Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Gdy lustro straszy

W końcu!

Po ciągłym narzekaniu i zbieraniu się w sobie, na wpół samotna matka, z jednym dzieckiem i jednym psem oraz jednym mężem za granicą, znalazła w sobie dość siły i zaparcia by wsiąść się za siebie i zrzucić parę kilo. I jak na razie, moi drodzy, jakoś specjalnie matka się nie katuje. Bo po co? Przecież wszystkie lubimy jak jest miło i przyjemnie… ;)

Nie będę ukrywać, post nie będzie porywający, nie odkryję przed Wami żadnej tajemnicy, nie zaskoczę Was dietą cud. O nie, nie … post powstał po to by trochę się pochwalić, trochę zmotywować.

Od dłuższego czasu (chyba od momentu gdy urodziłam – a więc od roku) przerażało mnie lustro. Oczywiście nie od dziś wiadomo, że większość kobiet bardzo krytycznie podchodzi do swojego wyglądu. Moim największym krytykiem jestem ja sama, choć niestety w parze z tym krytycyzmem idzie też błogie lenistwo i wygodnictwo. Więc, lustro mnie straszyło, ale motywacja była zerowa. Owszem, któregoś razu wzrosła minimalnie, do tego stopnia by jeździć na rowerze. Stacjonarnym, bo jako słomiana wdowa z trzynastomiesięcznym dzieckiem nie miałam zbytnio możliwości na rowerowe wypady (a szkoda). A więc rower. Co drugi dzień po dwadzieścia kilometrów. Jednak motywacja z tygodnia na tydzień słabła, bo jakoś nie widziałam efektów. Muszę też się przyznać, że należę do grupy ludzi raczej asportowych. Owszem, zdarzało mi się podejmować różne próby, ale trwały jeden – dwa dni i sytuacja wracała do normy. Lustro straszyło, ja się krzywiłam, tłuszczyk był na swoim miejscu. Już wtedy dotarły do mnie informacje o treningu z Mel B. Najpierw od męża, potem od koleżanki Ani K. :) W międzyczasie znalazłam w sobie dość siły by wykorzystać czas letni na lekkie przekąski warzywno owocowe, oraz na zminimalizowanie słodyczy w moim menu. Te ostatnie kocham i  uwielbiam, a w szczególności wszystko co czekoladowe… (ups! się rozmarzyłam! :) ) Zaraz po wyjeździe męża,  pozwoliłam się rzucić na łopatki Mel B. Co drugi dzień na tych łopatkach leżę i zawzięcie poświęcam pół godziny mojego monotonnego wieczoru, zginając się, pompując, machając, sapiąc i pocąc…

I tak już trzeci tydzień, z nie małym efektem. Zanim zaprzyjaźniłam się ze swoją trenerką, miałam na liczniku –1 kg, a po trzech tygodniach owego półgodzinnego treningu mam już - 2,5 kg ! :) Efekt nie tylko widzę na wadze, ale też w lustrze i w swoim samopoczuciu. Nie da się ukryć, że na początku się zmuszałam do ćwiczeń, ale już po tygodniu stały się one nieodłącznym elementem moich wieczorów i w zasadzie mogę śmiało powiedzieć, że bez nich nie wyobrażam sobie wieczornego relaksu.

Podsumowując: zrzucanie kilogramów dzięki diecie ŻM i PCŻ (ŻM – żryj mniej, PCŻ – patrz co żresz) oraz regularnym spalaniu tłuszczyku z Mel B. Ot, mój obecny patent na dobre i mniej tłuste samopoczucie.

5 komentarzy:

  1. Brawo! Trzymam kciuki za powodzenie! Ja też się zebrałam i jem mniej i uważniej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rowerek stacjonarny cieszył się moim zapałem 3 dni, później było nam, a raczej mnie nie po drodze. Mel B próbowałam raz i również zapał znikł. Muszę się przyłożyć, wziąć w garść i zrobić coś z sobą. Takie posty motywują!

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo! Gratulacje Kochana! Byle tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki i życzę wytrwałości:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pozazdrościć takiej motywacji! Po twoim poście postanowiłam już nie jeść jak głupia - przecież ciąża jest właśnie powodem do zdrowego trybu życia! A tobie życzę wytrwałości i trzymam kciuki - pochwal się potem wynikami! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Zapraszam do grona obserwatorów i zachęcam do ponownych odwiedzin.

Twój komentarz pojawi się po zatwierdzeniu.
Anonimom dziękujemy.