Prawa autorskie

Wszystkie posty oraz zdjęcia oznaczone znakiem "okiem-mamy-mlodej.blogspot.com" oraz "Radość i partyzantka" są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie (w całości lub części) bez mojej zgody. W przypadku nieuszanowania praw autorskich na podstawie art.78, art.81 Ustawy o Prawie Autorskim oraz prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. sprawa zostanie skierowana do odpowiednich organów.

Co ciekawego w Gołębniku

Ostatnio było nas tu mało, a powodów ku temu było wiele. Jeden najbardziej banalny i najbardziej istotny: brak czasu. Ostatnie trzy tygodnie, to rodzinka w komplecie w domu. Wiele planów, jeszcze więcej zamieszania i w tym wszystkim rozpaczliwie mało czasu na wszystko. Tak właśnie wyglądał urlop Ojca w domu.


Jedną z najważniejszych zmian, to łózko i pokój Szyma. Pożegnaliśmy to niemowlęce i zamieniliśmy je na dziecięce, które sprawdza się fantastycznie, Młody chętnie w nim śpi a ucieczki zdążają się niezwykle rzadko. Pościel uszyłam sama – nieskromnie się chwaląc – jednak na kolejny komplet w papugi już mi nie starczyło czasu.
Desktop1


Zapytacie pewnie, dlaczego Matka ciągle nie ma czasu. Ano dlatego, że właśnie dziś skończyła część teoretyczną kursu na prawo jazdy. Od wtorku zaczyna jeździć i znowu będzie pisać o braku czasu. Jak to skwitowałam na fejsie: doskonała nie będę, ale może chociaż nauczę się prowadzić auto…

11845910_10203673924602350_1857709876_n


Z kolejnych zmian u nas – a jest ich trochę – to walka z pampersami. Wbrew obietnicom Ojca, ze wspólnej walki wyszły nici, więc teraz Matka i Szym walczą razem. Wiem co piszę, bo stan ten trwa już trzy tygodnie, a efekt jest słabiutki. Jednak walczę, skoro już zaczęłam i staram się nie zwariować, co nie jest łatwe przy zbuntowanym dwulatku, który jeszcze nie mówi. Nocnik jest, stoi na widoku ale chęci by z niego korzystać małe. W sumie też to nie do końca tak, bo zależy to od humoru i zachciewajki dziecka. A nie daj Boże, na dworze się zachce… panika popłoch… bo przecież sikać na zewnątrz nie będzie, drzewek podlewać nie chce, nocnika nie ma… więc co? Więc tam gdzie stoję robię. Więc trwamy w tej patowej sytuacji, a gdy się uda cieszymy się jak dzieci że nocnik pełny.

W między czasie nabyliśmy parę ciekawych książeczek, o których prędzej czy później napiszę. Tymczasem łapię chwilę parnego oddechu (trzydzieści stopni to niezbyt komfortowe wytchnienie) by w końcu zebrać siły na dalszą naukę i szycie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Zapraszam do grona obserwatorów i zachęcam do ponownych odwiedzin.

Twój komentarz pojawi się po zatwierdzeniu.
Anonimom dziękujemy.