Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Święta, święta...


Tegoroczne święta są u nas w miarę spokojnie. W drug dzień świąt mamy już najprawdziwsze błogie lenistwo. Macie ochotę zobaczyć jak świętujemy?

Świąteczna lista przebojów

Wiadomo powszechnie, że najlepszym narzędziem do tworzenia nastroju jest muzyka. Okres świąteczny jest czasem szczególnym, więc i z każdej strony atakuje nas świąteczna muzyka. Niektórzy mówią, że sezon na „Last Christmas” został otwarty. A ja mówię: Czas na Bambino Jazzu!

Przedświąteczne zapełnianie długich wieczorów

Dość długo nie mogłam się doczekać długich wieczorów... nie wiem do końca dlaczego tak było, ale pragnęłam ich bardzo. Kiedy już nadeszły, i kiedy przyjechał Ojciec... cóż, okazało się że jest problem. W co się bawić?

Bo z kogo, jak nie z matki?

To po wieczornym rytuale najbardziej widzę, jak moje dziecko dorasta. Od wanienki po mycie pod prysznicem. I ciągłe krzyki „Ja! Ja! Ja!” Przed kąpielą, Szym sam się rozbiera, przynajmniej dolne parte i wszystko wrzuca do kosza na pranie. Następnie bierze swój stopień i wchodzi sam do brodzika. Absolutnie żadnej pomocy! Bo inaczej całą procedura od nowa...

Szyciowi Goście

Wybierali się do nas dość długo. Dojrzewali kilka grubych dni, żeby w końcu się u nas poskładać. Ale bez względu na pogodę, ziąb i przymrozki - są. Mięciutkie, kolorowe, bawełniane. Sówki!

Co śpiewają kwiatki?

Szym jest w takim wieku, że ma już kilka swoich ulubionych kreskówek. Oprócz klasyków zawitało ostatnio na nasz ekran kilka innych bajeczek. Wśród nich oczywiście, Nawet nie wiesz jak bardzo Cie kocham. Jednak ostatnio... ostatnio mamy swój muzyczny hit.

To na pewno ja!

Wstaje rano i myślę: co zrobić z tym poniedziałkiem? Poniedziałek po wyjeździe męża jest zawsze niezbyt miły, a ten w którym wiem że męża nie będzie dłużej niż dwa tygodnie... jest naprawdę paskudny.

Łowickie klimaty

Dwa metry w sumie w dwóch kolorach: czarny i biały. I szczerze mówiąc nie bardzo wiedziałam co z nich zrobić. Poduszkę? To taki banał... pościel? Raz że za mało, dwa że banał, banał banał...

Nawet nie wiesz

Jakiś dłuższy czas temu, wchodząc do księgarni na dział dziecięcy, czy szperając w księgarniach internetowych trafiałam na niepozorną okładkę z dwoma brązowymi zającami. Raz nawet przekartkowałam, ale książka szybko wróciła na półkę, a wybór padł na coś innego. Nawet nie pamiętam już na co...

Ależ, Szymusiu!

Jest w naszym zbiorze taka książeczka, która generalnie trafiła do nas przez przypadek. I tu muszę się przyznać, że szukałam historyjki która bezpośrednio by przekazywała przygodę jakiegoś niegrzecznego malucha i konsekwencje z tej niegrzeczności wynikające... trafiłam na Bolusia.

Słowo na niedzielę

Niedziela upływała leniwie i spokojnie. To znaczy spokojnie, w momentach gdy Szymon na to pozwalał. Ojciec, w porannym porywie szybkiego ogarniania chatki wyciągnął odkurzacz. Szymowi nie wiele było trzeba by eksploatować urządzenie pół dnia...

Pierwszy raz

Zerwała się Matka z rana, pobiegła do Starostwa, by odebrać świeży, cieplutki i pachnący dokument. Niesiona skrzydłami nieskrywanej radości i dumy. Ciepło myśląca o Instruktorze, który w naukę Matki włożył niespotykanie wielkie pokłady cierpliwości.

Na ulicy Mamoko

Jakiś czas obserwowałam i czytałam o zachwytach nad serią ulicy Czereśniowej i Mamoko. Książeczki bez literek, bez czytania. Książeczki do opowiadania. I choć do tej pory mieliśmy tylko jedną tego typu książeczkę, skusiłam się i kupiłam... trzy kolejne.

Ten dzień

Jest taki dzień w roku, który na przestrzeni ostatnich sześciu lat nabrał dla mnie nowego wymiaru. Kiedy w końcu rozumiem wyjątkową ciszę, spowijającą zimne marmurowe płyty. Kiedy w porozumieniu z tą ciszą celebruję przeszłość swoich przodków. Tych, którzy przestają być dla mnie napisami na nagrobkach. Kiedy patrząc na stare zdjęcia rodzinne zastanawiam się, jaka historia kryje się za tymi obrazami.

Październikowe wspomnienia

Październik zbliża się ku końcowi, trochę szalony, trochę pokręcony. Tak się zdarzyło, że tym razem dwa tygodnie urlopu Taty w domu wypadły w środku miesiąca. Więc czasu było mało - na wszystko.

Pierwszy pachoł

Tak naprawdę przymierzając się do tego tekstu, w głowie mam całą stertę niecenzuralnych słów... co prawda można było się spodziewać tego, ale mimo to porażka jest wielkim rozczarowaniem. Tym bardziej że pokonał mnie... pachoł! Pierwszy raz w życiu oblałam egzamin. Szanowni państwo, to co przeczytacie za chwilę, zdecydowanie nie nadaje się na blog o rodzicielstwie:

Baranek Bronek

Jakiś czas temu mogłam o sobie powiedzieć, że jestem molem książkowym. Teraz śmiem raczej powiedzieć, że jestem molem książkowym na urlopie macierzyńskim. Nawet Kindle nie jest tak eksploatowany jak kiedyś... ale... gdyby trzymać się zaczętego nurtu, można się pokusić o stwierdzenie, że zamieniam się w najprawdziwszego mola książeczek dziecięcych.

W obliczu wyzwania


Mimo dwutygodniowej przerwy, kolejny raz usiadłam za kółko z Panem P. Do egzaminu zostały cztery dni. A potem niech się dzieje...

Patchworkowa spaniowa poducha

Ostatni dzień pobytu Męża wykorzystałam szyciowo i zrobiłam drugą poduchę, która w planach była od bardzo dawna. Nie będę już pisać jak bardzo zakochałam się w patchworku. Nie pokażę też półek w szafie, z których wysypują się bawełniane wzory. I nie przyznam się, ile godzin dziennie potrafię siedzieć i oglądać kolejne bawełny, choć na wiele pomysłów ciągle brakuje czasu...

Uśmiech dla żabki

Dawno nie było o książeczkach. Ale to, że nie było to nie znaczy że nie mamy nowych. Mamy, mamy... i dużo oglądamy, gdyż Szymon jest na etapie intensywnego interpretowania obrazków, a wszelkie próby czytania kończą się rękoczynami i przemocą wobec czytającego.

Ach, to Ty!

Tego roku lato nas nie oszczędzało. Gorąc, parno... słonecznie. Fakt, że w lipcu był Ojciec w domu wcale nie poprawia letniego wspomnienia. Po prostu to lato było jakieś takie samotne... Witaj moja jesieni! Jesień, jesień... jesień ach, to Ty!

Ale jazda!

Wybierając szkołę jazdy, nie bardzo wiedziałam czym się kierować. Bo skąd to ma wiedzieć osoba zupełnie zielona, którą życie zmusza, by zrobić prawo jazdy? Zazwyczaj, każdy laik pierwsze co sprawdzi to cenę i termin rozpoczęcia kursu. No dobrze, ale co może mieć (a czego nie) w cenie?

Nocnikowe walki

Od lipca walczyliśmy z niechcianymi już, szczególnie przez rodziców, pieluchami. Nocnik w naszym domu, łącznie z podestem i nakładką na kibelek, był już długo. Jednak wszystkim było nie po drodze z tym zestawem. Szczególnie najbardziej zainteresowanemu: Szymonowi.

Rocznicowo

Pamiętam dobrze, jak było ciepło. Nie gorąco – ciepło. Pamiętam pośpiech z rana, chatę pełną gości i tłok u kosmetyczki. Tak samo dobrze pamiętam jego spojrzenie. Lekko szkliste, okraszone uśmiechem. Bo cztery lata i cztery dni temu powiedzieliśmy sobie „tak”.

Złotousta

Zdarza się czasem, że moje wypowiedzi wpływają rozbrajająco na męża. Tak naprawdę reakcje są różne, i jak to w życiu albo się zgadzamy albo nie. Jednak gdy jestem skrajnie zmęczona i wymyślę coś absurdalnego, mąż podsumowuje to swoim ulubionym stwierdzeniem.

Spotkanie z Alicją

I znowu to zrobiłam. Wykorzystałam obecność mamy i spotkałam się z Alicją, by zamknąć parę spraw. I już móc myśleć o następnych. Zajęło mi to trochę czasu, ale i tak mniej niż myślałam. Uwinęłam się w popołudnie, bo moja Alicja nie gniewa się nawet wtedy, gdy długo się nie widzimy.

Odchudzająca przygoda Matki

Osiem lat fachowo się migałam. Życie stwarzało mi sytuacje, w których śmiało mogłam powiedzieć “nie” i argumenty były niepodważalne. Choć czasem przez myśl przemknęło: “może jednak by się przydało”, a lata jazdy z mężem sprawiły że przepisy jako tako znałam… aż w końcu przyszedł dzień że wszystkie “nie” skumulowało się. Padło ciche i lekko wystraszone: “chyba tak”. I nawet nie zauważyłam kiedy, trzydzieści godzin nudnej teorii minęło jak z bicza strzelił. Na pierwszą praktyczną lekcję matka szła mrucząc pod nosem: “sprzęgło, hamulec, gaz… sprzęgło, hamulec, gaz…”

Mój Sztum

Mieszkanką Sztumu jestem z wyboru. Los… a raczej mój mąż – wtedy jeszcze “chłopak” - przyciągnął mnie tu osiem lat temu. Tak, tak… w grudniu minie osiem lat jak zamieszkałam w tym nie dużym miasteczku bez większych perspektyw dla ludzi młodych. Tu przyjęłam oświadczyny, tu urodziłam syna… tu mieszkam do dziś…

Samotna matka

Któregoś razu, gdy tylko otworzyłam oczy wiedziałam, że będzie źle. Od lat nie miałam migreny. Ale ta przypomniała sobie o mnie i to w najmniej odpowiednim momencie. Dzień wycięty z życiorysu.

Więcej butów nie pamiętam…

Matka o czerwonych converach pisała. Że marzy i pragnie. Kiedy przyszedł ten dzień, zawahała się ze względu na rozmiar swej nie małej stópki. Nie kupiła. Ojciec przyszedł jej z pomocą.

Co ciekawego w Gołębniku

Ostatnio było nas tu mało, a powodów ku temu było wiele. Jeden najbardziej banalny i najbardziej istotny: brak czasu. Ostatnie trzy tygodnie, to rodzinka w komplecie w domu. Wiele planów, jeszcze więcej zamieszania i w tym wszystkim rozpaczliwie mało czasu na wszystko. Tak właśnie wyglądał urlop Ojca w domu.

Patchworkowe pierwsze kroki

Maszynę mam już od jakiegoś czasu, a moim pierwszym poważnym maszynowym przedsięwzięciem było tipi, o którym pisałam tu. Od dłuższego czasu również podziwiałam innych prace patchworkowe. Piękne, kolorowe i oryginalne. W których widać, ile trzeba pracy ale również ile trzeba włożyć serca.

Co nowego w Gołębniku

Znowu zniknęliśmy na jakiś czas. Ale powód był jeden: Ojciec przyjechał na dłuższy urlop i jak zwykle sporo się dzieje. Sporo w domu, sporo poza domem. A skoro już mówimy o tym co się dzieje poza domem… Apel do wszystkich mieszkających w okolicy: UWAGA! Matka robi prawo jazdy. Wszystkich, których to przeraża jak matkę, proszeni są nie wychodzić z domu lub w najgorszym wypadku sadzić gumowe drzewa…

Moje wiatraki

Czasem naprawdę nie jest łatwo. A że nigdy nie należałam do cierpliwych, to czasem bywa dwa razy ciężej. Przyjmowałam już różne taktyki, ale jak na razie sprawdza się jedna: przeczekanie.

Spokojnej nocy maluszku

Zanim urodził się Szym, przeczytałam trochę “mądrych” książek na temat instrukcji obsługi malca. Wybierałam sobie te sposoby (czy metody), które mogłabym wykorzystać, inne odrzucałam. Książki te czytałam po łebkach. Jednak jedną rzecz postanowiłam bezwzględnie wprowadzić i wymagać od wszystkich. Nawet gości. Wieczorny rytuał.

Wiedza Ojca. Z autopsji

Matka z Ojcem mają przyjaciół. Dobrych, o których czasem Matka wspomina w tym miejscu. Przyjaciele wyjątkowi, Ciotka Jola i Wujo Krystian. Choć Matka do przyjaźni dołączyła około 8 lat temu, Ojciec z Ciocią i Wujkiem znają się już … bardzo długo. I choć różnie bywało i lekko nie było, przyjaźń kwitnie. Rodzinka się powiększa, podział obowiązków coraz bardziej wyraźny…

Powrót Ciotki i historia jednej biedronki

Kolejny weekend za nami. Każdy taki przybliża nas do lipca, i ponownych odwiedzin Ojca. Tymczasem radzimy sobie jak możemy i szukamy zajęcia. Jednym z wynalezionych zajęć, jest świętowanie powrotu Kudłatej Ciotki z Bułgarii. Co prawda, Ciotka zwiała już do Torunia zaliczać różnice programowe… ale nam zostało kilka fajnych fotek…

Zielono nam!

Choć lato nie należy do moich ulubionych pór roku, ma jedną niepodważalnie wspaniałą zaletę. Świeże warzywa i owoce. Nasza Sztumska “hala” działa już prężnie, i kiedy pierwszy raz od dłuższego czasu zajechałam tam wczoraj dostałam ślinotoku. Oplułabym wszystkie stanowiska, jednak matczyna godność kazała mi się opanować. Bądź co bądź, jestem już matką od dwóch lat…

Dwa, dwa, dwa!

Siadam w fotelu, wyciągam nogi przed siebie. Ciiisza i spokój. Chatka ogarnięta, dziecko śpi, pies śpi… Przymykam oczy, a myślami płynę dwa lata wstecz. Do jedenastego czerwca 2013 roku, kiedy to o dwudziestej przyszła do mnie położna, i zamiast mnie uruchomić podała lek na sen. Pozwoliła mi wypocząć, bo następnego dnia zaczęło się już na całego. A Szymon miał już pierwszą dobę życia za sobą.

Klaps społecznie wykluczony

Dzięki dużemu zaangażowaniu mediów, rosnącej świadomości społeczeństwa zaczyna dużo mówić się o przemocy wobec dzieci. Jednak dotychczasowe doniesienia wspomnianych wyżej mediów pokazują że efekty tego typu kampanii są mierne. Uzyskują tylko tyle, że dzielą rodziców na lepszych i gorszych. Czy warto?

Mój Dzień Matki

Dzień Matki zaczyna się o piątej. Nie ma taryfy ulgowej, nie ma spania do dziesiątej ani śniadania do łóżka. Ale czy to źle? Owszem, uwielbiam dostawać kwiaty, uwielbiam być rozpieszczana jak każda kobieta. Ale każdego dnia dostaję swój najpiękniejszy prezent na świecie: głośne “mama!” i uściski małych rączek.

Raz na sto lat

Przychodzi taki dzień w życiu matki i syna, kiedy oboje wiedzą, że nie będzie nalotu. Kiedy Grat oddany, więc wychodzić z domu nie ma potrzeby, kiedy zakupy zrobione i wiadomo że po żadne iść nie trzeba. W takim dniu z piżamy wyskakuje się o jedenastej, w telewizji grają tylko Reksia a matka nie spogląda ani razy w lustro. Raz na sto lat zdarza nam się obchodzić prywatny dzień dziecka. I jest nam z tym dobrze.

Majówka

W weekend mieliśmy niespodziankę. W zasadzie można pokusić się o stwierdzenie, że nasza majówka zaczęła się ósmego maja i skończyła dziesiątego. Odwiedził nas Ojciec. I zabrał na wycieczkę do zoo.

Jeden strzał

Godzina 18.30 siadam i biorę głęboki wdech. Ostatnio biorę ich wiele, i metoda ta przestaje powoli działać. Dzień bez drzemki, kiepska pogoda i ciągłe marudzenie. Wieczorem prawdziwe apogeum. Płacz nawet wtedy, gdy Gratis podejdzie – nie podejdzie, dotknie – nie dotknie. Płacz? Prawdziwa histeria.

Reksio na trzy sposoby

W jednym z wpisów wspominałam już o Reksio-szale. To, że dawno o nim nie pisałam wcale nie znaczy że go już nie ma. Jest, jest. I ma się dobrze. Co więcej, próba odciągnięcia dziecka od animowanych przygód małego czworonoga spełzła na niczym. Ale nie poddaję się.

Przesilenie

Pogoda nas ostatnio zaskakuje. A to mamy dwadzieścia stopni, a to silne wiatry i silna burza. A silne burze w Sztumie, to niezwykła rzadkość. Ta akurat była w nocy, więc trochę strachu się najadłam. A Szym? Szym spał słodko jak aniołek, nie przejmując się grzmotami i błyskami. Dzielne dziecko.

Sobota jakich mało

Są takie dni w życiu matki, kiedy wszystko czego się dotknie zamienia się w … nic. Tak zwane popisowe schrzanienie najprostszych rzeczy. Po czym poznać, że taki będzie dzień? Oczywiście, po nie przespanej nocy.

Matka i jej shreki

Matka jak zwykle późno się budzi, większość zimy przezimowała – bo co innego można robić zimą? Obudziła się na koniec kwietnia i co? No i coś tam ze sobą robi, remonty generalne planuje. A że Kasię Bosacką ceni, to na fejsie jej profil polubiła. I co tam znalazła? Szał na zielony shake…

Co robimy gdy jesteśmy sami

Matka otrząsnęła się z marazmu i wzięła się po raz kolejny w garść. Wróciliśmy do naszej bez ojcowej rutyny, i chociaż pogoda ostatnio nas nie rozpieszcza, radzimy sobie jak możemy. Choćby kręcąc się po domu i wymyślając różne dziwne zajęcia… 

Biegam bo zwariuję

No dobra. Biegałam w zeszłym roku żeby nie zwariować. W tym roku dopiero ruszyłam tyłek. Prawda jest taka, że musze dotknąć dołka psychicznego, żeby z niego wybiec. Bo życie słomianej wdowy to emocjonalna sinusoida. Choć wszyscy myślą że to takie proste.

Mamo, strzelają…

Wielokrotnie pisałam już jak zmienia się spojrzenie na świat, kiedy stajesz się rodzicem. Całe dziewięć miesięcy mierzyłam się z ciężarem odpowiedzialności jaki czułam za nowe życie. Nie ukrywam, że myślenie o tym było trochę przerażające. Świadomość powołania nowego życia była powalająca, a odpowiedzialność za jego kształtowanie równie ciężka.

W dzień, kiedy Ojciec wyjeżdża

Wszyscy w koło cieszą się z ładnej pogody. I przyznam szczerze, że ja też jej wyczekiwałam.  No i przyszło ciepełko i słoneczko, tak jak wszyscy czekaliśmy. W dzień, kiedy Arek wyjeżdża.

Pięknie.

Rozsądne jedzenie

Matka nie wie co to przed świąteczne stanie w garach. Nie zna tego zwyczaju ani w grudniu ani na wiosnę. Nigdy się nie spina, zawsze na luzie przygotuje jedną – dwie potrawy. Jedno ciasto. Dlaczego? Bo każde święta to dla matki i jej chłopaków czas paczek żywnościowych.

Nigdy nie zgadniesz, co robią żaby

Poprzedni post był wstępem do naszego kolejnego zakupu. Tak. Nie ma co owijać w bawełnę, moi drodzy. Co prawda nie będzie to książka z Reksiem (jeszcze nie), ale książka o żabach. Takich zielonych, małych obślizgłych żabach, które w wyobrażeniu mojego dziecka są małe, sympatyczne, mające wytrzeszcz gałek ocznych i robiące kum – kum. Tak było do tej pory.

Jest misja, muszą być ofiary

Kiedyś, w jednym z postów wspomniałam że w naszym mieszkaniu nie są porozrzucane zabawki a książeczki. I to jest fakt. Tendencja się utrzymuje, czasem nawet zauważam progres. Książeczki z autami, koparkami, dźwigami, kotkami, pieskami, świnkami, kotkami… szał. Prawdziwy szał. W kolekcji brakuje nam tylko książeczki z Reksiem. Ale spokojnie. Matka czuwa nad biblioteczką Szyma. Wszystko w końcu można nadrobić…

Wiosna, wiosna… wiosna ach to Ty!

Wspaniałe prognozy pogody zaczynają się sprawdzać. Już drugi dzień jest piękne słoneczko, i choć wieje to korzystamy z ciepełka. Na spacerach szukamy kotków, patrzymy jak idą na mleczko a także szukamy i oglądamy ptaszki. 

Matki modowe must have

Każda kobieta ma szafę. W szafie ma tonę szmatek. Jako że mamy marzec, i przed nami jeszcze dziewięć miesięcy i jako że nie jestem blogerką modową, podzielę się z Wami moim subiektywnym must have, które kiedyś na pewno zamieszka w mojej szafie.

Jegomość Gnomek

Przebywam jeszcze w krainie snu, gdy gdzieś do jednego ucha docierają marudzenia z drugiego pokoju. Wybudzam się szybciej, im szybciej rośnie natężenie marudzenia. Kiedy mamroto – marudzenia przechodzą w płacz wyskakuje z łóżka i zerkam na zegarek. 5:30. Witaj cudowny poranku…

Gąsienica i ptaszek

Od dłuższego czasu obserwuję nowy trend w Szymonowym życiu. Pomijając wielkie zafascynowanie światem zwierząt syn nasz, ku wielkiej radości matki, uwielbia książeczki. To po nie sięga najczęściej w ciągu dnia i głośno opowiada co widzi wydając całą kanonadę dźwięków. I bardzo rzadko ogląda je sam. Każda opowieść zaczyna się od: “mama!”

Kupię lub wynajmę na czas bliżej nieokreślony


…bezludną wyspę. Może być nowa, lub używana w stanie bardzo dobrym. Region dowolny, tylko jeden warunek: cieplutko, słonecznie i święty spokój.

Wiosno, czekamy.

Koniec lutego, to już ten czas, w którym odliczam do wiosny. Do wiosny, czyli do zdjęcia grubych kurtek, szalików, czapek i zamienienia ich na apaszki, kurteczki i balerinki. Ewentualnie ukochane adidaski… Wiosno! Przybywaj!

Opowieść dziadka

Umarł trzydzieści osiem dni przed swoimi sześćdziesiątymi urodzinami, kiedy ja jeszcze nie byłam w planach. A mój brat miał trochę ponad półtora roku. W opowieściach mojej mamy pomaga mojemu bratu stawiać pierwsze kroki. W opowieściach mojego taty jest spokojnym, ale zmęczonym wojną człowiekiem.

dziecko

Kiedy nie masz swoich dzieci, obserwujesz tych którzy je mają. Łatwo wybierasz ze sterty rodzicielskich zachowań te skrajne, które Cię rażą. I choć może nie zwrócisz uwagi głośno, to swoje pomyślisz. I zastrzeżesz: “nie wyobrażam sobie żeby ja…”

ha – ha – ha !

Polaku! Dorośnij!

Idę sobie ze sklepu. Piękny dzień. Mijam te same uliczki, te same sklepy i ławeczki. Jak co dzień idąc z siatami mijam te same przystanki autobusowe. W codziennym dniu pełne osób jadących do lub z pracy czy szkoły. Nie raz mijam młodzież, wielce dorosłą: z papierosem w ręku i przekleństwem na ustach. Nie raz mijam dorosłych, wielce dorosłych z papierosem w ręku i przekleństwem na ustach.

Wycieczka

Pogoda nam dziś dopisała. Lekki mrozek i słoneczko, trochę chęci i wycieczka zabrała się do lasu. Co by dziecko i psa wybiegać.

Baju baj

Jakoś tak się u nas utarło, że odkąd urodził się Szym telewizor włączany był tylko wieczorem. A że zazwyczaj wieczorem brakowało nam już energii, to i nie grał on długo. Szymon ma skończone dwadzieścia miesięcy i dopiero teraz czasem pozwalamy sobie na wcześniejsze odpalenie tzw. złodzieja czasu.

Ludzie ludziom

Spoglądam wstecz. Przeszłość jest dla mnie czymś interesującym i nikt mi nie powie że to ona w dużym stopniu kreuje teraźniejszość. Jednostek, rodzin, miast, państw… świata. Historia ludzi to tysiące sukcesów i odkryć, małych i dużych. Panowania królów, cesarzy, carów, dyktatorów, premierów, prezydentów… Paktów, wojen, rozejmów, pokojów. Historia ludzkości to jeden, jedyny największy upadek człowieczeństwa w pełnym sensie jego znaczenia. I jego symbol: Auschwitz – Birkenau.

Wycena

Wieczór. Matka leży, dogorywa. W łóżku tłoczno, bo matka z katarem, kaszlem, bólem głowy i chusteczkami się gnieździ. Ojciec rozpoczyna gimnastykę. Nie pierwszy raz, odkąd przyjechał zbiera się do regularnych ćwiczeń. Bo w Norwegii może. A tu jakoś i czasu i chęci brak.

Chorujemy

No i stało się. Pierwszy raz od dziewiętnastu miesięcy Szym jest chory. I to nie zwykły katarek, który do tej pory przechodziliśmy raz. Nie. Wymyślił sobie stan podgorączkowy, odrywający i duszący kaszel oraz mega katarzysko.

Żałoba

Od piętnastu minut siedzę i zastanawiam się jak zacząć pisać. Bo czuję potrzebę napisania. Ale nie wiem jak ubrać w słowa pustkę którą czuję. Jak zdefiniować tragedię, jakiej jestem świadkiem pośrednim od niedzieli, a dziś byłam bezpośrednim. Jakich słów użyć, by nie brzmiało to płytko, banalnie czy nijako.

Bo ból przyjaciela jest moim bólem.

Poczucie humoru

To, że matka rzuca kąśliwe żarciki już wiecie. Co się dzieje, gdy matka je rzuca, też już wiecie. A  chcecie wiedzieć, co się dzieje gdy żarcikami rzuca ojciec?

Jak buchnąć coś Sroce

Uwaga.

Post ten zawiera informacje, które mogą nie do końca mieścić się w granicach szeroko pojmowanej moralności. W odczuciu niektórych, może być gorszący, a nawet deprawujący.

Uwaga! Matka namawia do złego! 
Chcecie wiedzieć, jak skutecznie buchnąć Sroce przepis?

Wieczorne rozmyślania

Cały dzień biegania. A to po zakupy, a to zrobić obiad. Pilnować Młodego, nakarmić, przewinąć… cały dzień na wysokich obrotach. Nie rzadko wśród rumoru, krzyków, szczeków, płaczu i wrzasku…

Spowiedź matki po okładce

Codziennie rano staję przed lustrem. Przez ostatnich 29 lat, spoglądały na mnie te same oczy. Oglądały to samo ciało, tą samą twarz. Widziały wszystko co dzieje się zewnętrznie i wewnętrznie ze mną… widziały metamorfozę, o której nie wiele osób wie. A dziś?
Dziś matka się spowiada…

W Nowym Roku matka postanawia

Czwarty dzień nowego roku. W koło słychać coraz więcej postanowień. Pamiętam że jednego roku i ja sobie coś tam postanowiłam. Nie muszę mówić, z jakim efektem, skoro nic już dziś z tego nie pamiętam…