Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Ostatni dzień roku

No i proszę. Ostatni dzień 2014 roku. Teraz już Starego Roku, bo jutro Nowy nas przywita. Wszystkich bez wyjątku. Choć jednych szybciej innych później. A przecież ile ludzi na ziemi, tyle pragnień, marzeń i oczekiwań.

Święta, święta…

… i po świętach. Trochę w tym roku wydłużone – można było zaszaleć… Niby świętowanie, a ciągle w jakimś takim biegu. Niby czas na spotkania rodzinne, a człowiek jakiś taki znużony… i choć święta pozwalają trochę zapomnieć o szarej rzeczywistości, to zawsze mam wrażenie, że ona wraca z podwójną mocą po świętach… bezczelnie, rzuca się na barki jak stary przyjaciel… do którego chyba jakoś nigdy nie przywyknę…

Gołąbkowe życzenia


W telewizji już od listopada namawiają do świątecznych zakupów. W radiu i internecie też. Od tygodni słucha się świątecznego Last christmas. Tak właśnie czwarta władza psuje nam piękno okresu wyczekiwania na ten szczególny czas.

Mąż dobra rada

Poobiednia rodzinna sjesta. Matka z ojcem leżą sobie na kanapie, dziecko wędruje po mieszkaniu, czasem krzycząc, majstrując… czy zaczepiając psa. W kuchni na stole stoją jeszcze brudne naczynia, nikt się nie pali by je wsadzić do zmywarki, nikomu się nie spieszy… rodzinna sielanka…

Rozmowy cenzurowane

Kiedy dziecko ma popołudniową drzemkę, rodzice mają czas wolny. Nie często zdarza się, że jest to prawdziwy czas wolny. Wczoraj tak się zdarzyło. W prawdziwym czasie wolnym ojciec skacze po kanałach telewizyjnych. I wynajduje tam róże różności…

Etap

Syn ma etap. Etap lania wszystkiego co podwinie się pod rękę. Poduszka, maskotka, ściana, stół, pies, matka… to ostatnie stworzenie bije się najlepiej…

Nawyki nie dla dwojga

Ze swojego wcześniejszego życia (czyt. przed wyjazdem męża) pamiętam wieczorne spinanie się: a to kuchnia nie sprzątnięta, a to zmywarka nie wyciągnięta, podłoga nie odkurzona, pranie nie zrobione… Życie w biegu, presja porządku, ładu. Czyli przeciętne życie przeciętnego Polaka…

Ucz się, ucz!

Ojciec przyjechał i wprowadza innowacje. Nie zastanawiając się nad konsekwencjami (ach! ta błoga nieświadomość!) pokazuje synowi świat i uczy samodzielności. A to pozwala się wyjęczeć gdy nie może sięgnąć piłki, a to da do rączki bułkę z miodem (by matka miód z wszelakich mebli ścierała). Albo pokaże jak pisać długopisem…

Witaj w domu kochanie! ;)

Cały dzień wyczekiwania. Przyjazd niespodziewany i spodziewany za razem. Oczekiwany, niosący zmiany w nastroju matki. Bo jak mąż do domu przyjeżdża to i humorek żonie się zaostrza.

Wolność kocham i nie rozumiem…

Jak łatwo zachłystnąć się wolnością rodzicielską. Ten moment kiedy jadąc do domu rozmyślasz, jak będziesz odpoczywać na tysiąc sposobów. Zapominasz tylko o jednym, drobnym szczególe: masz niecałe dwanaście godzin, a przekraczając próg domu diametralnie zmieniasz wizję swojego odpoczynku.

Z definicji, wszystko pięknie…

Kilka dni temu, robiąc blogową prasówkę natknęłam się na post o dobrej matce. “Cóż za mityczny stwór” pomyślałam, jednak całość przeczytałam. Z zainteresowaniem. Ostatecznie przytaknęłam autorce, bo tekst był dobry i niestety, prawdziwy. Bo wiem, jak ciężko może być dzisiejszej mamie. I jakie oczekiwania ma co do niej świat.

Dla mojego męża


Jakoś w tym roku wyjątkowo i dużo fotografowałam uroki jesieni. Ciepła, piękna i kolorowa, budzi we mnie nostalgiczne uczucia. Każe balansować na pograniczu zachwytu i tęsknoty za czymś ulotnym, nieuchwytnym. Bo w końcu nie wiadomo jak piękna by była: słoneczna, chmurna, ciepła, zimna… to i tak przeminie. Pozostaną tylko fotografie…

Koncertowo

Słuchanie dobrych utworów: wspaniałych tekstów otoczonych niesamowitymi dźwiękami, ubranych w bezkonkurencyjny wokal, to jest na prawdę wspaniałe przeżycie. Jeszcze wspanialsze, gdy słucha się na żywo i okraszonych nieziemską choreografią ;) Taki koncert zostaje w głowie i jeszcze przez tydzień rozpieszcza wszystkie zmysły. Powoduje, że idąc ulicą uśmiechasz się do siebie, masz ochotę tańczyć, klaskać i śpiewać na całe gardło (choć nikt oprócz Ciebie nie nazwał by tego śpiewem).

Nocne przygody

U nas jesień w najlepsze. Ta moja ukochana, słoneczna chyba już odeszła. Choć nie powiem, ta mglista i chłodna z naręczem kolorowych liści też jest piękna. No i jesień jesienią, a w naszym życiu coraz więcej przygód. Ostatnia miała miejsce w nocy. A w nocy matka coraz słabiej ogarnia…

Kieszenie wypchane…

Jeden wieczór wyczynowy. I to wcale nie jakieś specjalności wyczyniałam. Zwykłe domowe czynności, których nie wykonam w biały jesienny dzień. Nie, nie, nie … w biały jesienny dzień (czy to każdy inny, ale dzisiejszy – jesienny) ganiam z Szymem. Wieczorem? Wieczorem staram się nie myśleć… za dużo.

Złośliwy chichot losu

Trzeciego września obchodziliśmy trzecią rocznice ślubu. Niestety – osobno. Wspomnienie ślubu – jak to śluby – jest słodkie, miłe i wywołuje uśmiech na twarzy. Dzień w którym uwieńczona została nasza miłość, przypieczętowane nasze rodzicielstwo… jest jednak gorzki posmak tego dnia. Ten dzień przypieczętował też los przyjaźni.

Priorytety są ważne.

Dni nam uciekają. Nie ukrywam, że są dla mnie coraz to aktywniejsze. Wspominałam o tym we wcześniejszych postach, jednak nie zapomniałam oczywiście o swojej Partyzantce, która powoli nabiera innego wymiaru. Chodzi tu głównie o moją walkę z wychowaniem małego prezesa, którego dzień jest pełen wyzwań. I wszystkim im trzeba sprostać!

Uciekaj matka! Uciekaj!

Chyba każdej mamie zdarza się dzień, gdzie wieczorem siada i myśli tylko o tym żeby uciec. Zostawić wszystko, wyjść z domu i iść przed siebie. Szybko, szybko… mijać drzewa, latarnie, ludzi i iść przed siebie.

Macie tak?

Gdy lustro straszy

W końcu!

Po ciągłym narzekaniu i zbieraniu się w sobie, na wpół samotna matka, z jednym dzieckiem i jednym psem oraz jednym mężem za granicą, znalazła w sobie dość siły i zaparcia by wsiąść się za siebie i zrzucić parę kilo. I jak na razie, moi drodzy, jakoś specjalnie matka się nie katuje. Bo po co? Przecież wszystkie lubimy jak jest miło i przyjemnie… ;)

Roczniak i czterolatek

Ich przyjaźń z dnia na dzień dojrzewa. Jak na razie czterolatek wykorzystuje roczniaka, nie rzadko go ignoruje a nawet przed nim ucieka! Szczególnie gdy roczniak przejawia chętkę do porządnego rypnięcia w głowę, wdepnięcia we wrażliwe miejsce, pociągnięcia za ucho lub… ogon!

Szczepienie i “mniam”

Wczoraj byliśmy na szczepieniu. Przeszło mi na myśl, że w takie dni jak ostatnio nie powinno być szczepień. Okropny, na prawdę okropny skwar, gorąc… patelnia. A że Szymon do obcych jest… hmmm… zdystansowany, to było wesoło.

Jestem katolikiem. Deklaruję.

“Jestem katolikiem. Patrzcie na mnie, jak podpisuję, jak deklaruję! Jak bawię się w boga, jak zamykam uszy i serce na drugiego człowieka. Jak liczę się tylko JA, moja wiara, moje przekonania.”

Pierwszy turnus

Około godziny siedemnastej dreptałam do sklepu. Szłam w miarę raźnie, cel miałam jasny: kupić sobie coś na kolację, zrobić tacie zakupy do szpitala. I choć z zewnątrz wyglądałam zupełnie normalnie, w środku czułam smutek i pustkę. Bo w tym czasie mąż już zbliżał się do Haugesund. Pierwszy turnus zakończony.

Tata przyjechał!

Tak nam dobrze razem. Ale niestety jutro już czwartek, a w sobotę mąż wylatuje. Za nami prawie dwa tygodnie odpoczynku z tatą, kawowe obchodzenie pierwszych urodzin, plażowanie w Jantarze i odwiedziny u Cioci Joli, Wujka Krystiana i Roberta.

Rodzice vs rodzinka

Zaraz po urodzeniu się Szymka, razem z mężem, wymyśliliśmy termin psychobabci. Miał on oznaczać tyle, co babcię zafiksowaną na punkcie wnuka. Początkowo w żartach, nazywaliśmy tak moją mamę. Jednak Szymon rośnie, rozwija się a pojęcie to zaczyna żyć własnym życiem. I okazuje się za wąskie w swoim żartobliwym znaczeniu na określenie gamy zachowań, które służą tylko temu by utrudnić życie rodzicom lub rozpuścić dziecko. A w zasadzie robić te dwie rzeczy na raz.

Pietruszkowy zawrót głowy

Jeszcze gdy Szymon zaczynał przygodę  z “dorosłym” jedzeniem, szukałam inspiracji posiłkowych dla niemowląt. Jedną z kupionych przeze mnie wtedy książek była “Bobas lubi wybór. Książka kucharska”. W zasadzie dopiero teraz zaczynam odkrywać przepisy w niej zawarte. Dziś chciałam się jednym podzielić, bo danie to jest przepyszne. Smakuje Szymonowi i rodzicom.

Teoria różu i tęczy

Chyba już kiedyś pisałam, że zawsze sceptycznie podchodziłam do wszechobecnej teorii “różowego” macierzyństwa. Oczywiście, nie twierdze, że ono nie istnieje. Ośmielę się twierdzić, że po prostu nie ma go tutaj.

Słomiana wdowa na wyjeździe

Czyli jak to mama się spięła, na koncert Happysad w Malborku (13.06) poszła, wódki się napiła a w niedziele (15.06) wakacje dziecku zorganizowała.

Dziecku.

Sobie i wujkom zorganizowała obóz przetrwania.

Leniwa sobota

Sobotę spędziliśmy na działkowaniu. Od godziny czternastej do osiemnastej, w cieniu jabłoni na grubej kołdrze. W towarzystwie cioć i babci. Ach, jak mi brakowało tak miłego i leniwego dnia!

Ojczyznę kochać trzeba i szanować…

Wczoraj minęło 25 lat od pierwszych wolnych wyborów w Polsce. Od tego czasu nasza rzeczywistość zmieniła się o 180 stopni. Osobiście uważam, że nie można powiedzieć że na gorsze. Ale czy na lepsze? No cóż… jest na pewno inaczej. Jednak nigdy nie było ani biało ani czarno. Zawsze były różne odcienie szarości…

Jak zmieniło się nasze życie

Drugi weekend bez Arka za nami. W zeszły towarzyszyła nam Kudłata Ciotka Agata, a ten moja mama. A Szymon? Jak to Mymon. Wszędzie, ale to WSZĘDZIE Go pełno…

Teraz serca mam dwa, smutki dwa

Gdybym Was dziś zapytała: co jest największym przekleństwem młodych Polskich rodzin, co byście odpowiedzieli? Brak czasu? Brak mieszkania? Bieda? Brak pracy?

Gdybyście mnie zapytali, co jest największym przekleństwem młodych Polskich rodzin, odpowiedziałabym bez mrugnięcia okiem: emigracja zarobkowa.

Wywiady będą... i sława będzie

Od trzech dni w domu słychać: "Szymon! Nie wolno!" "Uważaj idzie do doniczki!" itp. itd. Sąsiedzi już się domyślili, że dziecko raczkuje...

Weekendowy relaks i garść informacji

Weekend nam minął jak z bicza strzelił. Wyjechaliśmy w sobotę z rana. Dlaczego z rana? Szymon miał przed sobą intensywny dzień. Rodzice przez dwie godziny moczyli się w jacuzzi, a Gnomek spędzał ten czas z ciocią Jolą i wujkiem Krystianem.

Jedna taka szpilka

Znasz to uczucie drogi czytelniku, kiedy w końcu siadasz po jakiś dwóch – trzech tygodniach intensywnej roboty, i stwierdzasz: co dalej?! Robota się skończyła, nic już nie zależy od Ciebie, żadne wyrzuty (że leniuchujesz, a trzeba tyyyle zrobić!) Cię nie dręczą… i nie wiesz co powinieneś robić ze sobą. Sama ta myśl wzbudza w Tobie niepokój. Jak to tak? Żadnego celu? Żadnego bata nad głową? Dzielenia czasu między dziecko a pracę, pracę a dziecko?!

A Ty? W co wierzysz?

Chrześcijaństwo, Judaizm, Buddyzm, Hinduizm, Islam… Ile ludzi na ziemi, tyle różnych religii. Każdy wierzy. Jednak poza wiarą w siły wyższe, pozostaje wiara w dobro. I w drugiego człowieka. Mimo złym doświadczeniom, wielu zawodom, niechęci, oszustwom, człowiek – zwierzę stadne, wierzy w drugiego człowieka. W jego serce i dobro. Bo czasem, nic innego mu nie pozostaje.

Być kobietą

Wczorajszy dzień był pracowity. Wieczór już mniej, bo z filmem. Żadnego szału, najpierw “Opowieści z Narni: Podróż Wędrowca do Świtu”, a potem: “W pogoni za rozumem”. Narnię lubię ogromnie. Ekranizacja taka sobie, ale książki są wspomnieniem dzieciństwa. I marzeń, by wejść w posiadanie Szafy. No a Bridget? Bridget, to już inna bajka…

Niestety…

Jako że do rozdania zgłosiło się tyko pięć osób (warunkiem było dziesięć) losowanie urodzinowej nagrody się nie odbędzie.
Przykro mi bardzo. :(
Tymczasem lecę rozkoszować się wiosennymi dniami!
Post będzie w weekend :)

Dla kogo matka chowa to dziecko?

Pogoda była dziś wyborna. Pogoda na spacer. Tym bardziej, że Szymon dziś był mało układny. A raczej prawie wcale. Porannej drzemki nie zamierzał robić, więc cwani rodzice wrzucili dziecko do wózka i ruszyli w miasto. Młody zasnął w połowie drogi na deptak. Wiadomo, jak pogoda wiosenna, to i na ulicach gwarno i tłoczno. Nikt nie myśli siedzieć w domu. Mijaliśmy wiele osób: młodych, starych, dzieci. W mniej uczęszczanej części deptaku, z daleka dostrzegłam tego starszego pana.

Słońce, tęcza i różowe jednorożce

Rola rodzica jest ciężka. Sprowadza się często do walki z samym sobą. I nie chodzi tu o to, że zmuszam się do opieki nad dzieckiem. Co to, to nie. Ale przecież każdy z nas ma zakorzeniony w sobie egoizm. Walka z nim, to codzienne małe zwycięstwa, hartowanie serca i ducha, którego nagrodą jest uśmiech Gnomka.

Post muzyką pisany

Post ten miał powstać już dawno, dawno, dawno... ale powstał dziś. Niesiony niespokojną nutą mocniejszego brzmienia. Raz mocniej, raz lżej... a jednak przy rzępoleniu gitarki. Zapraszam na muzyczne zwierzenia! ;)

Nu, nu, nu !

Bywają ciężkie dni, kiedy Szymon nas tyranizuje, na szczęście większość jest takich, kiedy patrzy się na niego i myśli że nie mam w życiu nic lepszego – poza mężem, oczywiście (to tak na wszelki – gdyby mąż czytał ;) )

Świadomość charakteru

Matka jedzie z ojcem do Kwidzyna. A raczej ojciec zawozi matkę. Temperatura na dworze o wpół do ósmej dość przyjemna, aczkolwiek nie powalająca: + 2 stopnie. Matka rozgląda się ciekawie po chodnikach. A to widzi panią w wiosennej kurtce, a to chodnikiem sunie młody człowiek w samej bluzie. Skulony, z rękoma w kieszeni, ramionami przykurczonymi do uszu. Widok zdumiewający.

Osiem miesięcy za nami

Trochę mi przykro, bo nie mam czasu by napisać Wam porządne treści, co u Nas. A dzieje się sporo. Choćby tyle, że dziś o dziewiątej rano nasz mały Gnomek skończył kolejny miesiąc życia. Ósmy dokładnie rzecz biorąc…

Cudak–czyli co Szymon wymyśla i co wnosi do mojego matczynego życia

Za parę dni Szymek skończy osiem miesięcy. I powiem jedno: moje dziecko nie raczkuje. I chyba się nie zanosi by w ogóle nie zamierzał…

Partyzanckie rozdanie

Tak jak wspominałam miesiąc luty, to miesiąc w którym Radość i Partyzantka obchodzi pierwsze urodziny. Z tej okazji przygotowałam dla Was niespodziankę. Wiosenną i bardzo kobiecą. Zapraszam!

“(…) oddałem wszystko, żeby wszystko mieć.”

Książki zawsze były moim konikiem. Od dawien dawna kształtowały moją wyobraźnię, marzenia, i stety – niestety oczekiwania od życia. Wiele jest książek które zajmują szczególne miejsce w moim sercu i pamięci. O których czasem zapominam, ale prędzej czy później do nich wracam. Bo śmiało mogę powiedzieć, że je kocham.

Żłobek czy niania?


Przychodzi taki moment w życiu matki, kiedy trzeba wrócić do pracy, wyjść do ludzi, zacząć żyć. Ale co zrobić z Gnomkiem? Kierować się trendem? Tym, który zmienia się co rusz, w zależności jak wiatr zawieje? A może słuchać: fachowców, specjalistów, trenerów, naukowców, doktorów i innych “mądrych” ludzi? 

Dzieje się, oj dzieje…

Zeszły rok minął pod znakiem ciąży. Osobistych problemów i nauki funkcjonowania z małym Gnomkiem. Trochę nas rozleniwił, trochę pognębił. Dzięki mężowi i jego mobilizacji już w połowie grudnia wiedziałam, że nowy rok może przynieść zmiany. Jeśli tylko przyłożymy do nich rękę, a nie będziemy na nie czekać, aż spadną z nieba. Powoli, powoli, ale przykładamy rękę i pomagamy temu “lepszemu” czasowi zawitać w naszych progach.

Happy tata

Arek ma swoją piosenkę. Słucha, śpiewa, nuci. Dwadzieścia cztery godziny na dobę  happy tata.

Fotopost

Brakuje mi czasu. Od jutra zaczynam szkolenia, biznes plan sam się nie zrobi, szydełko samo nie szydełkuje. W głowie mnoży się pomysłów, motywacja jak sinusoida… można powiedzieć, że szykuje się poważna życiowa rewolucja.

Kulinarnie

Dziś troszkę kulinarnie. Bo jak wiadomo, dzieci muszą jeść. A nie zawsze chcą ;)

Portfel Kowalskiego

Ludzie są, byli i będą zawistni. Zazdroszczą, chcą rosnąć na cudzym nieszczęściu, a uwagę od swoich błędów i nieudolności odwrócić, oskarżając innych o swoje błędy. Tak było, jest i będzie.

Dlaczego?

Bo wszędzie, gdzie są pieniądze jest chamstwo, obłuda i zazdrość.

Śpieszę donieść…

… że rekrutacja na dofinansowanie działalności gospodarczej została zakończona. Na szczęście dla mnie – pozytywnie. Nie wiem jakim cudem.

Taty Ryk

Wspominałam kiedyś, że Szymek przed snem słucha kołysanek utulanek Grzegorza Turnau i Magdy Umer. Jest to dla niego sygnał, że zbliża się pora spania. Przy tej muzyce jest kąpany i przy niej zasypia.

Rachunek sumienia

Jestem chaotyczna i leniwa. Tak, przyznaję. Nie potrafię być konsekwentna, chyba że mam ogromną motywację. Nie używam kalendarza do planowania zadań, organizowania czasu, czy notowania ważnych rzeczy, choć co roku kupuję nowy z takim zamiarem. Mistrzyni słomianego zapału, wredna, złośliwa, wymagająca – nie koniecznie od siebie. Nerwowa, działam pod wpływem impulsu, emocji…

Start w nowym…

… roku oczywiście. Może nie nazwałabym falstartem, ale coś na styl biegu koszącego przez płotki… czy coś w tym stylu. Czyli opornie, ale do przodu – z płotkami na plecach.

Moje perełki

Tą notkę planowałam napisać jeszcze w Starym Roku, ale nie poszło. Dziś jesteśmy bliżej pamiętnej daty, kiedy to w tym miejscu pojawiła się pierwsza notka. Zbliża się pierwsza rocznica mamowego blogowania.  Przez ten rok wsiąkłam w pisanie. Dzielenie się z Wami małą cząstką swojego świata. W jakiś magiczny sposób i ja stałam się częścią Waszego pisania. Dlatego też ten post będzie o blogujących mamach. Tych, do których zaglądam chętnie, i które nie rzadko mnie inspirują.