jak zwykle, dziwny jest. Ja też mam ostatnio okropne wrażenie uwiązania, aż zrobiłam awanturę dla męża, że to nie tylko moje dziecko, a jest tak do mnie przywiązane, że 24 h muszę się nim zajmować. Z tym że u mnie mąż naprawdę się przejął i staje na rzęsach żeby nam pomóc, ale co z tego jak taki jest los matki. Jeszcze tutaj ma znaczenie karmienie piersią, z mm jest dużo łatwiej, masz dość - wychodzisz, a ja to tak nie bardzo mogę, bo mały bardzo często je :/

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie może nie jest aż tak źle, ale.... no właśnie...ALE...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie rola mamy to najtrudniejsza a zarazem najfajniesza rola w zyciu..nie jest latwo..wczesnniej nie zdawalam sobie sprawy ile trzeba wlozyc wysilku by wszystko funkcjonowalo tak jak trzeba..wiekszosc mezczyzn nie może sobie nawet wyobrazic ile kosztuje nas macierzynstwo..mysla,ze my bedac w domu NIC nie robimy..taaaa..dobre.. dziecko samo sie nakarmi,przewinie,pobawi..dom sam sie posprzata,pranie wypierze,obiad sam sie ugotuje..zakupy same sie zrobia..przeciez my nie mamy prawa byc zmeczone..no bo czym...Ja mam szczecie..,moj maz uwielbia robic rozne rzeczy przy malym..nieraz to On byl moim przewodnikiem w instrukcji obslugi dziecka ;) (mial /ma wieksze doswiadczenie z dziecmi,ma duzo rodzentwa,mieszkal z siostra i Jej dziecmi itp)..No i nie mam problemu,zeby gdzies wyjsc..nawet wieczorem na lampke wina z przyjaciolka (w koncu matka to tez czlowiek!!!!)..bez problemu zostaje z malym..Generalnie faceci boja sie zostac z dzieckiem sam na sam...moze Twoj maz tez tak ma??Moze sprobuj 1 raz w tyg gdzies wyjsc ..najpierw na pol h,pozniej wydluz czas..wybierz sobie 1 dzien i systematycznie kazdego tygodnia np.we wtorek popros meza by ten zostawal z dzieckiem..(nie bedzie Ci mogl zarzucic,ze wczesniej, nic Mu nie mowilas)! Idz na spacer,pobiegaj,spotkaj sie z kumpela itp..Moze to oswoi meza z obcowaniem z maluchem..a pozniej nie bedzie juz taki przerazony,ze zostaje sam...nie wiem co Ci jeszcze napisac..mam nadzieje,ze bedzie dobrze..pojawnienie sie dziecka w zyciu kazdej pary to duzy szok i przelom..jest ciezko..ale trzeba dac rady..:).Pula dont give up!
    p.s.wrocilam do bloggowania

    OdpowiedzUsuń
  10. mniej więcej jak Milenka miała pięć miesięcy przeżywałam to samo co Ty teraz... pocieszę Cię, że dziecko rośnie, staje się bardziej samodzielne, nie trzeba już tak przy nim być. chwile, gdy zaczyna się samo ze sobą bawić zaskakują, ale w końcu się pojawiają i potem jest już lepiej. i potem nawet facet zaczyna się interesować, bo więcej kontaktu z dzieckiem jest. także na pewno będzie lepiej - a mówi to osoba, która popłakała się kiedyś, bo do sklepu nie mogła wyjść (do sklepu!!!!!!!!).
    a co do pana Mikke - wypowiedź godna "prawdziwego" faceta z epoki kamienia łupanego ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Szczerze Ci powiem, że zabieram wszędzie Mlodego ze sobą.... Ale, czekaj, czekaj, jestem samotną matką. Nie mam innego wyjścia. No, raz w tygodniu na dwie godzinki wyskakuje na trening, w tym czasie moja mama sie zajmuje Młodym.

    OdpowiedzUsuń
  12. kurde co z tymi facetami??
    mi się też zdarzyło usłyszeć, że to on pracuje, a ja TYLKO z dzieckiem siedzę i mogę przecież spać jak dziecko śpi (jasne, na stojąco bujając).

    ja bym się nie zamieniła z facetem, bo wiem, że dziecko by go wykończyło po pierwszej godzinie!

    OdpowiedzUsuń
  13. Zapraszam do przeczytania mojej spowiedzi wyrodnej matki ;-) Może zarezonuje z tym co czujesz...
    Pozdrawiam
    http://zyciejakwmadrycie.pinger.pl/

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj i ja też tak mam... Nie powinnam narzekać, mąż dużo mi pomaga, ale większość rzeczy musimy robić wspólnie, bo to z czym ja muszę radzić sobie sama dla niego jest zbyt trudne. I zawsze okazuje się, że do przebrania kupy jestem wprost niezbędna. Irytujące, ale prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Zapraszam do grona obserwatorów i zachęcam do ponownych odwiedzin.

Twój komentarz pojawi się po zatwierdzeniu.
Anonimom dziękujemy.