Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Jegomość Gnomek

Przebywam jeszcze w krainie snu, gdy gdzieś do jednego ucha docierają marudzenia z drugiego pokoju. Wybudzam się szybciej, im szybciej rośnie natężenie marudzenia. Kiedy mamroto – marudzenia przechodzą w płacz wyskakuje z łóżka i zerkam na zegarek. 5:30. Witaj cudowny poranku…

I choć serce podsyca złudną nadzieję: może jeszcze zaśnie, na małą godzinkę… to i tak wiem, że nie zaśnie. A jak budzi się marudny, to taki już zostanie cały dzień. Life is brutal…chce się powiedzieć. A raczej child is brutal...  I z tą jakże głęboką myślą krążę jeszcze dziesięć razy między swoim a Jego łóżkiem. Każe mi to robić ta wredna starucha nadzieja. Aż w końcu zdycha śmiercią naturalną, a my zaczynamy dzień.

6:00

Dziecko przewinięte, w skarpetkach. Nie bez problemów i krzyków osiągnięty został ten stan. Oczywiście, piżamka zostaje. Nie rusz matka bo zrobię raban taki, że MOPS nas odwiedzi… czytam w spojrzeniu pierworodnego i dla świętego spokoju wycofuję się taktycznie. Niech gania. Piżama to nie przestępstwo.

7:00

Śniadanie. Nie bez przygód, jednak dalej pan nietykalsko – marudny krąży po domu. Między gryzem własnej kanapki a łykiem herbaty do jęczącego dzioba podaję bułkę. Jest lepiej, bo miedzy jednym a drugim kęsem widać przebłyski uśmiechu. Wciągam na chybcika resztę śniadania, i za dziesięć ósma wykorzystuję telefon ratunkowy. Co prawda te poszedł na dno jak Titanic, bo okazuje się  że babcia weźmie Szyma dzień później… nic to – mówię sobie – jeszcze uratuję ten dzień…

8:05

Ha – ha – ha … Ty naiwna, niewyspana matko – kpi ze mnie własny rozsądek. Że co zrobisz Uratujesz dzień? A ja siedzę, tulę rozhisteryzowane dziecko, które bardzo chciało przytulić psa. Tak bardzo, że nie trafiło w psa i przytuliło stolik kawowy. Nosem.

Marzenia o długim spaniu, pięknym piątku i spokojnym dniu legły w gruzach. Rozpoczynam dzień z kategorii: do dupy, bo dupa. 

I odliczam do jutra.

Jutro babcia się zajmie marudnym jegomościem Gnomkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Zapraszam do grona obserwatorów i zachęcam do ponownych odwiedzin.

Twój komentarz pojawi się po zatwierdzeniu.
Anonimom dziękujemy.